2016/11/07


Któż nie chciałby mieć w swojej kolekcji słynnych kuleczek z Guarlein? Ja przypatrywałam się im od dawna, jednak ze względu na dość odstraszającą cenę ciagle zwlekałam z zakupem. Przymierzając się do niego przeczytałam dosłownie setki opinii po polsku i po angielsku, mniej więcej wiedziałam więc, czego się spodziewać.




Wiedziałam, że nie jest to produkt rozświetlający, czyli nie będzie to nic w stylu Mac Soft and Gentle czy Mary Lou Manizer. Nie miał to być również puder matujący (czego nie znoszę). Najczęściej produkt jest opisywany jako puder upiększający, uszlachetniający rysy twarzy, delikatnie rozświetlający przy jednoczesnym subtelnym zmatowieniu.

Bardzo długo nie mogłam się zdecydować, czy wybrac kolor 02 Claire czy 03 Medium. Przeczytałam w opiniach, że 02 Claire posiada dużo perłowo- białych kuleczek, które daja efekt perły na twarzy. Wiele osób usuwa je i używa osobno jako rozświetlacz. Kolor 03 Medium natomiast posiada więcej kuleczek różowych oraz brązowych. Ostatecznie wybrałam 02.


I jeszcze kwestia zapachu. Opisywany jest on jako bardzo eksluzywny, lekko fiołkowy, dający juz sam w sobie przyjemność stosowania produktu.

Generalnie około 90% przeczytanych przeze mnie opinii było pozytywnych.

Moje wrażenia. Na poczatku zapach. Naprawdę zastanawiałam sie po otwarciu tego produktu, czy my mówimy o tym samym kosmetyku? Przez chwilę nawet myślałam, czy nie mam podróbki, ale chyba Debenhams jest jednak poważną siecią handlową. Szczerze mówiąc trudno mi sobie wyobrazić, że ten zapach może się komus podobac lub wydawać eksluzywny, w każdym razie spodziewałam się czegos zupełnie innego. Według mnie jest to zapach chemiczny, duszący i po prostu brzydki, gdzieś ktos opisał go jako zapach starego mydła i to jest chyba najbardziej zbliżone określenie. Na wszelki wypadek sprawdziłam datę produkcji - moje kulki zostały dopiero co wyprodukowane. Oczywiście tak naprawdę zapach miał byc tylko miłym akcentem i nie ma on wiekszego znaczenia.


Przejdźmy do działania. Nie spodziewałam się rozświetlenia na miarę highlighterów ale delikatne subtelne miało być. Ja nie zauważyłam żadnego! Oglądałam się na wszystkie strony, w świetle dziennym, sztucznym, w słońcu, w cieniu i kompletnie nawet najmniejszego blasku. A co za to otrzymujemy? Zmatowienie. Czyli to, czego nie znoszę.

Odnośnie koloru, kosmetyk ten nie daje moim zdaniem żadnego koloru, nie zauważyłam bielenia, różowienia, perły czy czegokolwiek. Sądzę więc, że nad wyborem koloru nie ma sensu sie zbyt długo zastanawiać i że trójka byłaby bardzo podobna. Powtórzę ponownie, że jedyne co ten produkt robi w moim odczuciu to matuje.

Nie zauważyłam u siebie oczywiście również żadnego upiekszenia czy złagodzenia rysów ani efektu zdrowej cery i tak naprawdę należę do tych nielicznych osób, które po zastosowaniu tego produktu wygladały gorzej niż przed. Skorzystałam więc z możliwości i po kilkukrotnym zastosowaniu odesłałam produkt do sklepu (tak, wiem, że nie powinno sie tego robić, ale była taka opcja, więc z niej skorzystałam).



I tak oto zakończyła się moja przygoda z meteorytami. Żałuję, bo przyjemne cacko i miło byłoby, gdyby dawało fajny efekt. Znam naprawdę takie kosmetyki, które daja efekt wow na naszej skórze, ale ten produkt moim zdaniem do nich nie należy.

A co Wy o nim sądzicie?




2016/11/03


Pamięci mojego kochanego przyjaciela 


Piotruś,  08.2009- 18.09.2016

Sześć tygodni temu, po tygodniowej chorobie, umarł mój najukochańszy króliczek. Piotruś był z nami ponad 7 lat. Był bardzo chorowitym zwierzaczkiem i nacierpiał się w swoim życiu. Gdy miał około roku, nagle zachorował - przestał jeść. Poszukiwania przyczyny trwały parę miesięcy, w tym czasie Piotruś dostał niezliczona ilośc zastrzyków na przeróżne choroby, przeszedł wiele badań, skanów a weterynarze wciąż nie potrafili znaleźć przyczyny. Poszukiwania te kosztowały nas nawiasem mówiąc ponad tysiąc funtów wówczas, a to był dopiero poczatek :)


W końcu Piotruś trafił do słynnej specjalistki od królików do Harrogate i tam wreszcie okazało się, że przyczyną jego stanu zdrowia są wykrzywione i raniace go zęby. Od tamtego czasu miesiąc w miesiąc przechodzil operację podcinania zębów (już w naszym mieście), za każdym razem pod narkozą. Po każdej operacji było dobrze przez kilka tygodni a potem znów przestawał jeść. Jak cierpiał w tym czasie, tego nikt nie wie... I tak trwało to ponad 6 lat. Kilka miesięcy temu nasza weterynarz zaczęła wspominać o tym, że Piotrusia zęby są juz w tak złym stanie, że właściwie nie da się już robić operacji, bo nawet po niej zęby dalej go ranią i powinniśmy pomyśleć o eutanazji. Nie chciałam nawet o tym słyszeć, bo jak wspomniałam, nie miałam pojęcia o jego cierpieniu i wydawało mi się, że jeżeli po operacji znów je, to przecież jest ok. Jednak nie chciałam widzieć, że Piotruś od jakiegoś czasu nawet operacji prawie nie pił, wodę pobierał tylko z owoców. Czyli musiało byc naprawdę coraz gorzej...


Jednak nie to było przyczyna jego śmierci. W poniedzialek  12 września Piotruś jak zwykle bawił się z moim psem, i niestety w pewnym momencie Kubuś zdenerwował się i zrzucił go z siebie. Piotruś tak nieszczęsliwie upadł na plecy, że coś mu się stało i od tego czasu juz sprawy potoczyły się bardzo szybko. Przestał jeść, siedział cały czas z przechylona na bok główką. Na drugi dzień poszedł na obserwacje do weterynarza, który właściwie nic nie stwierdził. Dwa dni później Piotruś ponownie został oddany do weterynarza i ponownie zwrócili nam go po kilku godzinach bez żadnej diagnozy ani pomocy- myslę, że juz nic sie nie dało zrobić. Zresztą myślę też, że oni wiedzieli, że Piotrus umrze, ale wiedzieli też, że my za nic w świecie nie zgodzimy sie go uśpić, więc co mogli zrobic w takiej sytuacji? Powiedzieli nam tylko, że niezależnie od tego czy Piotrus zacznie jeść czy nie, mamy przyjść w poniedzialek na poważna rozmowę...


Cały ten czas karmiłam Piotrusia strzykawką i wierzyłam, że w poniedziałek mu jakoś pomogą. Jednak w sobotę w nocy nagle jego stan się pogorszył. Nie wiedziałam wtedy, że Piotrus już umiera. Nie spotkałam się wcześniej ze śmiercią, nie wiedziałam, jak to wyglada. Gdybym wiedziała, zawolałabym wtedy weterynarza, żeby zakończył jego cierpienie. Obudziałm się w niedzielę o 7 rano a Piotruś juz leżał na desce i tylko jeszcze głowkę podniósł. Obudziłam szybko męża i powiedziałam, że Piotrus umiera i że musimy mu pomóc. Natychmiast zadzwonił do weterynarza, która powiedziała: za 20 min w przychodni. Wzięliśmy Piotrusia na kolana do samochodu i pojechalismy w jego ostatnia drogę. Jednak jego dusza nie chciała byc zabita i umarł na moich kolanach w drodze do kliniki. Umarł głaskany przeze mnie i ptrząc mi w oczy wydał ostanie tchnienie.


Pochowalismy go w naszym ogórku a na jego grobie zasadziłam białą kamelię.

Kochałam go najbardziej na świecie i jakkolwiek to zabrzmi, chyba nigdy nie byłam tak zdewastowana niczyja śmiercią, nawet mojego ukochanego taty. Może dlatego, że gdy umarł mój tato byłam młoda, miałam małe dziecko i całe życie przed sobą, a może dlatego, że wierzyłam, że kiedys po mojej śmierci się spotkamy. Ze zwierzatkami jest inaczej, bo nie wiadomo czy ich dusze idą po smierci tam gdzie nasze, oczywiście jeżeli w ogóle ktokolwiek gdziekolwiek idzie... 


Pierwsze cztery doby po jego smierci byłam jak w malignie z bólu, nie byłam w stanie jeść, żyć, jedynie sen dawał ukojenie, ale najgorsze było przebudzenie. W każdą z tych dób miałam znaki, które wierzę, że pochodziły od Piotrusia. W pierwszą noc po jego śmierci zobaczyłam obraz mojego taty, który opiekuje się nim i głaszcze go po główce. W druga dobę, leżąc znów zaplakana w łózku zobaczyłam nagle (czy usłyszalam) słowo "dziękuję", i to słowo brzmiało w moim sercu, głowie, tak długo i wyraźnie, że poczułam naprawdę, że to Piotrus dziękuję nam za opiekę. W trzecia i czwarta noc Piotrus przychodził do mnie we snie, w czwarta dobę przyszedł jakby się pożegnać, przybiegł do mnie szybko, wskoczył w moje ramiona i przytulałam go tak długo, aż obudziłam się i poczułam obok siebie wyraźnie jego zapach. Wiedziałam, że jest, i to było ostatni raz kiedy mi sie przysnił i kiedy przychodziły do mnie te wszystkie obrazy. Wtedy, po czwartej dobie po raz pierwszy ból jakby trochę odpuścił na tyle, abym mogła znów jeść. 


Jednak jesli chodzi o pełne uzdrowienie z bólu, to nie wiem czy ono kiedykolwiek nastapi. Kocham Piotrusia dalej tak samo jak kiedys i zawsze będę. Choć go juz nie ma z nami od sześciu tygodni, nie ma dnia, żebym nie płakała za nim. I myślę sobie, że cokolwiek się wydarzy w moim zyciu, to ja już nigdy nie bedę w stanie być w pełni szczęsliwa. To tak jakby część mnie została pochowana w moim ogródku razem z nim. To była nacudowniejsza, najszlachetniejsza i najbardziej niewinna dusza, jaką spotkałam na tej ziemi.


Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że co niektórzy pomyśla, jak można tak kochac zwierzę, przecież to tylko królik. Ja jednak kocham zwierzeta bardziej niz ludzi, od których zaznałam w życiu tyle krzywd, ze wolę otaczać sie moimi przyjaciółmi zwierzętami. Poza tym uważam je za anioły, które zstąpiły na ziemię, uosobienie czystej miłości.


Jesli chodzi o odpowiedź na zadane w nagłówku pytanie, to niestety odpowiem, że nie wiem. Ale z drugiej chce też powiedzieć na pocieszenie, że najgorszy ból jest na poczatku, cisza w domu, puste miejsce po klatce (lub innych przedmiotach, które przypominaja nam naszego przyjaciela), wszystko jest inaczej, Trudno się wraca do domu, w którym juz go nie ma. Ale czas goi rany i po prostu po jakims czasie przyzwyczajamy się do nowej sytuacji i uczymy sie z tym zyć.

Kartka z kliniki weterynaryjnej
Szukajac ukojenia w bólu kupiłam wiele książek napisanych przez osoby majace ponoć kontakt ze zwierzętami po tamtej stronie - są one w pewnym sensie pocieszajace, jednak tak napradwę tego bólu nie da się ukoić. W tym życiu juz nigdy nie będziemy razem, a co będzie potem - tego nie wiemy. Jest bardzo ciężko, ale wiem, że nie ja jedna tak cierpię. Każdy właściciel zwierzęcia kiedys zmierzy sie z jego odejściem. Takie jest życie. W końcu my wszyscy kiedyś umrzemy.


Mam jeszcze inne dwa anioły, którymi muszę się opiekować, a które zresztą po smierci swojego przyjaciela jakby straciły ochotę do życia - i to również jest straszne. A także to, że oni pewno niedługo również zakończa swoje ziemskie wędrówki- kotek ma 12,5 roku a psinka 13,5. I na dodatek u obu z nich w ciągu ostatnich tygodni znaleźlismy guzy. Ale to juz inna historia, którą własnie pisze życie.








2016/09/10

Jedna z moich ulubionych propagatorek pozytywnego stylu życia, Sylwia Kocoń, niedawno umieściła na swoim facebooku przejmujący wpis oraz film o tzw fali, która w nią uderzyła. Pozwoliłam sobie pożyczyć od niej to określenie. Nauczycielka rozwoju duchowego i świadomego życia dzieli się swoim cierpieniem, które było tak ogromne, że nie pozwoliło jej przez jakiś czas wykonywać nawet najprostszych czynności.


Doświadczyłam tego właśnie. W ostatnich tygodniach dosięgnęła mnie największa jak dotąd fala uderzeniowa w moim życiu. Nie mogłam spać, jeść, oddychać. Rano pierwsze uczucie po obudzeniu to fala uderzeniowa strachu, która zalewała moje ciało.

Myślałam, że znam tyle technik i sposobów na radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Afirmacje, wizualizacje, joga, dwupunkt. Czytanie książek, oglądanie komedii, taniec przy dobrej muzyce. Że nigdy nie pozwoliłabym sobie na zapętlenie się w tak ogromnym negatywiźmie, strachu na granicy obłędu. Myślałam, że to tylko myśli, a myśli mozna zmienić. Jednak w sytuacji naprawdę kryzysowej nie poradziłam sobie. Morze łez i kompletna nieumiejętnosć wytłumaczenia sobie, że inni mają większe problemy, że to nie jest wielka tragedia, że ten strach rujnuje moje zdrowie, a jestem potrzebna moim bliskim.

To wszystko wydarzyło się podczas mojego pobytu w Polsce, który był dla mnie traumatyczny. Teraz jestem już w UK i staram się odbudować siebie po kawałku. Ale lęku, płaczu i wewnętrznego rozdygotania wciąż jeszcze nie umiem do końca opanować. Prawdopodobnie można by to zdiagnozowac jako nerwicę lękową. Nie wybieram się jednak do lekarzy, bo nigdy nie zgodziłabym się na zażywanie otumaniających środków chemicznych, a w psychoterapie na kozetce nie wierzę. Natomiast wierzę w sens rozmów z osobami mądrymi, dobrymi, o otwartych umysłach. Wierzę w naturę, zioła, kupiłam wiele środków ziołowych oraz coś jeszcze innego, ostatnio bardzo popularnego (może się domyślacie - opowiem o tym wkrótce). I na szczęście jest z każdym dniem coraz lepiej ale było naprawdę niewesoło.

Pozdrawiam:)


2016/07/07


Dzisiejszy post będzie trochę depresyjny...
Rok temu opisywałam Wam moje wczasy w Walii i bezskuteczne poszukiwania swojsko wyglądających plaż w UK. Poszukiwania te trwały zresztą od wielu lat. Rozczarowana postanowiłam w końcu wakacje 2016 spędzić tam, gdzie kiedyś pozostało moje serce, czyli w Pobierowie. Zarezerowałam noclegi i właśnie kilka dni temu zakończył się mój pobyt nad polskim morzem.

W Pobierowie byłam wielokrotnie, za każdym razem byliśmy tam w trójkę, z mężem i synem, ostatnio siedem lat temu. Tym razem dorosły już syn nie chciał jechać, więc pojechaliśmy sami. Tęskniłam za tym miejscem bardzo i wyobrażałam sobie, że gdy tam w końcu się znajdę, będę w siódmym niebie. Tymczasem, gdy zajechalismy na miejsce i popatrzyłam w końcu na te uliczki, które znam na pamięć, nie poczułam nic z tego szczęścia, za którym tęskniłam. Wręcz przeciwnie, poczułam rozczarowanie, miałam wrażenie, że goniłam za wspomnieniami, których już tam nie ma. Tęskniłam za czasami, gdy byliśmy tam w trójkę, gdy byliśmy młodsi, bardziej beztroscy, gdy mój syn był jeszcze dzieckiem i chciał się z nami bawić i spędzać czas, a tymczasem wszystko się zmieniło. Po raz pierwszy ponadto zauważyłam, że naprawdę się starzeję, że jestem już panią w średnim wieku i pomiędzy mną a młodymi ludźmi jest całe pokolenie:( Pomyślałam, że życie jest tylko fajne, gdy jesteśmy młodzi. Mam nadzieję, że to nie musi być prawdą i że jeszcze odzyskam radość życia ale tak naprawdę fajnie jest być młodym a być panią w średnim wieku jest tak sobie:)


Tylko nie pomyślcie o mnie tak, jak podsumował mnie mój mąż, gdy się z nim podzieliłam tymi refleksjami. Nasz dialog:
on: Sylwia, chyba zmienię sobie twój opis w telefonie na zaczynający się na literę "p"
ja: niby jaki? podpowiedz, bo nie mam pojęcia
on: coś z branży budowlanej
ja: (myślę, myślę): nie wiem
on: pustak!
:)


A tak na poważnie doszłam do wniosku, że szczęścia nie da się znaleźć nigdzie, jedynie w sobie. I będę go tam szukać. Za kilka dni wybieram się na warsztaty dwupunktu (jeżeli tylko dzieisjeszy zabieg dentystyczny wkręcania śrub w implanty pójdzie ok) i mam nadzieję, że będzie to ciekawe doświadczenie i krok właśnie w tym kierunku.

Pobyt nad polskim morzem był w sumie całkiem udany, pogoda była ok, codziennie spędzaliśmy czas na pieknej polskiej plaży, kąpaliśmy się w wyjątkowo jak na Bałtyk ciepłym morzu, czasem chodziliśmy brzegiem morza i woda obmywała nam stopy i te momenty były naprawdę cudowne. Tylko mój niespokojny duch ciagle za czymś tęskni i nie może znaleźć spełnienia:)

Pozdrawiam aktualnie z Legnicy:)

I jeszcze kilka zdjęć:













Nasz ośrodek
Podobno najlepsza smażalnia ryb w Pobierowie, gdzie ryby są naprawdę świeże, nie mrożone i nie chińskie
(polecona przez właścicielkę naszego ośrodka)

2016/06/19


Witajcie,

Znów dawno mnie tu nie było:(
Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu, w domu remont, który ciagnie się od kilku miesięcy a dodatkowo własnie pakuję sie na wyjazd do Polski, gdzie zostanę przez wiele tygodni, ponieważ będe wstawiała implanty!

A dzisiaj kilka słów na temat kosmetyków, kóre ostatnio kupiłam:

Nars- Light Reflecting Setting Powder

Ten puder miał być ósmym cudem świata, a tymczasem w ogóle nie jestem z niego zadowolona (jak zauważyliście nawet nie oderwałam całkiem folii przykrywajacej sitko, ponieważ możliwe, że pójdzie na ebay). Miałam na niego chrapkę po filmikach Samanthy Schuerman, która twierdzi, że wygładza on linie mimiczne, gdy tymczasem u mnie raczej je ugruntowuje. Ten puder ma naprawdę świetne recenzje, jednak na mojej twarzy powoduje efekt płaskiego matu i ciastka. Próbuję na wszystkie sposoby i jestem na nie. Mac Mineralize Skinfinish Natural jest o niebo lepszy.



Ziaja- Jaśmin w esencji przeciw zmarszczkom

Bardzo przyjemny krem o miłej konsystencji i zapachu, dający wyczuwalne nawilżenie. Dobry kosmetyk za niewielkie pieniadze, na pewno kupię go ponownie.


Tołpa Green- Modelowanie 60+

Nie jest to produkt przeznaczony dla mojej grupy wiekowej jednak w ogóle mi to nie przeszkadza- raz na jakis czas cos mocniejszego nie zaszkodzi (o ile zresztą te grupy wiekowe to nie jest tylko pic na wodę). To mój pierwszy produkt Tołpy i na pewno będąc w Polsce zrobię zapasy z kosmetyków tej marki (kupiłam też z tej serii łagodny płyn micelarny tonik 2 w 1 i również jest super). Krem znajduje sie w ładnie zaprojektowanym malutkim pojemniczku i przede wszystkim pachnie zniewalająco. Konsystencja równiez jest bardzo przyjemna a co do działania- stosuje go tylko na noc, dobrze nawilża i długo pachnie, modelowania nie zauważyłam:)



Lancome Visionnaire Nuit

Uh, straszny bubel! Kupiłam go ze zniżką 20% ale i tak kosztował prawie 50 funtów, to chyba najdroższy mój krem jak do tej pory szczerze mówiąc:) Okropne rozczarowanie. Przede wszystkim krem nie ma żadnego pozytywnego działania na moja skórę, w przeciwieństwie do np innego kremu z Lancome, który kocham, o którym zaraz opowiem. Ma paskudna kleistą żelową konsystencję, okropny zapach, a poza tym jakkolwiek bym go nie nałozyła, za każdym razem czuję go potem w ustach, i jest to bardzo nieprzyjemny chemiczny smak. Zdecydowanie nie polecam.


Lancome Hydra Zen Nuit

Ten krem z Lancome natomiast to mój Holy Grail wśród kremów. Uwielbiam go za wszystko, za zapach, konsystencję, jak wyczuwalnie pracuje po nałożeniu na twarzy i za to, że moja twarz na drugi dzień wygląda świeżej i zdrowiej. Co w nim zauważyłam ciekawego, to fakt, że podczas usuwania go wodą na drugi dzień rano jest dalej wyczuwalny na twarzy. To nie jest tak, że sie nie wchłonął, tylko jakby pozostawia delikatna otoczkę (wspominałam juz o nim tutaj). 



Pasta do zębów bez fluoru Sarakan

Najlepsza pasta bez fluoru, jaką dotąd znalazłam. Ma dobry skład ale przede wszystkim jest przyjemna w smaku i pozostawia uczucie świeżości i porządnie umytych zębów.


La Roche Posay Redermik R

Dość popularny krem z zawartością 0,3% retinolu. Stosuję go co kilka dni na noc i jestem dość zadowolona, jesli chodzi o przyjemnośc używania, czyli zapach i konsystencję. Natomiast co do rezultatów to nie jest to ten retinol, po którym złuszcza sie skóra, a po prostu zwykły lekki i przyjemny kremik, dośc drogi i nie jestem pewna, czy warty swojej ceny. 


Freeze 24/7 Icecrystals Anti- Ageing Prep and Polish

Jest to po prostu bardzo mocny peeling. Posiada konsystencję kremu z dużą ilościa malutkich mocno trących drobinek, przypominających mi korund-mikrodermabrazje ze Zrób Sobie Krem. Po zastosowaniu przez kilka minut na twarzy utrzymuje sie uczucie chłodzenia. Poza tym nie widze w jego działaniu niczego, czego nie robiłyby inne peelingi, tymczasem kosztuje 35 funtów i na pewno nie jest wart tej ceny (kupiłam go na promocji w TK Maxx).


I to by było wszystko na dzisiaj, pozdrawiam i do usłyszenia!

2016/05/17


Musze się przyznać, że od jakiegoś czasu, słusznie lub niesłusznie, ale odchodzę raczej od suplementów diety na rzecz produktów zaliczanych do superfoods. Był czas, gdy połykałam codziennie sporo witamin i minerałów w tabletkach i wierzyłam, że są mi one wszystkie potrzebne ale ostatnio odstawiłam większość z nich (zostawiłam wit D, K-2 i kwas askorbinowy) a zamiast nich stawiam na zdrowe odżywianie plus superfoods.

Co to są superfoods? 
Jest to żywność wyłącznie naturalna i nieprzetworzona, zawierajaca w swoim składzie wyjątkowo cenne dla człowieka składniki. Nie ma jak dotąd jednego oficjalnego zestawienia superfoods, lista tych produktów jest nieskończenie długa i zaliczamy do niej zarówno czosnek, brokuły, kaszę gryczaną czy watróbkę jak i bardzo egzotyczne rośliny, np algi.

Dziś chciałam się z Wami podzielić moją obecną listą najczęście używanych superfoods (zaczynając od tych bardzo puplarnych a kończąc na egzotycznych):

1. Czosnek
Naturalny antybiotyk o działaniu przeciwbakteryjnym, przeciwpasozytniczym i przeciwgrzybicznym. Kupuję organiczny i zjadam przynajmniej jeden ząbek dziennie (aby zniwelować nieprzyjemny zapach wystarczy zagryźć go skórką z cytryny lub natką pietruszki)


2. Cytryna
A raczej woda z cytryną, bez której nie wyobrażam sobie rozpoczęcia dnia. Pomimo, że kwaśna, działa odkwaszająco na nasz organizm.


3. Pestki z dyni
Posiadaja mnóstwo witamin i mikroelementów ale co najważniejsze dla mnie, jako właścicielki sporego zwierzyńca, pomagaja w walce z pasożytami przewodu pokarmowego.


4. Kurkuma
Jedna z najzdrowszych przypraw na świecie o właściwościach antynowotworowych.  Podobno, aby zadziałała, należy łączyc ją z czarnym pieprzem.


5. Imbir
Roślina o niezliczonych właściwościach leczniczych, zwłaszcza przeciwirusowych, spożywana w postaci świeżej lub sproszkowanej. Używam ja do każdego koktajlu, owsianki, zupy czy duszeniny, a ze świeżego korzenia zaparzam herbatę.


6. Pieprz cayenne
Przyprawa wytwarzana z papryki zawierajacej kapsaicynę- substancję przeciwnowotworową. Dotychczas kupowałam najczęściej z firmy Prymat, jednak ostatnio zakupiłam pieprz cayenne organiczny i jest o wiele ostrzejszy, dodaję najwyżej szczyptę.


7. Sól himalajska
Najczystsza sól ziemi, wydobywana z 400-600m głębokości, nie posiada zanieczyszczeń środowiska. Autor ksiązki Ukryte terapie Jerzy Zięba zaleca dodawanie po kilka ziarenek do każdej szklanki wody, aby uzupełnić niedobory mikroelementów. Używam jej też do codziennego przygotowywania potraw.


                                                               8.  Matcha green tea
Sproszkowana japońska zielona herbata, ponoć najzdrowzsza z zielonych herbat, pełna antyoksydantów. Wystepuje w wersji Premium lub Ceremonial (ta druga jest wartościowsza). Herbata Pukka, która często kupuję, posiada niestety tylko 2% matchy. W przyszłości planuje skusić się na najczęściej polecaną Domatcha lub Doctor King Matcha.


9. Pestki z gorzkiej moreli
Znane z właściwości antynowotworowych, pisałam o nich tutaj.


10. Olej kokosowy
Najzdrowszy tłuszcz do smażenia, doskonały również do pielęgnacji naszej skóry.


11. Proszek z owoców acai
Występujace w Brazylii jagody acai uważane sa za jedne z najzdrowszych pokarmów na naszej planecie. W tej chwili posiadam w postaci mieszanki proszków z różnych owoców Naturya Blends Organit Fruit, którą dodaję do szejków i owsianki.


12. Maca  
Roślina z wyglądu przypominająca rzodkiewkę, używana w dawnych czasach jako afrodyzjak, zwiększająca energię, libido, jasność umysłu, przecwidziałająca depresji, ale również antynowotyworowa i przeciwstarzeniowa. Proszek z macy jest całkiem dobry w smaku (dla mnie taki cukierkowy) i jest doskonałym dodatkiem do koktajlów.


13. Kelp
Wodorost z klasy brunatnic bogaty w związki jodu, witaminy, mikroelementy i aminokwasy. Posiada właściwości bakteriobójcze, wspiera przemianę materii, stymuluje układ immunologiczny.


14. Ashwagandha
Jedno z najważniejszych ziół w medycynie ajurwedyjskiej, porównywana do chińskiego żeń-szenia. Bardzo dziwna roslina, określana jako stabilizator nastroju, która jednoczesnie dodaje energii i uspokaja. Posiada silne właściwości antyoksydacyjne i odtruwajace.


15. Moringa (proszek z liści)
Cudowne drzewo określane mianem "daru Bożego". Proszek z liści moringa go prawdziwa bomba witaminowo- mineralna: zawiera 3 razy więcej żelaza niz szpinak, 7 razy więcej witaminy C niż pomarańcze, 4 razy wiecej wapnia niz mleko, 4 razy więcej witaminy E niz kiełki pszenicy, i możnaby tak jeszcze długo wymieniać. Skutecznie wzmacnia system odpornościowy oraz reguluje poziom cukru we krwi.


16. Dulse
Wodorost o wyjatkowo dużym stężeniu jodu, manganu, potasu, żelaza oraz witaminy C i A. Polecany dla osób chorujących na anemię. Przed spożyciem możemy go namoczyć i używać w postaci miękkich liści przypominających szpinak, które dodajemy pokrojone do sałatek, lub upiec na sucho i wówczas otrzymujemy coś w rodzaju chipsów.


17. Chlorella
Słodkowodna alga, źrodło witaminy B12, beta karotenu, wielu minerałów, jak fosfor, potas, magnez, wapnń, żelazo, stosowana przede wszystkim w celu oczyszczenia organizmu z toksyn i metali ciężkich.


18. Spirulina
Bardzo popularna alga, jedno z najbogatszych źródeł chlorofilu, beta-karotemu, wielu witamin i mikroelementów, doskonałe źródło białka, podobnie jak chlorella używana przede wszystkim do odtruwania organizmu.


19. Trawa pszeniczna
Kolejna roslina składajaca się w większości z chlorofilu, zawierajaca ogrom witamin i minerałów, znana z właściwości odmładzających, odtruwających, oczyszczających krew. Nie próbowałam jeszcze ale ponoć bardzo prosta do hodowania w domu.

20. Młody jęczmień
Roślina o wysokiej zawartości błonnika przyspieszajacego metabolizm, popularna jako suplement dla osób odchudzających się, posiadajaca również silne właściwości przeniwutleniające.



Cztery ostatnie z wymienionych produktów czyli chlorellę, spirulinę, trawę pszeniczną i młody jeczmień posiadam w postaci mieszanki Super Greens, o której pisałam tutaj.


Jest ona okropna w smaku i więcej jej nie kupię! Nie nadaje sie do koktajlów, bo psuje ich smak ale znalazłam na nia (i inne paskudne superfoods czyli kelp, moringę i ashwagandę) sposób: do 1/2 szklanki wody wsypuję po połowie łyżeczki każdego z tych proszków, mieszam, zatykam nos i wypijam duszkiem jak lekarstwo:)

Natomiast dobry w smaku przykładowy szejk z dodatkiem superfoods to: 1 banan, kilka liści jarmużu, kilka owoców żurawiny, 1 kiwi, mleko ryżowe lub sojowe organiczne, pół łyżeczki macy, pół łyżeczki kurkumy, sczypta pieprzu czarnego, pół łyżeczki imbiru, pół łyżeczki oleju kokosowego oraz łyżeczka proszku Naturya Blends.


Życzę zdrowia :)