2015/10/29


Dziś chciałam Wam opowiedzieć o mojej codziennej rutynie zdrowotnej. Od dawna interesowałam sie zdrowym stylem życia, jednak pomimo zdrowego odżywiania od pewnego czasu dokuczają mi problemy zdrowotne, z którymi nie potrafie sobie poradzić. Poszukuje więc sposobów, jak sobie pomóc. Nie jestem oczywiście ekspertem, opisane poniżej metody pochodzą głównie z ksiazki Jerzego Zieby "Ukryte terapie" oraz kilku innych źródeł. 

1. Po obudzeniu sie 
Pierwsze, co robie, gdy jeszcze półprzytomna rano schodze do kuchni, to wypełniam usta olejem słonecznikowym i wykonuję płukanie ust olejem. Jest to starodawna terapia majaca na celu usunięcie z ciała toksyn, poprawe stanu jamy ustnej i uzębienia oraz ogólną poprawę kondycji organizmu. Olej trzymam w ustach przez okolo 10 minut (prawidłowo powinno być 20 minut), nastepnie wypluwam go i dokładnie płucze usta.


Następnie myję zęby unikając past z fluorem. Zamiast nich używam past bez fluoru, oleju kokosowego lub mieszanki sody oczyszczonej z wodą utlenioną. Mieszankę tą przygotowujemy w prosty sposób: nabieramy na łyżeczkę trochę sody oczyszczonej i wkrapiamy kilka kropel wody utlenionej. Powstałą paste nakładamy na szczoteczkę i myjemy.


To, co pozostanie na łyżeczce, możemy użyć zamiast antyperspirantu (które ponoć, zwłaszcza te z aluminium, mogą powodować raka piersi), zapewni nam to ochronę przeciwpotową na cały dzień. O metodzie tej dowiedziałam się podczas jednego z wykładów pana Zięby (od 17 -tej minuty jest o anyperspirantach i pastach do zębów).


Kolejną czynnością, jaką wykonuję, jest przygotowanie mikstury oczyszczającej Józefa Słoneckiego (właściwie to przygotowuję tę miksture jeszcze podczas trzymania w ustach oleju), która ma za zadanie oczyszczenie jelit ze złogów oraz wyleczenie nadżerek układu pokarmowego. Przygotowuję ja w następujący sposób: 1 lyżka soku z aloesa, 1 lyżka wody mineralnej, 1 lyżka soku z cytryny i 1 lyżka oleju z oliwek (wiecej na ten temat przeczytacie tutaj)


Nastepnie wypijam szklankę ciepłej wody z sokiem z cytryny. Można również dodać miód (używajmy tylko prawdziwego miodu, a nie mieszanek z EU i non-EU. Najwspanialszy jest oczywiście miód manuka, ale prawdziwy, zwłaszcza z wysokim UMF, kosztuje majątek). Miód jest naturalnym antybiotykiem, a jego właściwości są ponoć silniejsze, jeżeli odstoi kilka godzin w zimnej przegotowanej wodzie. Dlatego najlepiej wieczorem zalać łyżeczkę miodu połową szklanki zimnej przegotowanej wody, a rano dolać do tego gorącej wody i wcisnąć sok z cytryny.

2. Ćwiczenia
Codziennie rano wykonuję 8 ruchow qigong oraz Rytualy Tybetanskie (ilosc powtórzeń rytuałów zależy od tego, ile mam czasu, czasem wykonuje pelna wersje 21 powtórzeń a czasem zmniejszam je do 11 lub jeszcze mniej). Rytuały sa wspaniałymi ćwiczeniami podnoszącymi sprawnośc fizyczną ale ich celem jest przede wszytkim przywrócenie młodzieńczej witalności.


Nastepnie przynajmniej 4 razy w tygodniu rano wykonuję 10 min z Mel B na nogi (link) - uwielbiam treningi z Mel B i choc próbowałam cwiczyć z innymi trenerami, najwiecej radości daje mi właśnie ta przesympatyczna kobieta:). Przez wiele lat ćwiczyłam równiez jogę, niestety moja nauczycielka  z powodu braku chętnych zamknęła klasę i w tym momencie jestem na etapie rozglądania się za inną grupą jogi wg Iyengara (moja ukochana odmiana jogi). 

3. Suplementy
♦ witamina C - najbardziej popularna z witamin o wszechstronnym działaniu leczniczym. Zalecana przez lekarzy niestety w zbyt niskich dawkach, aby mogły one pomóc w jakikolwiek sposób, np 500 mg, nie wspominając o np Rutinoscorbinie, w którym mamy dawkę 60 mg:). Aby witamina C mogła zadziałać, potrzebne są o wiele wyższe dawki, które znajdziecie w tabeli poniżej (dozowanie witaminy C według draCathcarta, na które powołuje sie w swojej książce Jerzy Zięba):

Jak możecie zauważyć, w przypadku przeziębienia potrzebujemy dawki 30-100 g nawet do 20 razy dziennie! (30g to 30000 mg). Zainteresowanych tematem odsyłam do ksiązki Jerzego Zięby "Ukryte terapie". To, ile witaminy C potrzebujemy w danym momencie, możemy sprawdzić wykorzystując zjawisko tolerancji układu pokarmowego. Próg tolerancji ustalamy przyjmując regularnie co godzinę lub dwie witaminę C do czasu wystąpienia biegunki (więcej na ten temat znajdziecie np tutaj).  Ja przyjmuję profilaktycznie 1-2 łyżeczki kwasu askorbinowego dziennie (1 łyżeczka zawiera ok. 3g witaminy C), a w przypadku gorszego samopoczucia zwiekszam dawkę.


♦ witamina E - to dwie grupy substancji: tokoferole i tokotrienole. Zaleca się, aby tokoferole brać rano a tokotrienole wieczorem, ja zdecydowałam sie na zakup witaminy E firmy Swanson będącą mieszanką tokoferoli i tokotrienoli. Wybierajac witamine E upewnijcie się, że macie do czynienia z jej naturalna formą, oznaczona jako d-alfa-, a nie syntetyczną, oznaczona prefiksem dl-.

♦ koenzym q- 10 - zażywam w ilosci 2-3 razy dziennie po 30mg.

♦ witamina D - jedna z najbardziej niedocenionych witamin, stanowiąca przecież podstawę zapobiegania chorobom nowotworowym. Poniewaz stwierdzono u mnie niedobor witaminy D przyjmuje dawke przepisana mi przez lekarza 20 000 mg raz na tydzien.

♦ witamina K2 - bardzo istotna podczas suplementacji witaminą D i preparatami wapnia, zapobiegajaca nieprawidłowemu osadzaniu się wapnia w tętnicach. Przyjmuję jedną tabletke 100 mcg dziennie.


♦plyn lugola. Kolejnym ważnym pierwiastkiem potrzebnym dla naszego zdrowia jest jod. Bezpieczna forma jodu to jod w formie nieorganicznej i nieradioaktywnej. Jerzy Zięba zaleca spozywanie płynu lugola, niestety nie podaje, w jakich dawkach. Zamówiłam taki plyn na ebay.co.uk ale przyznam się, ze boje sie go zażywac w ilosciach większych niż jedna kropla raz na kilka dni, ponieważ już po jednej kropli czuje sie dziwnie, np oblewaja mnie poty. Test na poziom jodu możemy wykonać następująco: smarujemy plynem lugola niewielki obszar na brzuchu i obserwujemy, po jakim czasie wchłonie sie on całkowicie w skórę. Jeżeli zniknie w ciagu godziny czy dwóch oznacza to, ze mamy spore niedobory, jeżeli natomiast po wielu godzinach w dalszym ciągu mamy ślad na skórze, prawdopodobnie nie mamy niedoboru tego pierwiastka.


♦poszukując lekarstwa na moje bóle w kosciach, znalazłam informacje, że moga być one spowodowane gronkowcem (którego faktycznie mialam kiedyś w gardle, a ponoć gdy raz staniemy sie siedziba dla gronkowca, będzie on powracał). Podobno na gronkowca najlepsze jest wdychanie dymu z palonej mokrej brzozy ale tymczasem zażywam kapsułki z ekstraktu z liścia oliwnego Gaia ( jedne z lepszych na rynku pod wzgledem składu).

♦ w ciagu dnia wypijam dzbanek wody z cytryna z dodatkiem soli himalajskiej. Wedlug Jerzego Zieby sól himalajska uzupelnia mikroelementy, ktore wypłukujemy z organizmu pijąc duże ilości wody mineralnej.


♦ każdego dnia spożywam 5 pestek z gorzkiej moreli, które są znane z właściwości antyrakowych


♦ raz w tygodniu wypijam szklanke mieszanki ziół przeciw pasożytom, w skład której wchodzą: kora dębu, kora kruszyny, piołun i wrotycz.


4. Dieta
Nie należę niestety do osób, które mogą objadać się do woli i pozostaje to bez wpływu na ich sylwetke - na moją muszę pracować całe życie. Po urodzeniu syna, gdy pozostało mi do zrzucenia 10 kg, odkryłam Dietę Diamondów (link), która zupełnie zrewolucjonizowała mój sposób odżywiania (nazywana również dietą życia, tropologią, dietą Tombaka, czy po prostu zasadą prawidłowego łączenia pokarmów). W sumie jest to nie tyle dieta, ile styl zycia, genialny, sprzyjający szczupłej sylwetce, zdrowy, nie wymagający wyrzeczeń - możemy jeść do woli nie licząć kalorii, a z każdym kęsęm jesteśmy coraz szczuplejsi :) Kolejną zasadą, którą stosuję od ponad 10 lat w mojej kuchni jest gotowanie według pięciu przemian. Nie jestem oczywiscie w stanie wszystkich posiłków komponować prawidłowo ale ok 70-80% moich posiłków przygotowuje właśnie w ten sposób. Następną sprawą jest wybór produktów spożywczych. Od lat czytam etykiety unikając żywnosci przetworzonej a ostatnio coraz czesciej wybieram warzywa i owoce organiczne oraz mieso free range. O korzyściach zdrowotnych spożywania warzyw i owoców nie musze chyba wspominac, co prawda nie lubie warzyw ale przemycam je jak najczęściej w zupach i koktajlach.

5. Wieczorem
Pod wieczór przynajmniej 4 - 5 dni w tygodniu staram się znaleźć czas na trening, z reguly jest to 10 min z Mel B na ramiona i 10 min z Mel B na pośladki (moje ulubione) lub jakiś inny trening. W sumie to nieważne, co ćwiczę, ważne, aby się codziennie przynajmniej raz porządnie spocić!

Po treningu z reguły biorę energetyzującą kapiel w gorącej wodzie z dodatkiem olejku z drzewa herbacianego. Mam też taki zwyczaj, którego nauczyłam się od Ewy Foley, aby spłukując ciało pod prysznicem, powtarzać następującą inwokację: "Proszę, aby elemental wody oczyścił moje ciało, umysł, emocje i ducha. Proszę, aby elemental ziemi przyjął te złogi. Dziękuję".


Przed snem zazwyczaj czytam coś pozytywnego - kocham książki. Polecam Wam np takie: link.

Żeby jednak nikt nie pomyślał, ze jestem tak idealnie zdyscyplinowana, przyznam się, że ostatnią rzeczą, jaką wykonuje przed snem to zazwyczaj... objadam się słodyczami:) Na szczęście nie codziennie ale jestem uzalezniona od słodyczy. Ostanio przystapiłam do youtubowego wyzwania "miesiąc bez słodyczy" i do 15-go listopada muszę wytrzymać ale juz planuję, jakie potem upiekę ciasto!

I to juz wszystko na dzisiaj. W planach mam kolejne interesujace terapie, jak: oczyszczanie wątroby, terapia przeciw grzybom candida czy terapia wodą utlenioną. Relacje na pewno sie tutaj pojawią.

Pozdrawiam:)

2015/10/24


Witajcie! Dawno mnie tu nie było ale w ostatnim czasie nawarstwila się u mnie masa problemów i po prostu nie miałam czasu na pisanie bloga ani nawet na zaglądanie do Was. Moja kondycja zdrowotna także nie pomaga mi w zmaganiach z codziennością, bóle w kosciach i ogólne zmęczenie, które powoduja, ze wlaściwie tylko rano funkcjonuję w miare normalnie  a już w godzinach popoludniowych padam z nóg. I tak już prawie od roku. Badania nic nie wykazały poza podwyższonym czynnikiem reumatoidalnym, i faktycznie te bóle w kosciach mają chyba podłoże reumatyczne, ponieważ nasilaja sie wyraźnie w okresach załamań pogody. Tylko że reumatolog podczas wizyty nie stwierdził u mnie reumatyzmu i dodał, że podwyższony rheumatoid factor ma w UK 90% społeczeństwa. Czemu mnie to nie dziwi:) Próbuje na wiele sposobów sama sobie pomoc, stosując różne terapie naturalne, niestety przyznaje, ze jestem niekonsekwentna i często nie starcza mi zapału, gdy nie widzę od razu efektów. Ale o tym opowiem Wam w nastepnym wpisie.

A dzis zapraszam Was na recenzję zbiorczą kosmetykow zakupionych w ciągu ostatnich tygodni/ miesięcy. Zobaczcie, co polecam, a czego nie:)

Zoeva Rodeo Belle paletka cieni

Paletka sama w sobie jest przepiekna, posiada cudowne kolory, kupiłam ją zaczarowana zwłaszcza tą piekną czerwienią, niestety okazała sie ona dla mnie zupełnie nie twarzowa! Próbowałam też zieleni i znów to samo. Tak więc nie wiem, czy będę ją używać, czy tylko patrzeć i podziwiać:)  Z makijażem oka to u mnie jest tak, że  kupuję coraz to nowe paletki a na końcu i tak wracam do moich trzech ukochanych cieni Mac: Naked Lunch, Sable i Satin Taupe.

Zoeva pędzle: 224 Luxe Defined Crease, 228 Luxe Crease, 231 Luxe Petit Crease

Przy okazji zakupu paletki Zoevy postanowiłam też nabyć kilka pedzelków tej firmy. To moje pierwsze pedzle Zoeva i powiem tak: pedzelki, wbrew temu co słyszałam, szału nie robią. Jedynie 231 jest dość unikatowy jeśli chodzi o kształt i naprawde przydatny w nakładaniu cieni w zewnetrznym kąciku, natomiast 224 posiada pięć włosków na krzyż, więc możemy go jedynie użyć go bardzo delikatnego rozcierania a 228 jest jak dla mnie zbyt długi i niewygodnie się nim pracuje. Ponadto po praniu się lekko rozcapirzyły:) No cóż, nie jestem makijazystką i nie potrzebuje jak widać tysiąca pędzelków, zwłaszcza, że podobnie jak w przypadku cieni do powiek, koniec końców i tak sięgam po Mac 217.

I Love Makeup, I Heart Chocolate paletka cieni

Skusiłam sie również na popularna czekoladkę i w sumie nie żałuję, choć przyznam, że jak dotąd nie wypróbowałam pełnej gamy kolorów, a tylko kilka z nich. Cienie są ładne, dobrze napigmentowane, i zdecydowanie bardziej w mojej tonacji niz Zoeva Rodeo Belle. 

Olay Regenerist Wrinkle Relaxing Complex

Bardzo lubie serie Regenerist, zwłaszcza 30 Second Wrinkle Filler czy 3-Point Treatment Cream, niestety ten krem to kompletny niewypał! Posiada okropną klejącą silikonową konsystencję, ponadto nie robi nic z moją twarzą, więc stał na półce od dwóch miesięcy nieużywany. Ostatnio postawiłam do na biurku, aby mieć pod ręka i uzywać jako kremu do rąk, jednak w tej roli również się nie sprawdza, ponieważ nigdy sie nie wchłania:(

Clarins Instant Smooth Perfecting Touch

Produkt posiada wspaniałe recenzje w internecie jako robiący czary - mary, według mnie nie robi nic ciekawego z naszą skórą. Próbowałam go juz na różne sposoby, i chyba najlepszy to użycie go na oczyszczona skórę pod serum i krem, jeżeli natomiast nałożymy go na krem, a przed fluidem, niweluje działanie kremu i w brzydki sposób matowi twarz. Według producenta miał wygładzać linie, zmniejszac pory i niedoskonalości, nic z tych rzeczy.

Mac Mineralize Skinfinish Natural Light

Poprzednie pudełeczko tego cudownego kosmetyku używałam przez około dwa lata i własnie wykończyłam ostatnie okruszki. Bez wahania więc zdecydowałam sie na kolejne opakowanie, jako że jest to najlepszy puder ever. Przynajmniej był, w poprzedniej wersji. Niestety producent zmienił nie tylko opakowanie ale równiez zawartość i to już nie jest ten sam puder. To znaczy, wciąż jest ok, w końcu to Mac, ale nie jest już tak cudowny jak w poprzedniej wersji. Tamten po prostu upiększał twarz, był wręcz magiczny, ten tylko matuje. Tak to jest, gdy próbujemy poprawiać to, co doskonałe.

Inglot Freedom System HD Powder 403

Pod wpływem wychwalających recenzji jednej z youtuberek zdecydowałam sie sprowadzić go z Polski do UK. Niestety ja chyba jestem jakas dziwna, ale u mnie te najbardziej zachwalane produkty kompletnie sie nie sprawdzają:) I tak było w tym przypadku, puder brzydko matowi twarz, do tego mój kolor matowił na żółto (to już ostatni kit, obiecuję, że od teraz bedzie tylko lepiej!) Odsprzedalam go na ebay, mam nadzieje, że komus się lepiej przysłuży.

Inglot pigment AMC nr 85

Razem z pudrem postanowiłam przetestować pigment z Inglota, wybór padł na najbrdziej popularny kolor 85. Jest to przepiekny kameleon, brązowy mieniący sie na zielono - fioletowo. Nakładam go tylko odrobinę na środek powieki ruchomej, żeby coś tam migotało ale nie świeciło się jak choinka. Mogę sobie wyobrazić, jak piękny można nim wykonać makijaż wieczorowy, nakładając go w większej ilości. Cudowny.

Benefit Bright Radiant Skincare Kit

Zestaw ten kupiłam kilka miesięcy temu i trzy produkty mnie zachwyciły. Są to: Moisture Prep Toning Lotion, Total Moisture Facial Cream i Triple Performing Facial Emulsion. Lotion zwęża pory i działa jak doskonały primer. Krem i emulsja daja efekt pieknie nawillżonej, rozświetlonej i odmłodzonej skóry, oba produkty sa świetne pod makijaż i bardzo podobne w działaniu. Krem ten jest zdecydowanie najlepszym kremem pod makijaz, jaki miałam okazje używac w ciagu ostatnich miesięcy i gdy tylko wykończę zapas kremów jaki posiadam, na pewno kupię go w pełnowymiarowej wersji. Produkt do kupienia online tutaj

Antipodes: Moisture Boost Minis i Anti- Ageing Minis

Zakochana w Serum Hosanna zdecydowałam sie na kolejne kosmetyki tej firmy i z nich równiez jestem bardzo zadowolona. Zwłaszcza Avocado Pear Night Cream jest obłędny! Przede wszystkim kosmetyki te maja nieziemskie zapachy. Jeżeli natomiast miałabym porównać krem na dzień Vanilla Pod Antipodes z kremem Benefit Total Moisture (pod względem efektów a nie składu), zdecydowanie wybieram Benefit, jako bardziej upiekszający twarz. Produkty do kupienia tutaj.

Skin Pep

Kosmetyki tej firmy to moje odkrycie ostatnich miesięcy. Sa w dość przystępnych cenach, natomiast do złudzenia przypominaja mi bajońsko drogie kosmetyki ze Skinceuticals. Na przykład Super Serum C-15 zapachem i konsystencją  jest bardzo podobne do CE Ferulic. Oprócz serum z witamina C zachwyciły mnie także Ultra Retinol i Brightening Acid Peels, ale pozostałe produkty też są świetne. Na pewno jeszcze nie raz bedę tu o nich pisać, zwłaszcza że obiecałam Wam recenzję dermarollera tej marki. Dostępne tutaj.

Urban Decay Primer Potion Original

Po nieudanym podejściu do poprzedniej bazy pod cienie Urban Decay w kolorze Sin, zdecydowałam sie na Original, i tym razem jestem bardzo zadowolona. Cienie sie nie zbieraja w załamaniach a primer w przeciwieństwie do błyszczącego Sin posiada kolor neutralny, który wreszcie nie powoduje, że moje oczy wygladaja na 5 lat starsze:)

Maseczka Lush Ayesha

Koło sklepu Lush trudno przejść obojetnie, bo zapach i dekoracje są przepiekne! Jesli chodzi o produkty to kul do kapieli nie lubię, ponieważ mam wrażenie brudnej wody w wannie, a kremów nie używałam, bo jakoś wydają mi sie drogie (chociaż przecież nie droższe niż inne, które kupuje, jednak w tym przypadku coś mi nie pasuje). Natomiast jestem wielka fanką maseczek Lush, zwłaszcza Brazened Honey i Ayesha. Świetny skład, piekny zapach, przyjemna konsystencja i pieknie wygładzona twarz, jestem na tak!

Olej kokosowy

I, jak to się mówi, last but not least, produkt geniusz, czyli olej kokosowy. Najzdrowszy do smażenia, ale przede wszystkim cudotwórca w pielegnacji skóry. Przynajmniej raz w tygodniu zdarza mi się taki dzień, gdy nie mam siły na wieczorna pielęgnacje i nakładanie na siebie tych wszystkich preparatów. Wtedy po prostu zmywam twarz mleczkiem i nakładam tylko olej kokosowy. I zawsze na drugi dzień patrzę z niedowierzaniem w lustro- efekt lepszy jak po najdroższych kosmetycznych wynalazkach:) Tak że kto jeszcze nie posiada oleju kokosowego, polecam koniecznie się zaopatrzyć!

Dajcie znać, co sądzicie o tych produktach i jakie są Wasze odkrycia i buble ostatnich miesięcy. Pozdrawiam!