Translate

2017/10/21



Gdy na blogu przez dłuższy czas zalega cisza, najczęściej oznacza to, że znów męczą mnie bóle reumatyczne, i tak było w ostatnim czasie. Mój reumatyzm wydaje się być wybitnie dieto- zależny. Oznacza to niestety konieczność trzymania ścisłego rygoru żywieniowego, czego mam czasem serdecznie dosyć. Moje życie na dzień dzisiejszy to istna sinusoida: gdy trzymam dietę (wykluczam nabiał, gluten i cukier) po kilku dniach bóle mijają. Gdy zaczynam czuć sie dobrze, robię sobie nadzieję, że może już wyzdrowiałam i wracam do ciast, zapiekanek i hektolitrów kawy z moim ulubionym krowim mlekiem. Wtedy bóle wracają i znów zaczynam od nowa: kilka dni oczyszczania na diecie dr Dąbrowskiej a potem dieta zbliżona do paleo, czyli warzywa, owoce, mięso i ryby. I  kawa oczywiście bez mleka.

Kawa a protokół immunologiczny

Jeśli chodzi o samą kawę i jej ewentualne szkodliwe działanie, można znaleźć w internecie setki skrajnie sprzecznych artykułów na ten temat. Z części z nich dowiadujemy się, że kawa jest szkodliwa, powoduje nadciśnienie, zakwasza, wypłukuje magnez itd. Podobno również przyspiesza starzenie, słyszałam, że z tego powodu Jennifer Lopez nigdy jej nie pije:) Ostatnio pojawia się jednak coraz więcej artykułów dowodzących, że picie kawy nie jest szkodliwe, a wręcz odwrotnie - przynosi wiele korzyści zdrowotnych, np obniża ryzyko depresji, Alzhaimera, Parkinsona czy zawału serca. Nie jestem biochemikiem i nie wiem, gdzie leży prawda. W protokole immunologicznym najważniejsze jest wykluczenie glutenu i nabiału, natomiast co do innych produktów, takich jak rośliny psiankowate, zboża, kasze, jaja czy nasiona (w tym kawa), zależy to od stanu naszego organizmu oraz indywidualnej nadwrażliwości na dane pokarmy (najlepiej wykonać test na nietolerancje pokarmowe). Ja bez kawy żyć nie potrafię.

Mój ranking mlek roślinnych do kawy


Jestem ogromną fanką kawy z mlekiem, uwielbiam Costę w coffee shopach czy latte w Mc Donalds, również mój ekspres De'Longhi Esam 2800 robi bardzo przyzwoitą latte. Nie umiem pić czarnej kawy i dlatego kwestią kluczową było dla mnie znalezienie zamiennika krowiego mleka. W UK w każdym supermarkecie możemy znaleźć sterty przeróżnych mlek roślinnych.


Niestety 90% z nich to jakieś chemiczne wynalazki i dlatego żadne z popularnych mlek Alpro nie wchodzi w grę. Również polecane przez baristów mleko konopne odrzuciłam ze względu na skład. 


Mleko sojowe natomiast jest zbyt kontrowersyjne, abym miała na nie ochotę, choć przyznam, że waniliowe Alpro uwielbiam!

Najlepsze na świecie pod względem smaku mleko roślinne do kawy, niestety z cukrem, fosforanem monopotasowym i innymi dziwolągami:)
Wykluczyłam również mleko kokosowe, ponieważ smak kokosa jakoś mi nie pasuje do kawy. Pozostało mi więc do wyboru tylko kilka mlek z naprawdę prostym składem i oto one:

Rice Dream Organic


To mleko piję od dawna, było tak naprawdę pierwszym trafionym mlekiem roślinnym po wielu nieudanych próbach. Z tym że dotychczas dolewałam je zimne do kawy a dopiero niedawno spróbowałam je spienić. Jest całkiem smaczne, lekko słodakwe, o smaku zupełnie neutralnym, bez żadnych dziwnych posmaków.  Ocena 4/5

Rice Dream Organic Vanilla


Mleko prawie identyczne jak Rice Dream, różni się tylko dodatkiem aromatu waniliowego. Na zimno jest nienajgorsze, jednak w kawie dla mnie zbyt słodkie i sztuczne, zamiast wanilii wyczuwam sztuczność i plastik. Jednak mleko to ma bardzo dobre recenzje w internecie, może więc jest warte spróbowania. Moja ocena 2/5.

Oat-ly Oat Drink Barista Edition


Z serii Oat-ly dostępna jest również wersja organic skladająca sie wyłącznie z płatków owsianych, soli morskiej i wody, ja jednak zdecydowałam się sie na opcję z gorszym składem, ale wyprodukowaną specjalnie dla miłośników kawy. Niestety, w prostocie jest siła, a tutaj moim zdaniem przekombinowano ze składnikami i pomimo, że z mleka da sie zrobic przyjemną kremę, to ma coś odpychajacego w smaku - wylałam kawę do zlewu i na pewno więcej go nie kupię. Ocena 0/5

Rude Health Almond Milk


Odkryłam je niedawno i bije konkurencje na głowę. W wersji na zimno niestety się waży, ale i tak mi smakuje, a trochę farfocli w kawie mi nie przeszkadza. Natomiast w wersji latte nie waży się i jest naprawdę dobre, o lekkim migdałowym posmaku ale prawie niewyczuwalnym, i co ważniejsze - jego smak nazwałabym głębszym (jesli to ma sens) niż Rice Dream. Oba są ok ale Rice Dream jest jakby bardziej wodniste a jego smak bardziej płaski podczas gdy Rude Health jest trochę bardziej kremowe. Ocena 4,5 /5

Podsumowanie

Z wszystkich mlek roślinnych testowanych dzisiaj i kiedykolwiek najlepsze według mnie jest Rude Health Almond Milk. Jak możecie jednak zauważyć, żadne z ww mlek nie otrzymało ode mnie 5 pkt, ponieważ na ta ocenę zasługuje tylko mleko od krówki:) Pełnotłuste, organiczne, najlepiej niehomogenizowane mniam:) Żadne, nawet najlepsze, mleko roślinne nie jest w stanie mu dorównać (moim skromnym zdaniem).

Bardzo ciekawa jestem, z jakim mlekiem roślinnym Wy lubicie kawę najbardziej?

Universe
Na zakończenie off-topic ale nie mogę się powstrzymać... Niech będzie to moim hołdem dla tego wspaniałego artysty... Za kilka dni, 2 listopada 2017r., mija 10-ta rocznica śmierci Mirka Breguły. Uwielbiam go odkąd po raz pierwszy zobaczyłam go siedzącego na krześle z gitarą w Opolu w 1984 r... Miałam wtedy 12 lat ale pamietam jak dziś... Idolu wrażliwych serc, Twój fan Ci oddaje cześć...



Kilka jego najpiękniejszych, choć mniej popularnych utworów:









Gdybym kochał tylko trochę,
Może łatwiej bym zniósł, co daje los,
Nie byłoby mi żal ,
Gdybym twardy był jak stal...
... ale nie jestem.





2017/09/28


Czy żywność organiczna to oszustwo?

Żywnośc organiczna to pic na wodę - niejednokrotnie spotkałam się z taką opinią. Nie do uwierzenia jak wiele osób żywi przekonanie, że tak naprawdę jest to ta sama żywność co przemysłowa, a tylko z innymi nalepkami. Szczerze mówiąc, nawet mój własny mąż i syn mojego bzika na punkcie organicznej żywności uważają za nieszkodliwe dziwactwo :)

2017/09/10



I znów mamy jesień, która w 2017 przyszła niestety szybciej niż zwykle:(
Co prawda w UK i tak nie było w tym roku lata, więc fakt ten nie powienien w sumie robić wielkiej różnicy, ale jednak od kilku dni jest już inna, smutniejsza aura. Do tego ciągle leje brrr.

 W porze jesiennej moimi ulubionymi kolorami na paznokciach są nude oraz brązy. Dzisiaj chciałam Wam pokazać kilka lakierów nude, które aktualnie posiadam. Będzie to pięć lakierów OPI i jeden Essie - uwielbiam obie te marki i rzadko kupuję lakiery innych firm (zwłaszcza, że w UK Golden Rose i Inglot sa niedostepne). Dzisiejszy wpis nie jest listą ulubieńców - wśród wymienionych są zarówno kolory piękne, które bardzo lubię, jak i te niezbyt trafione.  Zapraszam:)

OPI Tickle my France
OPI Tickle my France w różnym oświetleniu
Najpopularniejszy nude frmy OPI, możecie go kupować w ciemno. Jest przepiekny, to chyba najładniejszy lakier, jaki kiedykolwiek miałam, a juz na pewno w konkurencji nude. Kolor zdecydowanie różowy, jednak przyjmujący przeróżne odcienie w rożnym świetle. Czasem wydaje się brudnym różem z domieszką brązu, czasem jakkby lekko landrynkowym, czasem różem z dodatkiem fioletu. Jesli go nie znacie, koniecznie wypróbujcie.

OPI Barefoot in Barcelona

OPI Barefoot in Barcelona
Na ten lakier miałam dość długo ochotę, bo jest również jednym z bardziej popularnych lakierów OPI ale jakoś dość długo odwlekałam zakup. Bardzo się cieszę, że go w końcu kupiłam, bo jest przepiekny. Główną nuta jest tu róż w połączeniu z brązem, może z leciutkim dodatkiem karmelu. Polecam go, ręczę za niego, jest piekny, neutralny, będzie Wam się podobał.

OPI Dulce de Leche

OPI Dulce de Leche
Bardzo dziwny kolor, kóry wygląda ładnie w świetle dziennym ale gorzej w sztucznym. Na dworze wygląda na różowy, w domu na pomarańczowo- brązowy. Gdy świeci słońce myslę: jaki piekny kolor, a w cieniu przypomina mi tynk na ścianie. Pomimo wszystko lubię mieć nim pomalowane paznokcie.

OPI Chocolate Moose

OPI Chocolate Moose
Najciemniejszy ze wszystkich tu dziś wymienionych, coś pomiędzy nude a brązem. Określiłabym go jako kolor mlecznej czekolady z domieszką czerwieni i pomarańczy albo ciemną terracotę (bardzo ciepły odcień). Kolor nie jest brzydki z tym, że nie jest to odcień neutralny i nie pasuje do wszystkiego, np bardzo ładnie łączy się z odcieniem czarnym ale już z turkusowym czy czerwonym niekoniecznie, i gdy zmieniam płaszcz, muszę przemalować paznokcie. Nie jest też odcieniem, który komplementuje moją skórę, a wręcz trochę się z nią gryzie, dlatego nie zaliczam go do ulubionych lakierów, choć jest całkiem ładny i może się podobać.

Essie Ladylike

Essie Ladylike
Co to jest za piekny kolor! Pierwszy ton, jaki w nim dostrzegam to fiolet, ale jednak nie jest to fioletowy lakier (nienawidzę fioletu na moich paznokciach). Jest to idealna mieszanka brązu, różu i fioletu. Na angielskich stronach określany jest jako mauve czyli fiołkowy. Jest podobny do Tickle My France tylko że bardziej mleczny, jaśniejszy. Pieknie współgra z odcieniem mojej skóry, uwielbiam patrzeć na moje ręce, gdy mam go na paznokciach. Myślę, że będzie się każdemu podobał.

OPI Samoan Sand

OPI Samoan Sand
Jest to najjaśniejszy kolor z dzisiaj przedstawianej kolekcji, prawie identyczny jak kolor mojej skóry (która jest bardzo jasna z żółtymi tonami), nieznacznie jaśniejszy. Za pomocą tego lakieru uzyskujemy efekt tzw ręki manekina. Niektórzy nazywają go kolorem "moich paznokci, ale lepszy". Lakier jest w odcieniu bardzo jasnego beżu, rozbielonej kawy z mlekiem czy rozbielonego karmelu. Nie dotrzegam w nim tonów różowych, fioletowych czy żółtych, za to w niektórym świetle wydaje się lekko pomarańczowy. Dłonie wyglądaja w nim delikatnie i elegancko, jednak nie jest to do końca moja bajka, wolę kolory bardziej odcinające się od skóry moich rąk. Wydaje mi się, że będzie lepiej wyglądał na dłuższych paznokciach i przy ciemnejszej karnacji. Jest niełatwy do aplikacji, pozostawia smugi.

Podsumowanie

Jesli szukacie ładnego lakieru nude, przepiekne są według mnie: OPI Tickle my France, OPI Barefoot in Barcelona oraz Essie Ladylike. Mieszane uczucia mam co do Dulce de Leche oraz Chocolate Moose, ponieważ lubię je ale nie w każdym świetle, natomiast Somoan Sand prawdopodobnie oddam komuś, kto będzie go lubił bardziej.



Gdybym miała wybrać spośród nich jeden najpiekniejszy, byłby to OPI Tickle My France.

Znacie te kolory? Co o nich sądzicie? A jakie są Wasze ulubione lakiery do paznokci?

Pozdrawiam ciepło i do usłyszenia:)



2017/08/19


Przyznam, że wahałam się czy w ogóle pisać tego posta, ponieważ wydaje mi się, że cienie Mac nie są w Polsce zbyt popularne (przynajmniej nie tak, jak w UK), ale potem pomyślałam, że może właśnie dlatego, że nie ma na ich temat zbyt wielu opinii po polsku, moja się komuś przyda?

Ponad rok temu pokazywałam Wam moja paletkę cieni do powiek Mac (link). Dzisiaj przychodze z updatem, bo od tamtego czasu dwóch cieni sie pozbyłam, kilka przybyło, a jesli chodzi o te, które posiadam najdłużej, moja opinia na ich temat jest dziś bardziej ugruntowana. Jedno sie od tamtego czasu nie zmieniło - moje uwielbienie dla tych cieni. Na niektórych wiem, że nie robią one wrażenia, dla mnie są najwspanialsze na świecie.


Przechodząc do rzeczy, pozbyłam się cieni: Shroom - dla mnie okazał się zbyt srebny oraz Omega- piekny szaro- brązowy odcień ale zupełnie niewidoczny na mojej skórze.

Kolory, które posiadam na dzień dzisiejszy to:
Vanilla - kolor bazowy, bardzo wydajny, używam go codziennie od dwóch lat i nie widac jeszcze dna,  kolor jest neutralny, bardzo jasno beżowy, myślę, że bedzie każdemu pasował.
Naked Lunch - must have, jeden z moich pierwszych cieni Mac, doktórego zawsze wracam, beżowo- różowy, delikatny, połyskujący ale nie za mocno, doskonały jako cień bazowy na całą powiekę, można go również używać do rozjaśniania wewnętrznych kącików czy pod łuk brwiowy.
All That Glitters - kocham <3. Pamietam, jak obawiałam się przed zakupem pierwszego opakowania, że będzie może zbyt złoty ale nic z tych rzeczy, jeden z najpiekniejszych cieni Mac, mogłabym go określić ciemniejszą wersją Naked Lunch, bardziej wyrazisty, połyskujący, ale wciąż delikatny. Naked Lunch jest cieniem bazowym a All That Glitters może być użyty solo i zrobić prawie cały makijaż.
Era - delikatnie połyskujący jasno brązowy kolor, wiem, że niektórzy go bardzo lubią i używają na całą powiekę i to już stanowi cały makijaż, u mnie nałożony w ten sposób jest niewidoczny i używam go do rozcierania górnej granicy ciemnego cienia. Generalnie ładny kolor, ale według mnie można go sobie odpuścić:(




















Wedge - brązowy neutralny matowy cień dobrze sprawdzający się w załamaniu powieki.
Cork - podobny do Wedge, nieznacznie ciemniejszy, uważam, że wystarczy posiadać w kolekcji jeden z nich.
Haux - brązowo-fioletowy mat, spełniający podobną funkcję co Wedge i Cork, czyli nakładam je w załamaniu powieki i wyciągam lekko w górę i na boki, aby uzyskać tzw kocie oko. Z tym, że to są cienie bazowe, a nie samodzielne, na nie nakładam te, które chce wyeksponować.
Soba - bardzo ciekawy odcień, jasnobrązowy z domieszką złota, żółci i pomarańczy, bardzo mi sie podoba, również nie jest to dla mnie cień samodzielny tylko bazowy, nakładam w załamanie powieki i łączę go z innymi kolorami.
Texture - niekórzy mówią, że to starszy brat Soby i coś w tym jest ale jednak Texture to juz inna historia. To kolor, w którym sie zakochałam, przepiekny pomarańcz z domieszką brązu, piekny zarówno w załamaniu powieki, do rozcierania innych cieni, jak i doskonały na dolną powiekę.
Saddle - matowy brąz z bardzo dużą domieszką czerwonego, można w nim też zauważyć pomarańczowe tony. Piękny, oryginalny cień, dobrze napigmentowany i mocno widoczny. Lubię go łaczyć z Sobą i Texture, zaczynając od Soby i dokładając coraz ciemniejszy kolor, zewnętrzny kącik przyciemniam wówczas Satin Taupe.


Satin Taupe - tego cienia chyba nie trzeba nikomu przedstawiać, jeżeli chcecie wypróbowac jeden cień Mac, kupcie Satin Taupe. Brązowo-szaro-fioletowy, połyskujący, piekny.
Mulch - nazwałabym go cieplejszym kuzynem Satin Taupe, używam ich na zmianę dokładnie w tym samym celu, czyli do przyciemniania zewnętrznej częsci powieki. Lubię go łączyć z Woodwinked.
Patina - bardzo popularny i faktycznie nietuzinkowy kolor, satynowy brąz z lekką domieszką zieleni i złota ale główną nutą jest tu wciąż brąz, kolor jest neutralny, delikatny, myślę, że każdemu się spodoba.
Woodwinked - tego koloru nie uda mi sie z pewnością szybko zużyć, ponieważ jest bardzo mocno napigmentowany i nakładam go w minimalnej ilości. Najczęściej stosuję go do rozświetlania wewnętrznych kącików, bo, co ciekawe, choć nie jest to jasny beż, ale brązowo- złoty kolor, to własnie w tej roli sprawdza mi sie najlepiej. Czasem nakładam go w wiekszej ilości na dolną powiekę, czasem na środek górnej, jest bardzo mocno widoczny i błyszczący. Kupiłam go z ciekawości, ponieważ jest bardzo wychwalany, obawiałam się złota w stylu Half baked z Urban Decay, a tymczasem na szczęscie jest to wciąż brąz a nie złoto, i jest naprawde piekny.


Amber Lights - jeden z moich ostatnich nabytków, bardzo mocno błyszczący pomarańcz, a ponieważ ja się w pomarańczach czuje świetnie, również ten kolor mi sie bardzo podoba, odbija ładnie niebieską tęczówkę oka.
Sable - jeden z moich najbardziej ulubionych neutralnych kolorów, który muszę mieć zawsze w swojej kolekcji, używam go zamiennie z Patiną w zależności od tonacji makijażu, oba te cienie nakładam powyżej załamania powieki wyciagając lekko ku górze (zwłaszcza od strony nosa).
Satelite Dreams - ciemny fiolet , całkiem ładny ale bardzo rzadko go używam- zawsze o nim zapominam :)
Beautiful Iris -  fioletowo- niebieski, prześliczny kolor, słabo napigmentowany ale i tak widoczny, używam go jak dotąd tylko na dolna powiekę, muszę poszukac dla niego innego zastosowania.
Star Violet - bardzo popularny, podchodziłam do niego i wielokrotnie na stoisku Mac, testowałam na ręce i nie podobał mi się, wydawał mi się fioletowo- złoty, innym razem różowo- brązowy, mocno opalizujący, trudny do określenia kolor. W końcu jednak tak za mną chodził, że go kupiłam i niestety nie polubilismy się:(
Stars n Rockets - zawsze ciągnie mnie do fioletowych cieni, może z sentymentu, bo takie były moje pierwsze cienie w życiu i kiedyś dobrze mi było we fioletach, niestety teraz jest inaczej i Stars n rocket, choć przepiękny, nie wygląda dobrze na moich powiekach. Kolor sam w sobie jest zjawiskowy, różowo- fioletowy opalizujący na niebiesko,  jednak moje oczy wygladaja w nim na chore.

Poniżej wklejam swatche cieni, które kupiłam od czasu ostatniego wpisu, pozostałe znajedziecie tutaj:



Wracając do tytułu posta, najlepsze cienie Mac (oczywiście moim zdaniem i spośród tych, które miałam okazję testować), to:

All That Glitters
Texture
Satin Taupe
Sable
Naked Lunch

Jesli chodzi o najgorsze to trudno mi wybrać, bo cienie Mac są w zasadzie wszystkie piekne, ale nie lubie Star Violet oraz Stars n Rockets, a także prawie nie używam Satellite Dreams.

Podumowując, cienie Mac do tanich nie należą ale ja je po prostu uwielbiam a komponowanie własnej paletki jest takie przyjemne. Dla mnie to są najlepsze cienie i od czasu, gdy zaczęłam je gromadzić, innych już nie kupuję i nie używam. Co o nich sądzicie? Jakie są Wasze ulubione? Pozdrawiam ciepło:)




2017/07/20


Witajcie,

Dzisiaj będzie znowu o chorobach. Niedługo chyba będę musiała zmienić nazwę tego bloga - miał on być blogiem o zdrowym stylu życia a tymczasem stał się blogiem o chorobach:)

Zdecydowałam się jednak pisać o tym po to, aby dzielić się doświadczeniem; wiem ile czasu sama spędzam na poszukiwaniu podobnych wpisów i informacji, jak inni radzą sobie z reumatyzmem.


Krótka historia mojego reumatyzmu

Ci z Was, którzy zaglądają do mnie od dawna wiedzą, że z bólami w kościach borykam się od wielu lat. Pierwszymi objawami zbliżającej się choroby były bóle w jednym stawie, np z powodu bólu w stawie biodrowym przez prawie rok nie mogłam swobodnie poruszać nogą; potem samo przeszło. Innym symptomem było chrupanie w stawach. To było około 5-6 lat temu i pomimo tych objawów badania krwi nie wykazywały jeszcze wówczas żadnych zmian. Trzy lata temu zaczęłam mieć już bardziej dokuczliwe bóle całego ciała, zwłaszcza rąk a także jednego kolana i wtedy badania krwi wykazały u mnie podwyższony czynnik reumatoidalny. Ponieważ było to stadium niezaawansowane, otrzymałam tylko mocną dawkę witaminy D (100000iu raz na miesiąc). Od tamtego czasu objawy chorobowe to wzmagaja sie to słabna, a ja uczę się sobie z nimi radzić.

Moja kondycja na dzień dzisiejszy

Z moim reumatyzmem jest tak, że potrafi on odpuścić na kilka miesięcy, a potem wraca. Gdy jestem w Polsce wszelkie bóle mijają. Gdy tylko wracam do Anglii, znów czuję się chora (niestety nie mamy w planach powrotu do Polski). Czyli wilgotny klimat UK ma na pewno znaczenie. Nie mam jednak pewności, czy to on przyczynił się do powstania choroby, w końcu mieszkańcy Polski, czy nawet Afryki, również chorują na reumatyzm. 

Ostatnio po powrocie z urlopu w Polsce choroba uderzyła jak nigdy wcześniej. Zaczęło się od niewinnych bólów w przedramionach, aż po kilku dniach rano ledwo wstawałam z łóżka. Ból był już wszędzie, nie wiedziałam, czy bolą mnie kości czy mięśnie, czy to i to. 

Swoim zwyczajem natychmiast zmobilizowałam się do walki, metodami oczywiście naturalnymi. Do lekarzy na razie w tej sprawie nie chodzę, jak wiadomo współczesna medycyna nie wymyśliła jeszcze lekarstwa na reumatyzm, oferuje jedynie środki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Środki te powodują mnóstwo skutków ubocznych i wcale nie leczą a tylko uśmierzają ból - nie podoba mi się ta myśl. Nie jestem zresztą typem pasywnego pacjenta, który nic nie zmieniając w swoim stylu życia idzie do lekarza po magiczną pigułkę. Postanowiłam, że gdy kiedyś nie wytrzymam z bólu, wtedy pójdę po sterydy a na razie postaram się zrobić, co mogę.


Moich 19 domowych sposobów na reumatyzm:

(dziś, gdy to piszę, mija 17-ty dzień, odkąd dostałam ataku reumatyzmu, w tym czasie przez pierwsze dziesięć dni stosowałam poniższe metody, a następnie przeszłam na ścisłą dietę dr Dąbrowskiej i wówczas nie stosowałam już żadnych suplementów)

1. Osuszacz powietrza

W Anglii mieszkania są bardzo zawilgocone. Posiadałam dotąd osuszacz w kuchni na dole, teraz zainstalowałam w swoim pokoju na górze i okazało się, że zbiera dziennie szklankę wody.

2. Witamina D + K2

Biorę jedną tabletkę 4000iu witaminy D i 100mcg K2 MK7, a w dni słoneczne staram się przebywać na słońcu przynajmniej pół godziny, zwłaszcza w godzinach między 12 a 14.

3. Olejek z oregano

Naturalny antybiotyk, stosuję 4 krople na pół szklanki wody raz dziennie.

4. Herbata przeciwzapalna 

Znalazłam na stronie pepsieliot przepis na herbatę, która ponoć leczy 60 chorób, dodałam tylko pieprz czarny.

Herbata przeciwzapalna
1/2 łyżeczki imbiru
1/2 łyżeczki kurkumy
1/2 łyżeczki cynamonu cejlońskiego
1 łyżeczka oleju kokosowego
1 łyżeczka surowego miodu
szczypta czarnego pieprzu
Składniki wymieszać ze szklanką ciepłej wody.

5. Chlorella

Pomaga oczyścić organizm z toksyn - rozpuszczam łyżeczkę proszku w pół szklanki wody, piję raz dziennie.

6. Piołun

Przy zwalczaniu chorób reumatycznych pierwszym krokiem powinno być usunięcie pasożytów z organizmu (pisałam o tym tutaj). Z zestawu doktor Clark posiadałam aktualnie tylko zioła piołunu (i zapper), piłam 1 łyżeczkę zaparzonych ziół piołunu dziennie. W razie, gdyby mi nie pomogło, zamierzałam kupić zestaw: wyciąg z czarnego orzecha, goździków i piołunu w jednym (link).

7. Zapper dr Clark

Używam zappera zakupionego na ebay (więcej tutaj), stosuję raz dziennie 3*7 min (przerwy 20 min)

8. Msm + witamina C

Msm czyli siarka organiczna to chyba najważniejszy suplement w walce z reumatyzmem. Ważne, aby przyjmować go dokładnie w takiej samej ilości, w jakej zażywamy witaminę C (niektórzy zalecaja nawet zakup wagi jubilerskiej, aby była to identyczna ilość, ja jednak zażywam na oko jedną płaską łyżeczkę msm i jedną płaską łyżeczkę kwasu askorbinowego raz dziennie- rozpuszczam w szklance wody).

9. Ziemia okrzemkowa

Krzem jest drugim najważniejszym obok msm suplementem istotnym w leczeniu reumatyzmu, kuracje przeprowadzamy według instrukcji na opakowaniu.

10. Woda z solą 

Nawadnianie jest zawsze bardzo ważne ale podczas kuracji ziemią okrzemkową szczególnie,  należy pić dwa litry wody dziennie, najlepiej z dodatkiem soli himalajskiej lub kłodawskiej i soku z cytryny.


11. Płukanie ust olejem

Czynność tą wykonuję zaraz po wypiciu szklanki wody z cytryną rano, używam oleju słonecznikowego organicznego zimno tłoczonego (pisałam również o tym tutaj).

12. Lewatywy z kawą

Właściwie wszystkie opisane dzisiaj czynności sprowadzają się do oczyszczenia organizmu z pasożytów, grzybów, pleśni i toksyn, lewatywa jest pomocna w usuwaniu złogów.

13. Płyn lugola

Piłam 2 krople rozpuszczone w polowie szklanki wody dziennie, oprocz tego zawsze dezynfekuję owoce i warzywa w wodzie z plynem lugola (1 kropla na litr).

14. Kapusta kiszona (własnej roboty)

Uszczelnienie jelit jest bardzo ważne w przypadku chorób autoimmunologicznych. Czyli najpierw wykluczamy z diety alergeny takie jak gluten i nabiał, a następnie przy pomocy m.in. probiotyków przywracamy równowagę jelit. Nie potrafię robić zakwasu z buraków (zasze mi fermentuje) ale przygotowuję pyszną kapustę kiszoną.

15. Suplementy

Przede wszystkim magnez i cynk (powinna być jeszcze witamina B complex, ale aktualnie nie posiadam), zwracam zawsze uwagę, aby suplemety były dobrej jakości.

16. Boraks

Minerał będący źródłem boru, znany jako środek czyszczący, antyseptyczny, przeciwgrzybiczny. Nie odważyłam się na razie przyjąć go doustnie, choć gdyby mi nie przeszło, pewno bym to zrobiła. Jest zalecany w leczeniu reumatyzmu i osteroporozy. Zakupiłam na ebay (link) i używam go do dezynfekcji domu: dosypuję do prania, posypuję nim dywany, materace, roztworu w sprayu używam do mycia kuchni i łazienki.

17. Gorace kapiele

Po 15 minutowej kapieli w gorącej wodzie z  dodatkiem płatków magnezowych i wody utlenionej ból na jakiś czas całkowicie ustępuje. Do wanny wsypuję pięć łyżek płatków magnezowych (tu kupiłam) i wlewam 200 ml wody utlenionej 3%.

18. Ćwiczenia fizyczne

Chociaż, gdy boli, to jest ostatnia rzecz, na jaką mamy ochotę, warto się zmusić do jakiejś formy aktywności ruchowej. Ja staram się codziennie wykonać przynajmniej 5 rytuałów tybetańskich i 8 minut dla długowieczności i zdrowia (oba zestawy ćwiczeń są tak przygtowane aby obejmowały wszystkie partie ciała).

19. No i najważniejsze- dieta

W 10 dniu mojej kuracji wszystkimi powyższymi suplementami miałam kolejny kryzys - rano obudziłam się ze znajomym uczuciem bólu w całym ciele. Zastanawiałam się czy jest to może tzw kryzys ozdrowieńczy po kilku dniach zażywania krzemu i msm, ale tak czy inaczej miałam już dość i postanowiłam odstawić wszystkie suplementy i rozpocząć głodówkę. 40 godzin wytrzymałam na samej wodzie a potem przeszłam na dietę dr Dąbrowskiej, na której byłam kolejnych 5 dni. Czyli w sumie dało to 6 dni głodówki (dieta dr Dąbrowskiej jest również nazywana głodówką, bo uruchamiają się podczas jej stosowania te same mechanizmy). Przez ten czas jadłam właściwie w kółko tylko 3 potrawy: leczo, zupę warzywną i bigos, oraz chrupałam jabłka i marchewki.

Zupa warzywna - dieta dr Dabrowskiej
Składniki (najlepiej organiczne, w dowolnych ilościach):
marchewki
kalafior
brokuł
kapusta
cebula
por
seler (korzeń lub naciowy- polecam zwłaszcza naciowy, bo sprawia, że zupa pieknie pachnie)

Przygotowanie: warzywa gotujemy około godziny, następnie odlewamy połowę zupy do osobnego garnka, blendujemy i wlewamy z powrotem do zupy.

Bigos bezmięsny - dieta dr Dąbrowskiej
1 słoik kapusty kiszonej
1 główka kapusty
1 jabłko
3 śliwki suszone (opcjonalnie)
2 cebule
przecier pomidorowy

Przygotowanie: kapustę gotujemy z suszonymi sliwkami minimum godzinę (suszone owoce nie są dozwolone na tej diecie, jednak czytałam, że w ośrodkach wczasowych dr Dąbrowskiej dopuszcza się spożywanie niewielkiej ilość rodzynek, uznałam więc, że 3 suszone śliwki nie zniszczą działania diety a usprawniają one pracę układu pokarmowego, no i po rozgotowaniu naprawdę zmieniają smak i konsystencję bigosu). Następnie dodajemy cebulę (podsmażam ją delikatnie na suchej patelni, zalewam niewielka ilością wody i wlewam to wszystko do bigosu), starte jabłko i przecier pomidorowy. Doprawiamy pieprzem i solą i jeszcze gotujemy przez około pół godziny.

Z każdym kolejnym dniem głodówki czułam się coraz lepiej. Bóle w kościach były coraz lżejsze a od kilku dni jestem całkowicie wolna od bólu. Minęło również uczucie ogólnej infekcji organizmu, które zawsze towarzyszy bólom w kościach. Przy okazji schudłam 3 kg - nie znam lepszej diety odchudzającej:) Od wczoraj zaczęłam jeść - rozpoczęłam nową dietę, której nie próbowałam nigdy wcześniej: dietę optymalną dr Kwaśniewskiego. Dieta ta, skrajnie przeciwna diecie dr Dąbrowskiej, ma również właściwości lecznicze, zwłaszcza przy leczeniu takich chorób jak cukrzyca czy własnie reumatoidalne zapalenie stawów. Zdecydowałam się na nia przede wszystkim ze względu na galarety z kolagenem :) Dieta Kwaśniewskiego jest dietą wysokotłuszczową i niskowęglowodanową, opartą na spożywaniu odpowiednich proporcji białek, tłuszczy i węglowodanów, mianowicie: B:T:W = 1:2,5-3,5:05-0,8. Czyli na każdą jedną część białka przypadają około trzy części tłuszczy i około pół części weglowodanów. Kiedyś słyszałam o tej diecie i kojarzyła mi się z jedzeniem nerek, płucek itp., tymczasem dieta ta wcale nie opiera się na mięsie a na żóltkach jaj. Więcej o obu tych dietach możecie posłuchać tutaj:



I tak wygląda sytuacja na dzień dzisiejszy:)

Pozdrawiam:)




2017/07/10



Jako osoba lubiąca makijaż, nie mogłam w końcu pewnego dnia nie skusić się na wypróbowanie tego kultowego produktu. Posiadam go już od paru miesięcy, więc moja opinia nie będzie pochopna.

Jak sama nazwa wskazuje korektor ten powinien być magiczny, czyli w cudowny sposób upiększać naszą twarz. Byłam bardzo ciekawa czy w tej nazwie jest choćby ziarenko prawdy.

Produkt jest dostępny w trzech kolorach, kupiłam najjaśniejszy czyli 01 light. Największym problemem z korektami jest dla mnie ich ciemnienie, dlatego zawsze wybieram najjaśniejsze.

Po lewej Magic Concealer, po prawej L'oreal Touche Magique

Porównując ten kolor do odcienia mojego ulubionego loreal touche magique w kolorze ivory beige, magic concealer  jest nieco ciemniejszy a przede wszystkim bardziej beżowo - różowy, podczas gdy loreal wpada w żółte tony. Co do konsystencji, korektor od Heleny Rubinstein jest o wiele bardziej płynny, rzadki.

Przechodząc do sedna sprawy, przyznam, że magic concealer nie został moim ulubionym korektorem. Nie jest też zły, ale jest gorszy od touche magique ivory beige. Oczekuję od korektora, że będzie rozjaśniał wybrane partie, magic concealer rozjaśnia tylko w momencie nałożenia ale po wklepaniu już go nie widać. Zbyt rzadka konsystencja sprawia, że znika ze skóry, podczas gdy mój ulubieniec z loreala utrzymuje sie na skórze przez długi czas, wcale nie tworząc maski.


Po około 10 minutach dołożyłam oba kolory i oba korektory nieznacznie przyciemniały w procesie oksydacji ale to nie są istotne różnice.

Odkryłam, że gdy wymieszam oba te korektory, daja bardzo ładny efekt i tak je używam.

Próbowałyście tego korektora? Co o nim sądzicie?






2017/07/07


Kawa jest dla mnie jedną z największych przyjemności w życiu. Uwielbiam ją na wszystkie sposoby, zarówno gorącą, jak i zimną.

Przepisów na kawę mrożoną jest wiele, oto kilka przykładowych:

Jednym ze sposobów jest zaparzenie mocnego espresso, a nastepnie ostudzenie go i wówczas zalewamy nim kostki lodu, na końcu dolewając śmietankę lub mleko. Wadą takiego sposobu jest to, że musimy odczekać kilka godzin aż kawa ostygnie, poza tym taka ostudzona a potem zmieszana z kostkami lodu kawa wyraźnie traci na mocy i aromacie.

Lepszym sposobem, jesli chodzi o walory smakowe jest zaparzenie kawy na zimno. W pojemniku umieszczamy sypaną kawę, zalewamy zimną wodą, mieszamy i odstawiamy do lodówki na 12 godzin. Nastepnie roztwór przecedzamy przez gazę a otrzymanym koncentratem zalewamy kostki lodu, na końcu jak zawsze dodając mleko oraz, jesli lubimy kawę słodką, cukier czy syrop do kawy.

Jeszcze innym sposobem jest zalanie kawy rozpuszczalnej niewielka ilością zimnej wody, następnie uzupełniamy szklankę do pełna mlekiem i dodajemy kostki lodu, ale kawa według tego przepisu wychodzi taka sobie.

Mój ulubiony przepis 

Jeżeli nie chcecie czekać od kilku do kilkunastu godzin na kawę mrożoną, a przy okazji zależy Wam na wspaniałym smaku, wypróbujcie poniższy przepis. Jest banalnie prosty a kawa moim zdaniem nie ma sobie równych:)


Składniki (na 2 szklanki napoju):
500 ml zimnego mleka
10 lub więcej kostek lodu
2 łyżeczki kawy rozpuszczanej
2 łyżki skondensowanego mleka słodzonego (można więcej lub mniej, w zależności od tego, jak słodka ma być kawa)

Przygotowanie: wszystkie składniki umieszczamy w blenderze posiadającym funkcję kruszenia lodu, blendujemy około 15 sekund i otrzymujemy niebo w gębie:)


Pozdrawiam:)