2015/04/28





Poszukujecie przepisu na pyszną wegetariańską lasagne? Danie, które chciałam Wam dzisiaj przedstawić jest przepyszne, łatwe w przygotowaniu a także pełne witamin zawartych w liściach szpinaku: A, z grupy B, C, żelaza, fosforu i innych!

Składniki:
800gr-1kg mrożonego szpinaku (ja kupuje w tesco w paczkach po 900gr i zużywam jedną całą paczkę)
800ml mleka
5 łyżej maki pszennej
300gr dojrzałego sera
płaty lasagne
pieprz, sól, vegeta, 
gałka muszkatołowa (2 szt)











Sposób przygotowania:
1. Szpinak rozmrażamy na parze, odsączamy, drobno szatkujemy, mieszamy z pieprzem, solą, vegetą do smaku oraz startą 1 gałką muszkatołową
2. Przygotowujemy beszamel z serem: w garnku umieszczamy 800ml mleka, dodjemy 5 łyżek mąki, mieszamy aż do uzyskania jednolitej konsystencji, dodajemy pieprz, sól, vegetę oraz startą 1 gałkę muszkatołową. Garnek umieszczamy na małym gazie i cały czas mieszając doprowadzamy do wrzenia, wyłączamy, dodajemy 200 gr startego żółtego sera.
3. W naczyniu żaroodpornym umieszczamy warstwy szpinaku, beszamelu i suchych płatów lasagne (ja układam 3 warstwy ale jeżeli naczynie byłoby wieksze, moga wyjśc 2). Ostatnią wierzchnią wartwę płatów smarujemy dokładnie beszamelem i posypujemy resztką sera żółtego. Posypujemy papryką. Pieczemy w średnio nagrzanym piekarniku przez ok 30 min.

Smacznego!



2015/04/27

Rok 2015 upływa u mnie pod znakiem chorób. Ciągle coś mi dolega, głównie bóle w kościach. W tej chwili czekam na wizytę u reumatologa. W poprzednim tygodniu miałam zapalenie pęcherza i musiałam brać antybiotyki. Dziwnym trafem moje problemy zdrowotne rozpoczeły się wraz z przejściem na diete wegańską. Oczywiście nie łączę tych dwóch spraw ze sobą, nie zrozumcie mnie źle. To musiał być zbieg okoliczności. W dalszym ciągu uważam, że dieta roslinna oparta na warzywach i owocach jest bardzo zdrowa. Jednak z drugiej strony dieta wegańska polecana często pacjentom chorym na reumatyzm, na pewno mi nie pomogła.  Zresztą, dochodzę do wniosku, że nabawiłam sie tego reumatyzmu od zapleśniałych angielskich domów ( a nie od diety) - kto mieszkał w UK, ten wie,  czym mówię:)

Gdy tak zmagam się z problemami zdrowotnymi, zmarszczki i tym podobne sprawy jak się domyślacie przestały mieć dla mnie takie znaczenie. Choć nie jest też całkiem tak, że sobie odpuściłam! W dalszym ciągu co jakis czas (całkiem często:)) w mojej kosmetyczce pojawiają się nowe specyfiki mające pomóc mi zatrzymać czas:)

Dziś o jednym z nich, czyli Freeze 24/7 Instant Targeted Wrinkle Treatment.


Kupiłam go z myślą głównie o mojej lwiej zmarszczce, która od jakiegos czasu prosi sie wręcz o botoks:) Poszukuję więc produktów, które pomogłyby mi zatrzymac proces jej pogłębiania się, niestety jak dotąd bez sukcesów. Jedynym kosmetykiem, który niweluje ją choć troche optycznie jest Olay Regenerist 30 Second, jednak działa on tylko powierzchownie jakby wypełniając zmarszkę, a ja szukam czegoś co wpłynęłoby na moje mięśnie i przyniosło bardziej trwały efekt (nie oszukujmy sie, nic takiego nie istnieje:)). Lwia zmarszczka to jak wiadomo ściągniete mięśnie twarzy, które straciły zdolność rozkurczania się- efekt wieloletniego nawyku marszczenia "groźnie" brwi. Tak że dziewczyny te, które jeszcze nie dorobiłyście się zmarszczek na czole, zwracajcie uwagę na mimike twarzy!

Dość skutecznym produktem utrzymującym w ryzach lwią zmaszczkę są plasterki Frownies, które nie pozwalają naszym mięsniom kurczyć się, tylko że po ich odklejeniu efekt utrzymuje sie może z godzinę... Automasaż czy masaż twarzy również może przynieść korzyści, jednak nie usunie już istniejących bruzd, ponadto żeby zapobiec ich dalszemu pogłębianiu sie musiałybysmy ciagle pamiętać, aby nie marszczyć czoła... Jednym słowem sytuacja jest raczej beznadziejna:)

Z dwa miesiące temu "buszując" po półkach w TKMaxx natrafiłam na promocyjna cenę Freeze 24/7 Instant Targeted Wrinkle Treatment. Opisywany przez producenta jako "miracle in a jar" (który to już?) produkt ten ma za zadanie zredukować widoczność naszych zmarszczek o 50-90% w ciągu 10 min od aplikacji. Pamiętać należy, że nie jest to krem nawilżający a ukierunkowany na konkretne zmarszczki, dlatego nie należy go wmasowywać w całą twarz, a jedynie wklepywać w wybrane miejsca. 10 ml tego produktu kosztuje w regularnej cenie 40f (ja zapłaciłam 12,99f), po takiej cenie spodziewać się więc chyba można konkretnego działania? Jak jest naprawdę?


Krem ma konsystencje bardzo bardzo gęstej śliskiej śmietany. Najlepiej wydostawać go ze słoiczka szpatułką, ponieważ wykonanie tego palcem jest prawie niemożliwe (krem jest tak gęsty, że ześlizguje się z palców). Zgodnie z instrukcją należy go nałożyć na zmarszczkę zaraz po umyciu twarzy, przed przystąpieniem do nakładania innych kosmetyków typu serum czy krem nawilżający. Próbowałam tak robić, stosując go właśnie na lwią zmarszczkę. Efekt jest faktycznie rewelacyjny, bezpośrednio po nałożeniu kremu na zmarszczkę zostaje ona (zgodnie z nazwą) jakby zamrożona, lub tak mocno ściągnięta, że staje się prawie niewidoczna. Niestety, jeżeli następnie nałożymy na te miejsca krem nawilżający, cały efekt zostaje zniwelowany. Zdecydowałam, że bardziej logiczne będzie nakładanie Freeze 24/7 jako ostatni etap pielęgnacji. Czyli nakładam serum, krem, wykonuję makijaż i na samym końcu nakładam niewielka ilość preparatu na zmarszczkę. Muszę przyznać, że kosmetyk ten spełnia swoje zadanie i faktycznie wygładza zmarszczkę.


I naprawdę poleciłabym go z czystym sumieniem, gdyby nie fakt, że po dwóch miesiącach stosowania go na moją lwią zmarszczkę, nagle zauważyłam, że jej stan pogorszył się drastycznie::(  I nie wiem już czy to wina tego kosmetyku czy po prostu faktu, że się starzeję...

Tak czy inaczej odstawiłam ten produkt i powróciłam do Olay 30 sekund, który znów miło mnie zaskoczył, bo jest to naprawdę świetny kosmetyk.

A jak Wy radzicie sobie ze zmarszczkami? Czy miałyście może botoks na lwią zmarszczkę? Ja raczej nie planuję w tej chwili takiego zabiegu (musze najpierw uporać się z problemami zdrowotnymi) ale może kiedyś, kto wie? Byłabym wdzięczna za Wasze opinie, ponieważ słyszałam, że zabieg ten często powoduje opadnięcie powiek lub asymetrię brwi, a jeśli tak, to juz wolę swoje zmarszczki. Pozdrawiam ciepło:)

2015/04/07


Avene jest bez wątpienia jedną z moich najbardziej ulubionych marek kosmetycznych. Przez moją toaletkę przewija się mnóstwo różnych kosmetyków, z których 80% to jednorazowe podejścia, natomiast Avene jestem wierna od wielu lat i zawsze do nich wracam.

Na pierwszym miejscu wśród kosmetyków tej marki na pewno postawiłabym regenerujący krem antybakteryjny Cicalfate - może nie najbardziej spektakularny ze wszystkich testowanych przez mnie kosmetyków tej firmy, jednak niezastapiony i o najbardziej wszechstronnym działaniu. Sprawdza sie przede wszystkim jako kompres nawilżający i ratunek dla wysuszonej skóry, nie tylko twarzy ale również innych części ciała, jak np łokcie czy kolana. Jest również po prostu doskonałym kremem nawilżającym. Twarz posmarowana nim na noc na drugi dzień wygląda po prostu bajecznie:) (uwaga: nałożony na niektóre produkty mocno piecze, np na Triacneal). Avene Cicalfate to po prostu mój kosmetyk must-have.( 40ml, £6,90)


Avene Thermal Water- bez wody termalnej nie ma dla mnie pielęgnacji. Ewentualnym z zamiennikiem moga być hydrolaty, które umieszczam w buteleczce z atomizerem, jednak do moich ulubionych hydrolatów ze Zrób Sobie Krem mam z UK utrudniony dostęp. Nigdy nie stosowałam słynnej wody termalnej z Uriage, lecz spośród tych, które testowałam, czyli Vichy, Caudalie, La Roche Posay i  Avene, ta ostatnia wypada bardzo dobrze. (150ml, £7,00)


Avene Soothing Moisture Mask- ta maska to prawdziwy wodospad nawilżenia. Zakupiłam ja  pod wpływem rekomendacji Lisy Eldridge. Stosowanie jej sprawia nam prawie że zmysłową rozkosz:) Ukaja, łagodzi i  nawilża. Przeznaczona do skóry odwodnionej, wrażliwej, zaczerwienionej. Przepieknie delikatnie pachnie. Pozostawia skórę mięciutką, nawilżoną i promienną. Zawsze do niej wracam zakupując kolejne opakowania.( 50ml, £12,00)


Avene Eluage- oprócz kremów nawilżających marka Avene posiada w swojej ofercie kilka bardzo dobrych kosmetyków przeciwzmarszczkowych. Zawsze posiadam któryś z następujących: Triacneal, Eluage lub Yeasthal. Triacneal jest wśród nich najsilniejszy, będąc połączeniem retinaldehydu 0,1% oraz kwasu glikolowego 6%. Skóra po jego nałożeniu mocno piecze, zwłaszcza w miejscach podrażnionych. Eluage posiada o wiele bardziej łagodną i przyjemną konsystencję. w jego składzie znajdziemy retinaldehyd w stężeniu 0,05% oraz kwas hialuronowy 0,5%. Yesthal podobnie jak Eluage posiada retinaldehyd w stężeniu 0,05% i jest łagodniejszy od Triacnealu. Wszystkie trzy przeznaczone są do zwalczania utraty jędrności oraz zmarszczek. Gdybym miała wybrać jeden, byłby to Eluage. Za każdym razem, gdy nałożę go na noc, rano czuję się młodsza, więc nie może to byc przypadek:) ( 30ml, £26,00)


Rozmawiając o kosmetykach Avene, nie sposób nie wspomnieć o Extremely Gentle Cleanser- delikatnym płynie myjącym do twarzy. Produkt ten ma konsystencje bezbarwnego rzadkiego żelu, za jego pomocą możemy usunąc makijaż bez użycia wody. Kosmetyk ten podobnie jak Smoothing Moisture Mask zakupiłam pod wpływem filmiku Lisy Eldridge. Muszę powiedzieć, że po wielu miesiącach uzywania płynu micelarnego Garnier, Avene Extremely Gentle Cleanser jest jak ulga dla mojej skóry. Płyn Garnier skutecznie usuwa makijaż, jednak bardzo przesusza moja twarz. Avene Gentle Cleanser nie tylko usuwa zanieczyszczenia ale równiez nawilża skórę. Jest to jeden z najlepszych kosmetyków myjących, jakie miałam okazję testować, stawiam go na drugim miejscu po Dermalogica Precleanse. (200ml, £8,00)

Na koniec kosmetyk, o którym wspominałam juz kilkakrotnie na blogu (tutaj, i tutaj), do którego powracam niezmiennie od wielu lat, czyli Avene Very High Protection SPF50. Fantastyczny produkt, lekko wybielający skórę (co dla mnie akurat jest bardzo na plus), powodujący uczucie nawilżenia, odświeżenia i jakby zmiękczenia rysów naszej twarzy. Bardzo skutecznie chroniący przed promieniowaniem UVB i UVA.


Produkty marki Avene możemy zakupić w UK w sklepach Boots lub w dobrych cenach w sklepach internetowych takich jak Lifeandlooks czy Feelunique. W Polsce sa dostepne w aptekach lub również wysyłkowo. Polecam!







2015/04/01


W mojej kuchni najważniejszą zasadą jest reguła prawidłowego łaczenia produktów żywnościowych (link,link). Komponując posiłki według diety rozdzielnej unikamy obciążania przewodu pokarmowego oraz wpływamy na ich szybszy czas trawienia a to pozwala na zachowanie dobrej sylwetki bez konieczności liczenia kalorii. Oczywiście nie każdy posiłek da się przygotować zgodnie z tą zasadą (np ciasta), jednak tam, gdzie mogę, tam staram się łączyć poprawnie.
Dzisiejsza sałatka przygotowana jest zgodnie z dieta rozdzielną. Podstawowym jej składnikiem jest ryż. Uwielbiam sałatki z ryżem, jednak trzeba pamiętać, że zgodnie z Dietą Diamondów jeśli ryż, to nie kurczak, nie tuńczyk, ser czy jajka. Ryż łączymy tylko z innymi węglowodanami lub z warzywami. Tak też będzie skomponowana dzisiejsza potrawa.

                                                                          Składniki:
1,5 szklanki ryżu basmati lub pełnoziarnistego (przed ugotowaniem)
500 gr pieczarek
2 duże cebule
2 czerwone papryki
1 puszka kukurydzy
spora garść pokrojonej natki pietruszki
sól, pieprz, majonez ( bezjajeczny w wersji wegańskiej)



Przygotowanie:
1. Ryż przygotowujemy zgodnie z intsrukcja na opakowaniu
2. Pieczarki kroimy w plastry i podsmażamy. Nie musimy odparowywać całej powstałej wody z pieczarek, ja zostawiam odrobinę, ponieważ nawilży ona oraz doda smaku naszemu ryżowi
3. Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy
4. Paprykę również kroimy w kostkę i chwilę podsmażamy
5. Do ugotowanego ryżu dodajemy pieczarki, cebulę, paprykę, kukurydzę, natkę, mieszamy, doprawiamy pieprzem, solą oraz niewielka ilością majonezu.


Sałatkę należy schłodzic w lodówce (choć ja nigdy nie mogę się oprzeć i pierwsza porcję zjadam od razu na gorąco!). Jak większość sałatek, najlepsza jest na drugi dzień, gdy smaki "przegryzą się" ze sobą. Sałatka jest przepyszna i nie ustępuje pod żadnym względem tym z kurczakiem czy tuńczykiem, spróbujcie!