2014/11/24


Śmiech to zdrowie, jak mówi znane porzekadło. Jednak czy naprawdę pamiętamy o tym na codzień? Oraz, co ważniejsze, czy zdajemy sobie sprawę z tego, jak wielkie znaczenie ma uśmiech w relacjach z innymi?

Piszę ten tekst nie tylko dla Was, ale także dla siebie, ponieważ niestety nie należę do osób u śmiechniętych z natury a moim naturalnym stanem jest smutek i refleksyjność. Jednak kto lubi ponuraków? 

Dzisiejszy post piszę nie tylko opierajac się na teorii, ale przeprowadziłam w moim życiu kika eksperymentów związanych z uśmiechaniem się.

Pierwszy test przeprowadziłam jako nastolatka będąc pod wrażeniem ksiązki Kwiat Kalafiora Małgorzaty Musierowicz, w którym bohaterowie zakladają grupę Eksperymentalny Sygnal Dobra. Grupa ta bada wpływ uśmiechu na innych ludzi, uśmiechając sie do wszystkich napotkanych osób. Postanowiłam robić to samo. Uśmiechałam się do każdej mijanej osoby i co się okazało? Jak możecie się domyśleć, w 9 na 10 przypadkach ludzie odpowiadali mi uśmiechem.

Kolejny eksperyment przeprowadziłam już jako dorosła osoba, również po przeczytaniu ksiązki, tym razem była to książka "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi", notabene jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Byłam pod tak ogromnym wrażeniem tej książki, że przez jakiś czas żyłam ściśle według jej zasad i moje życie w tamtym czasie zupełnie się zmieniło. Miałam wówczas kilka bardzo trudnych spraw do załatwienia i niesamowite było, jak łatwo udało mi się je rozwiązać, głownie za pomocą szczerego życzliwego uśmiechu.

Każdy rozdział książki "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" to mistrzostwo świata, jednak dziś chciałam Wam opowiedzieć, co Dale Carniegie pisze właśnie na temat siły uśmiechu w rozdziale "Jak zrobić dobre wrażenie".

Gdy usmiechamy się do drugiego człowieka, nasz uśmiech mówi: lubię cię, czynisz mnie szczęśliwym, ciesze się, że cie widzę. Dlatego właśnie psy są tak przez nas kochane. Tak bardzo cieszą się na nasz widok, że omal nie wyskoczą ze skóry. Naturalne jest więc, że one tez nas cieszą. Tak samo działa usmiech dziecka. Spotykając ludzi musisz się autentycznie cieszyć, jeśli chcesz, żeby oni także cieszyli się ze spotkania z Tobą.

Siła usmiechu jest olbrzymia nawet jesli nie widać tego, że się uśmiechamy. Podobno w Stanach Zjednoczonych firmy telefoniczne maja program o nazwie "potęga telefonu", który oferowany jest pracownikom używającym telefonu jako narzędzia sprzedaży. Podczas kursu pracowników uczy się, aby usmiechali się rozmawiając przez telefon. Ten usmiech będzie słychać w glosie sprzedającego.

Pytanie, co zrobić, gdy nie mamy ochoty się uśmiechać? Należy zmusić się do smiechu. Zachowuj się tak, jakbyś juz był szczęśliwy, a zobaczysz, że faktycznie będziesz szczęśliwy. Tak więc, jeżeli nic nas nie cieszy, prosta recepta na odzyskanie radości życia brzmi: wyprostuj się, działaj i mów, jakbyś już był zadowolony.


Chińskie powiedzenie mówi: człowiek, który się nie usmiecha, nie może tworzyć sklepu.

I na zakończenie kilka porad amerykańskiego pisarza i filozofa Elberta Hubbarda, które każdy z nas powinien wziąć sobie głęboko do serca:
"Ilekroć wychodzisz na zewnątrz miej radosną minę, noś głowę wysoko, jakbyś miał na niej koronę, i do samego dna nabieraj powietrza w płuca. Upijaj się słońcem, witaj znajomych uśmiechem i w każdy uścisk dłoni wkładaj całą duszę. Nie obawiaj się, że zostaniesz źle zrozumiany, i nie trać ani minuty na myślenie o wrogach. Spróbuj jasno nakreślić sobie w umyśle cel, do którego zmierzasz, a potem skieruj się tam bez zbaczania z drogi. Nie przestawaj mysleć o wielkich i wspaniłych rzeczach, które chcesz zrobić, a wraz z upływem dni przekonasz się, że podświadomie chwytasz wszelkie sposobności do spełnienia marzeń(...). Wyobraź sobie zdolnego, uczciwego i pożytecznego człowieka, którym chcesz być, a ta idea z godziny na godzinę przemieni cię w takiego właśnie osobnika. Myśl jest najważniejsza. Utrzymuj się w tym myśleniu- bądź odważny, uczciwy i miej dobry charakter. Myśleć to właściwie tworzyć. Osiągamy wszystko, czego prawdziwie pożądamy, i każda szczera modlitwa jest wysłuchana. Stajemy się tacy, jak ci, których nosimy w naszych sercach. Miej radosna minę i noś dumnie koronę na swojej głowie. Potrafimy z larwy zamienić się w motyla."




2014/11/21


Tak się jakoś złożyło, że ostatnio wiele dziewczyn prowadzących kanały youtube czy piszących blogi poruszyło temat wybielania zębów. Zdecydowałam się również i ja podjąć ten temat.
Moje zęby nigdy nie były białe. Podobno jako dziecko zażywałam jakieś silne lekarstwa w syropach powodujące trwałe zabarwienie kości.
Już jako osoba dorosła niezadowolona z szarawego odcienia moich zębów, od czasu do czasu podejmowałam próby wybielania ich pastami wybielającymi typu Blanx, Denivit czy Elmex, po czym zrezygnowana poddawałam się. Kilka lat temu zafundowałam sobie profesjonalne wybielanie u dentysty w UK o nazwie Take Home Whitening System, które polegało na przygotowaniu specjalnych nakładek na zęby, w które wstrzykuje się preparat wybielający i nakłada na zęby.


Niestety, pomimo wydatku rzędu 200 funtów okazało się, że moje zęby są zbyt wrażliwe i podczas styczności z preparatem czułam okropny ból. Tak że nic z tego nie wyszło.
Kilka tygodni temu obejrzałam recenzję Bogusi Spryszyńskiej na jej kanale na temat sonicznej szczoteczki do zębów Philips Sonicare. Przyznam, że bardzo zaciekawił mnie ten temat, ponieważ jakoś nigdy wcześniej nie miałam okazji słyszeć o tych szczoteczkach. 
Zaczęłam czytać recenzje na ich temat i naprawdę byłam zaskoczona, jak wiele pozytywnych opinii jest na ich temat. W moim ulubionym sklepie Argos akurat była promocja na te szczoteczki i zecydowałam, że dam im szansę. Wahałam się pomiędzy dwoma modelami Philips Sonicare HealthyWhite Deluxe oraz Philips Sonicare DiamondClean.

Ponieważ oba modele mają tak samo fantastyczne opinie:(www.argos.co.uk/static/Product/partNumber/4441043.htm, www.argos.co.uk/static/Product/partNumber/4429917.htm)
zdecydowalam się na szczoteczkę HealthyWhite HX6731/02. 


Po zakupie wykonałam test: przez tydzień myłam tą szczoteczką tylko połowę moich zębów, czyli jedną stronę. Słuchajcie, po tygodniu byłam po prostu w szoku, jak ogromną różnicę w kolorach miały moje zęby. Część myta szczoteczką sonicare była o wiele jaśniejsza, druga część zębów wyglądała przy nich, jakby była brązowa! Teraz już rozumiem, skąd te fanastyczne recenzje. Jest to pierwszy produkt do zębów w moim życiu, który faktycznie działa i który mogę każdemu polecić z czystym sumieniem.

Producent pisze, że szczoteczka usuwa wszelkie naloty i plamy na zębach, sprawiając, że są bielsze już w ciągu 2 tygodni. Ja robiłam test tylko przez tydzień i byłam nieprawdopodobnie zaskoczona stopniem wybielenia moich zębów. Tak że spodziewam się, że podczas dalszego stosowania będą one jeszcze bielsze. 


Jeżeli chodzi o pasty do zębów, jakich używałam, były to na zmianę: Colgate Max White One oraz Ajona. Jednak slyszałam opinie, że to zupełnie nie ma znaczenia, jakiej pasty użyjemy, poniewąż to nie pasta lecz fale dźwiękowe emitowane przez sczoteczkę sa odpowiedzialne za efekt wybielenia.

Polecam Wam tą szczoteczkę z absolutnym przekonaniem, że nie będziecie rozczarowani:)


2014/11/17


Czy próbowaliście ostatnio, lub byliście zmuszeni, aby żyć przez jakiś czas bez internetu?
W ubieglym tygodniu przydarzył mi sie wypadek: wylałam kawę na laptopa. Parę sekund i koniec działania komputera. A potem-pustka i wręcz trauma. Słuchajcie, nie wiem, jak opisać to, co czułam, ale na pewno to jest chore- stopień mojego uzależnienia od internetu. Po prostu okazało się, że nie potrafię bez niego żyć. Czułam, jakby mi się świat zawalił. Wstawałam rano i czułam pustkę.  Dom bez komputera nie był tym samym domem, świat nie był tym samym  swiatem. Przerażające.
Oczywiście pobiegłam szybko do sklepu po nowego laptopa. 
I znów: wstaję rano i pierwsze co robię, to włączam komputer. Gdy wracam do domu po południu, pierwsze co robię to włączam komputer. Wyłączam go dopiero, gdy idę spać, po to by następny dziń zacząć znów od komputera. Chyba powinnam się leczyć.




2014/11/09


Ostatnio miałam kilka gorszych dni. Mam 42 lata i zauważyłam niestety, że pomimo pielęgnacji i dbania o siebie pojawiają się nowe zmarszczki. A najgorsze jest to, że chyba teraz tak juz będzie :)
Szczególnie jest to widoczne wieczorem, gdy jestem zmęczona po całym dniu. Rano, poniewaz śpię w plasterkach frownies moja twarz jest gładka, ale wieczorem bruzdy stają się bardziej widoczne. Dodatkowo siedzenie przy komputerze do póżnych godzin nocnych także nie sprzyja urodzie. Zgarbiona sylwetka, brak prawidłowego oddychania oraz stężałe, napięte rysy twarzy powoduja, że zmarszczki uwidaczniaja sie jeszcze bardziej a oczy staja się podkrążone. Twarz aż się prosi o chwilę relaksu.

I właśnie na takie chwile znalazłam sposób, który przynosi natychmiastowe efekty. Wiedziałam o nim od dawna, jednak jakoś dotąd nie stosowałam go w praktyce. Jest to gimnastyka twarzy. Wypróbowałam na sobie, że wystarczy kilka minut ćwiczeń twarzy, a cera staje sie zdrowsza a rysy bardziej wygładzone. Ćwiczenia te zwiększaja elastyczność mięśni twarzy i szyi, a to z kolei prowadzi do zmniejszenia zmarszczek i obwisłości skóry. Oprócz funkcji liftingującej, mają one również działanie rozluźniające.

Czy zauważyliście, że twarz starzeje się szybciej niz ciało? Dlaczego tak jest? Odpowiedź narzuca sie sama. Jeśli chcemy, aby nasze ciało bylo w dobrej kondycji, nie skupiamy się jedynie na balsamach i kremach wyszczuplających czy antycellulitowych, lecz ćwiczymy. Kremy mają funkcję wspomagającą ale bez gimnastyki nie wzmocnią naszych mięśni ani nie ujędrnią naszej skóry. Tak samo powinniśmy postępować z naszą twarzą. A wiec przystąpmy do dzieła:)

Ćwiczenie nr 1
Szeroko otwieramy usta jak przy wymawianiu samogłosek: a, o, u, i, e, y.

Ćwiczenie nr 2
Otwieramy szeroko oczy i usta oraz wyciągamy język próbując dosięgnąć nim brody. Liczymy do dziesięciu. Powtarzamy ćwiczenie 5 razy.

Ćwiczenie nr 3
Rozciągamy jak najmocniej wargi na zewnątrz i do dołu odsłaniając zęby i napinając mięśnie i ścięgna szyi.  Liczymy do 10-ciu. Ćwiczenie powtarzamy 5 razy.

Ćwiczenie nr 4
Górna wargę podnosimy jak najwyżej odsłaniając górne zęby. Dziąsła napinamy licząc do 10-ciu. Powtarzamy 5 razy.

Ćwiczenie nr 5
Dolna wargę ciągniemy do dołu, trzymając w naprężeniu. Odliczamy do dziesięciu. Powtarzamy 5 razy.

Ćwiczenie nr 6
Lekko odchylamy głowę do tyłu, otwieramy usta i mocno naciągamy mięśnie twarzy, tak jakbyśmy ziewali. Oczy i usta otwieramy możliwie jak najszerzej, po czym marszczymy twarz w grymasie.
Powtarzamy 5 razy.

Ćwiczenie nr 7
Następnie odchylamy głowe jeszcze dalej i wysuwamy maksymalnie brodę do przodu, naciągając mięśnie i ścięgna gardła pomiędzy krtania a żuchwą. Odprężamy mięśnie i powtarzamy ćwiczenie 5 razy.

Ćwiczenie nr 8
Otwieramy szeroko oczy i krążymy gałkami w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara, stopniowo zwiększając tempo krążenia. Po 30 okrążeniach zmieniamy kierunek ruchu i powtarzamy ćwiczenie. 

Ćwiczenie nr 9
Podbródek opieramy na dłoni i naciskamy nim z całych sił przez 10-15 sekund. Rozluźniamy się całkowicie. Powtarzamy do dziesięciu razy.

Ćwiczenie 10. Ucisk punktów witalnych głowy (według Daniela Reida) 
Zaciśnij obie dłonie w pięści tak, aby knykcie palców wskazujących wystawały nieco na zewnątrz. Wystającymi knykciami mocno naciskaj punkty witalne na skroniach, ok 3cm od zewnętrznych kącików oczu. Nacisk zwalniamy po kilku sekundach, powtarzamy 3, 4 razy. Nastepnie knykciem palca wskazującego dowolnej ręki naciskamy punkt położony w zagłębieniu górnej wargi, nieco poniżej nosa (jest to punkt "kanału zarządzania"). Po chwili zwaniamy nacisk i powtarzamy zabieg 3, 4 razy.


Powyższe ćwiczenia pobudzają i regulują krążenie energii w głowie. Zwiększają dopływ krwi do twarzy, naciągają i odprężają niezliczone małe mięśnie żuchwy i twarzy. Usuwają zmarszczki i zapobiegaja ich powstawaniu, zaopatruja twarz i głowę w świeżą krew i energię, działają tonizująco na mięśnie gardła, pobudzają tarczycę i przytarczycę. Po skończeniu gimnastyki mięśnie i skóra są rozgrzane i ukrwione, a krem lub maseczka zastosowane w tym czasie wchłonie się szybciej i przyniesie bardziej skuteczne rezultaty.

Spróbujcie sami, polecam:)




2014/11/08


Nadeszła jesień. Jest to czas przygotowania naszego organizmu do zimnych miesięcy zimowych. Czas gromadzenia energii i ciepła oraz zadbania o jego odporność.W tym czasie powinmniśmy zwiększyć ilość spożywanych pożywnych, rozgrzewających zup oraz generalnie ciepłych gotowanych posiłków a ograniczyć ilość surowych. Zwłaszcza surowe owoce według teroii Pięciu Przemian mają właściwości wychładzające i zakwaszające organizm (ja nie rezygnuję w nich jednak całkowicie i zgodnie z Dieta Diamondów codziennie do południa spożywam tylko świeże owoce i soki).

Dziś mam dla Was propozycję na wspaniałą, zdrową i bardzo prostą w przygotowaniu zupę z porów i ziemniaków (znana angielska leek and potato soup). Do jej przygotowania potrzebujemy właściwie tylko dwóch składników: porów i ziemniaków (plus oczywiście przyprawy i opcjonalnie natka pietruszki). 

Osobiście uwielbiam ta zupę, pojawia ona na moim stole przynajmniej kilka razy w miesiącu, podaję ją także często gościom, ponieważ uważam, że jest wykwintna :)


Składniki:
800gr-1 kg ziemniaków
500-600gr porów
przyprawy: bazylia, tymianek, kurkuma, kminek mielony, imbir, pieprz cayenne, sól, vegeta
sok z cytryny
natka pietruszki

Przygotowanie:
1. W garnku zagotowujemy 2-3l wody, dodajemy:
2. Szczyptę tymianku (g) i kurkumy (g)
3. Szczyptę kminku mielonego (sł)
4. Pokrojone w grubą kostkę ziemniaki (sł)
5. Podmażone na maśle pory (o)
6. Szczyptę imbiru (o) i pieprzu cayenne (o)
7. Sól i vegetę do smaku (sn)
8. Gotujemy do miękkości (około pół godziny), po czym miksujemy i dodajemy:
9. Szczyptę bazylii (k), łyżkę soku z cytryny (k) i garść natki pietruszki (k)
10. Wrzątek (g) do uzupełnienia ilości zupy
11. Odrobinę masła (sł)
12. Doprawiamy pieprzem i solą. 

Zupę podajemy czystą lub z grzankami.




Jest naprawdę przepyszna i idealna na jesienne wieczory, serdecznie polecam:)






2014/11/06



Dziś chciałam Wam polecić jedno z najlepszych ciast, jakie znam. Ciasto jest bardzo proste do przygotowania, szybkie i tanie.

Składniki na ciasto:
1 szklanka mąki
4 jajka
3/4 szklanki cukru (lub trochę mniej, jeśli wolimy mniej słodkie)
2 łyżki kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 szklanki oleju
1/2 szklanki wrzątku

Przygotowanie:
1. Białka oddzielamy od żółtek
2. Ubijamy je ze szczypta soli na sztywną pianę
3. W drugim garnku ubijamy żółtka z cukrem, dodajemy kakao, mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia, olej i wrzątek. Wszystko miksujemy do uzyskania gładkiej masy (zanim dodamy wrzątek, możemy mieć wrażenie, że ciasto się zważyło- jest to normalne, po dodaniu wrzątku otrzymamy prawidłową konsystencję)
4. Dodajemy pianę z białek i mieszamy łyżką. 
5. Ciasto wylewamy na blachę i pieczemy ok pół godziny w temperaturze 170 stopni.






Gdy ciasto się piecze, przygotowujemy masę kokosową.

Potrzebujemy do niej:
1/2 litra mleka
1/2 szklanki cukru
1 cukier wanilinowy
250 gr wiórków kokosowych
200gr masła
1/2 budyniu śmietankowego lub 1 łyżka mąki ziemniaczanej


Przygotowanie:
1. Z pół litra mleka odlewamy 1/3 szklanki i mieszamy z budyniem (lub mąką ziemniaczaną)
2. Pozostałą część mleka zagotowujemy z cukrem i cukrem wanilinowym
3. Dodajemy wiórki kokosowe, i mieszając gotujemy około 15 minut
4. Dodajemy masło, mieszamy chwilę, aż się rozpuści
5. Wlewamy rozpuszczony budyń.
6. Gotujemy ok 3 minut i studzimy masę.



Wystudzoną masę wykładamy na ostudzone ciasto (ja nigdy nie czekam aż ani ciasto ani masa będą calkiem zimne, zawsze wykladam ciepłą masę na jeszcze ciepłe ciasto i polewam ciepłą polewą:) Następnie od razu ciepłe jem, bo nie moge wytrzymać:))


Ostatnim etapem jest przygotowanie polewy czekoladowej.

Polewa czekoladowa:
1 czekolada do pieczenia gorzka
1 czekolada do pieczenia mleczna
125 gr masła

Przygotowanie:
Wszystko razem rozpuszczamy w rondelku, studzimy i wylewamy na ciasto. 


Ciasto jest gotowe, smacznego:)





2014/11/05


Filtry przeciwsłoneczne to jeszcze do niedawna produkty praktycznie nieużywane przez większość z nas, może z wyjątkiem filtrów do ciała, których używamy przed opalaniem się. Mało kto stosuje przez caly rok, lub nawet tylko w lecie, na codzień ochronę przeciwsłoneczną twarzy. Myślę, że oprócz kosmetyczek, blogerek i osób czytających blogi kosmetyczne, świadomość na ten temat jest w dalszym ciągu niewielka. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, że promienie UV docierają do nas przez cały rok i to nawet podczas pochmurnej pogody. Mało kto ma świadomość, że filry UV chronią nie tylko przed rakiem skóry ale równiez zapobiegają przedwczesnemu starzeniu sie.

Ja osobiście nie jestem wyjątkiem i jeszcze do niedawna żyłam w nieświadomości w tej kwetii, a filtry włączyłam do mojej codziennej pielęgnacji dopiero około 2 lat temu. Moim pierwszym  i jedynym przez długi czas kremem do twarzy z wysokim filtrem przeciwsłonecznym był Avene Very High Protection Cream SPF 50+. Bardzo polubiliśmy się z tym produktem i do dziś jest to mój ulubieniec.


Avene Very High Protection Cream chroni przed promieniami UVB i UVA. Dzięki zawartości wody termalnej Avene krem odżywia i wygładza nasza skórę. Nie zawiera filtrów chemicznych. Krem zawiera również Pre-tokoferyl, prekurson witaminy E, która chroni nasza skorę przed działaniem wolnych rodników oraz wyciąg z pestek dyni.

Krem ma delikatną teksturę i łatwo rozprowadza się na twarzy. Delikatnie bieli, ale ja kocham ten efekt. Ale co najważniejsze, krem odmładza. Nawet gdy moja skóra jest akurat w gorszej kondycji, jest przesuszona, szara, po nałożeniu Avene SPF 50+ od razu mozna zauważyć efekt nawilżenia, rozświetlenia i zmiękczenia rysów twarzy. Gdzieś czytałam, że aby krem z filtrem mógł spełnić swoje zadanie, musimy go nałożyć spora ilość, około łyżeczki, wówczas ta ochrona wynosi faktycznie SPF 50. Jeżeli nałożymy mniejsza ilość, ochrona jest proporcjonalnie mniejsza, i jest wtedy tak, jak gdybyśmy użyli filtru SPF 30 czy jeszcze słabszego, w zależności od ilości, jaką użyjemy. Ja używam go po prostu tak jak zwykłego kremu, ani więcej, ani mniej, choć musze przyznać, że próbowałam nakładać większą ilość z równie dobrym efektem, poniewaz krem bardzo dobrze się wchłania i nie pozostawiana twarzy tłustego filmu. 
Produkt posiada bardzo wygodne i higieniczne opakowanie z pompką, nadaje się oczywiście pod makijaż, nie waży się na twarzy, nie roluje. Skóra po nim bardzo ładnie wygląda. Kosmetyk ma dobry skład, bez parabenów i alkoholu.



Ponieważ "lepsze jest wrogiem dobrego", prawdopodobnie nie szukałabym innego kremu z filtrem, gdyby nie przypadek. Akurat przed wyjazdem do Polski na urlop potrzebowałam zamówić kolejne opakowanie. Niestety, co się prawie nigdy nie zdarza, przesyłka zaginęła gdzieś po drodze. A ponieważ nie umiem już żyć bez kremu z filtrem, pobiegłam do Boots, gdzie okazało się, że Avene jest akuart niedostępny i byłam zmuszona wybrać jakis inny kosmetyk z filtrem. Zdecydowałam sie na La Roche-Posay Anthelios XL  SPF 50+ Comfort Cream.

Według producenta krem zapewnia bardzo silną fotostabilną ochronę przed promieniami UVA/UVB. Dostarcza wyjątkowego uczucia komfortu. Nie pozostawia śladów, jest bez parabenów, bezzapachowy, wodoodporny. Posiada nawilżającą, bogatą konsystencję, nietłustą i nieklejącą się. W składzie zawiera system filtrów Mexoryl XL i Mexoryl SX, olejek fotostabilizujący Eldew, extrakt z Senna Alata oraz wodę termalną. 


Ponieważ slyszałam o nim wiele pozytywnych opinii na kanałach youtube, byłam raczej pewna, że będę zadowolona. Niestety tak sie nie stało. 

Nalożyłam go w identyczny sposób, w jaki używam Avene SPF 50+. Niestety juz podczas nakładania zauważyłam sporą różnicę na niekorzyść LRP, mianowicie krem ma bardzo sucha formułę, bardzo szybko schnie, staje się "tępy" i trudny do rozsmarowywania. Ponadto moja twarz stała się bardzo tłusta i tłuszcz ten nie zamierzał wsiąknąć. Nie zanotowałam też wrażenia złagodzenia zmarszczek czy odmłodzenia, a wręcz przeciwnie- efekt tłustej twarzy powodował, że wyglądała ona na zmęczoną i starszą a zmarszczki zamiast złagodzone były uwypuklone.

Po pierwszym zastosowaniu byłam bardzo zniechęcona i zdecydowałam się produkt używać tylko na dekolt. Jednak dałam mu kolejną szansę, tylko że znacznie zmniejszylam ilość kremu nakładaną na twarz i muszę przyznać, że bylo lepiej. Po prostu należy go nakładac niewielkie ilości i wtedy jest ok, nie wiem tylko czy ochrona przeciwsłoneczna jest wówczas wystarczająca.

Podsumowując, ja z pewnością pozostanę wierna Avene Very High Protection Cream (lub emulsji- ponieważ ja kupuję oba te produkty na zmianę i sa prawie identyczne, emulsja ma troche rzadszą konsystencję). La Roche Posay Anthelios moim zdaniem nie sprawdza się tak dobrze.

A jakie są Wasze odczucia na temat powyższych produktów?


2014/11/02

Cześć! Dzisiaj tylko parę słów, chciałam się Wam pochwalić, że właśnie do mnie dotarły słynne hollywoodzkie maseczki Glam Glow! Już dawno nie cieszyłam się tak z zakupu żadnego kosmetyku ( i nie miałam takich oczekiwań :))


O produktach Glam Glow usłyszałam całkiem niedawno, ale opinie na ich temat sa tak powalające, że szybko zapragnęłam je mieć :)
Cena tych masek jest niestety dla wielu, w tym dla mnie, dość wysoka, więc zaczęłam szperać po internecie i znalazłam taki zestaw:
http://www.glamglowmud.co.uk/glamglow/products/glamglow_gift_sexy_/
Dodatkowo znalazłam w internecie kod promocyjny, który obniżył cenę o 10%, czyli za wszystkie te produkty zapłaciłam £44,99. Jest to w dalszym ciągu wysoka cena, ale jeżeli produkt ten ma byc takim objawieniem, to jakoś przeżyję:)

Maseczka nawilżająca Thirstymud opisana jest na stronie producenta jako "gaszący-pragnienie" hit w słoiczku.Aktywne składniki: kwas hialuronowy, kwas cytrynowy, zmielone liście z drzewa oliwnego, ekstrakt z jabłek, olej kokosowy, miód z kwiatów pomarańczy, imbir.

Maseczka Youthmud to maseczka złuszczajca o działaniu przeciwstarzeniowym i przeciwzmarszczkowym.
Wedlug producenta dostarcza natychmiastowych i trwałych rezultatów, które utrzymują się przez okres 3 dni już po pierwszym zastosowaniu. Cera w mgnieniu oka staje się gladka o młodzieńczym blasku, a to za sprawą 3 eksluzywnych składników: TEAOXI®,  FRANCUSKIEJ GLINKI oraz SKAŁY WULKANICZNEJ.  Maseczka delikatnie zuszcza naskórek, usuwając obumarłe komórki, wygładza i zmiękcza drobne linie.

Maseczka Supermud to najbardziej nowoczesna formuła oczyszczająca na świecie. Zawiera:
- ACNECIDIC-6: zrównoważone PH,
- kwas glikolowy pomaga zredukować foto-uszkodzenia skóry i poprawia jej teksturę,
- kwas salicylowy: pomaga odblokować i zmniejszyć pory,
- kwas mlekowy: wspomaga pigmentację i nawilżenie, stymuluje i zwiększa produkcję kolagenu,
- kwas migdałowy: redukuje cienkie linie i zmarszczki, opóźnia starzenie, zwiększa elastyczność skóry,
- kwas pirogronowy: pomaga w zabliźnianiu i rozjaśnia skórę,
- kwas azelainowy: pomaga zwalczać bakterie mieszków włosowych oraz wypryski,
- TEAOXI: dostarcza świeży, naturalny eukaliptol, olej linalowy oraz silne flawonoidy,
- aktywowany Y X-węgiel: ekstremalna absorpcja oczyszczająca z sebum, bakterii i toksyn,
- K17 glinka: 17 etapowy proces usuwający sebum, bakterie i toksyny poprzez kapsulację,
- korzeń lukrecji: pomaga redukować i regulować problemy skórne,
- mięta: pomaga kontrolować bakterie i zmniejszać podrażnienia,
- liść eukaliptusa: pomaga zwalczać skutki nadmiaru toksyn w skórze,
- aloes, rumianek, ogórek, nagietek, bluszcz: pomagają koić, łagodzić i goić.


Zestaw przychodzi w bardzo ładnym, dopracowanym w każdym szczególe opakowaniu a maseczki w eleganckich pojemniczkach.
Już za chwilę rozpoczynam ich testowanie i na pewno podzielę się z Wami moimi wrażeniami.. Czy będzie to również mój produkt HG? Wkrótce się okaże. Pozdrawiam:)





2014/11/01


Peelingi enzymatyczne to kosmetyki, których tak naprawdę jakoś dotąd nie miałam okazji używać. Od mojej kosmetyczki w Polsce słyszałam juz wiele lat temu, że tradycyjne peelingi z ziarenkami mogą rozciągać skórę i dla kobiet w pewnym wieku nie są wskazane, jednak nie łatwo mnie było przekonać, ponieważ uwielbiam zdzieraki, i jak sobie poszoruję, to wiem, że zrobiłam peeling :)

Jednak nadszedł ten moment, gdy pomyślalam, że może czas już przestać męczyć swoja skórę i wyprobować peelingi bez ziarenek.
Dla wypróbowania kupiłam 3 maseczki- peeliengi enzymatyczne i dziś chciałam Wam przedstawić moją opinię na ich temat.

1. Soraya, 10 minut na aksamitne wygładzenie

Skład:
Aqua, Ethylhexyl Stearate, Decyl Oleate, Glyceryl Stearate, Paraffinum Liquidum, Propylene Glycol, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-12, Ceteareth-20, Glycerin, Bacillus Ferment, Dimethicone, Yeast Extract, Tocopherol, Tetrahydroxypropyl Ethylenediamine, Carbomer, DMDM Hydantoin, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Linalool.

Opis działania według producenta:
Alpha Jeśli chcesz by Twoja cera zyskała świeży i wypoczęty wygląd, by stała się rozjasniona i aksamitnie gładka, ten peeling enzymatyczny spełni Twoje oczekiwania. Efektywnie usunie zanieczyszczenia i martwe komórki naskórka, odsłaniając piękną, odnowioną cerę. Aktywne enzymy zawarte w kompleksie Softpeel delikatnie złuszczają zewnętrzne warstwy naskórka, idealnie wygładzając powierzchnię skóry. Oligosacharydy z drożdży wzmacniaja sieć włokien kolagenowych w skórze, zwiekszając jej gęstość i poprawiając jędrność.

Moje wrażenia:
Maseczka ma postać białego lotionu, o bardzo przyjemnej, kremowej konsystencji. Ma piękny delikatny zapach. Nałożyłam ją na twarz i poszłam wykonać zestaw ćwiczeń 10 min z Mel B. Po 10 minutach maseczkę zmyłam ciepłą wodą. Efekty: jasna, rozświetlona i wygładzona twarz, dokładnie jak po peelingu mechanicznym. Byłam naprawdę mile zaskoczona, że otrzymałam bardzo podobny efekt do peelingów z ziarenkami, jednak bez mechanicznego ścierania twarzy.

2. Bielenda Bawełna, Peeling enzymatyczny + maseczka


Skład:
/Peeling/ Aqua (Water), Propylene Glycol, Glycerin, Glyceryl Polyacrylate, Urea, Bacillus Ferment, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Extract, Caesalpinia Spinosa Oligosacchrides, Caesalpinia Spinosa Gum, Sodium Hyaluronate, Allantoin, Panthenol, Sodium Lactate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Disodium EDTA,Diazolidinyl Urea, Methylparaben, Propylparaben, Parfum (Fragrance), CI 17200 (Acid Red 33). 
/Maseczka/ Aqua (Water), Glycerin, Ethylhexyl Stearate, Cetearyl Alcohol, Ethoxydiglycol, Propylene Glycol, Caesalpinia Spinosa Oligosacchrides, Caesalpinia Spinosa Gum, Ceteareth-18, Glyceryl Stearate, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Urea, Dimethicone, Panthenol, Cetyl Palmitate, Gossypium Herbaceum (Cotton) Seed Extract, Dipropylene Glycol, Boswellia Serrata Gum, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Sodium Hyaluronate, Sodium Lactate, Sodium Polyacrylate, Polyacrylamide /C13-14 Isoparaffin/ Laureth-7, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Isobutylparaben, DMDM Hydantoin, Parfum (Fragrance), Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool.

Opis działania według producenta:
Bezpieczny, wygodny w użyciu zabieg o silnym działaniu nawilżającym i regenerującym; błyskawicznie przynosi ulgę i odświeżenie oraz widocznie poprawia stan skóry suchej i wrażliwej.
Krok 1: peeling enzymatyczny niezwykle delikatnie ale równocześnie wyjątkowo skutecznie złuszcza martwe komórki naskórka, eliminuje szorstkość, pobudza mikrocyrkulację. Wygładza, zmiękcza i odświeża skórę.
Krok 2: maseczka kojąca z alantoiną błyskawicznie łagodzi podrażnienia i likwiduje uczucie napięcia i pieczenia skóry. Dzięki zawartości kwasu hialuronowego intensywnie nawilża, nawet głębokie warstwy skóry, skutecznie hamuje ucieczkę wilgoci z naskórka. Wzmacnia i regeneruje skórę, wygładza, przywraca jędrność i elastyczność. 
Efekt: gładka, nawilżona, ukojona skóra. Podrażnienia i szorstkość naskórka zredukowane. 


Moje wrażenia:
Krok pierwszy, czyli peeling ma postać bezwonnego żelu, który powoduje delikatne uczucie ciepła. Pozostawiamy go na 2 minuty, po czym dokładnie spłukujemy. Po zmyciu zastałam moją skórę, podobnie jak w przypadku poprzedniej maseczki, rozjaśnioną i gładziutką, czyli znów bardzo pozytywny efekt. Oczywiście, aby właściwie ocenić efekt, należy podejśc do lustra po kilku minutach, a nie od razu po zmyciu i wytarciu twrazy ręcznikiem, kiedy twarz jest przez chwilę zaczerwieniona.

Krok drugi, czyli maseczka kojąca ma przyjemną delikatną konsystencję, o ładnym zapachu, która daje uczucie nawilżenia po peelingu. Nakładamy ją na osuszoną skórę i pozostawiamy do wchłonięcia. Maseczka dobrze się wchłania, ale nie zauważyłam, żeby robiła coś szczególnego z moja skórą- po prostu maseczka jakich wiele.

3. Bielenda, Professional Formula,  Enzymatyczny peeling dotleniający

Skład:
Skład: Aqua, Urea, Propylene Glycol, Glycerin, Bacillus, Ferment, Hydrolyzed Corallina Officinalis Extract, Lactobionic Acid, Panthenol, Ubiquinone, Sodium Hyaluronate, Polysorbate-20, Ammonium Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Lecithin, Ethylhexylglycerin, Triethanolamine, Disodium EDTA, DMDM Hydantoin, Phenoxyethanol, Paefum, CI 42090.

Opis działania według producenta:
Kompleks dotleniający plus kwas laktobionowy. Innowacyjny, niezwykle skuteczny enzymatyczny peeling dotleniający do cery delikatnej, również wrażliwej to profesjonalny preparat oparty na formule stosowanej w gabinetach kosmetycznych. Ten nowatorski kosmetyk do zadań specjalnych w szybki i wygodny sposób pozwala osiągnąć efekty porównywalne z zabiegiem Aqua - Oxybazji może stanowić alternatywę dla wizyt w salonach piękności. 

Moje wrażenia:
Peeling ma konsystencję żelu, posiada delikatny zapach i powoduje uczucie lekkiego chłodu. Efekt jest identyczny według mnie, jak po zastosowaniu dwóch wyżej opisanych, skóra jest wyraźnie rozjaśniona i gładsza. Suche skórki wyeliminowane.


Podsumowanie

Choćbym chciała napisać coś innego na temat każdej z tych maseczek, to nie potrafie, ponieważ uważam, że są one prawie identyczne w działaniu. To chyba dobrze, ponieważ myślę, że po prostu spełniają one swoje zadanie. Nie robią niczego specjalnego ze skórą mojej twarzy, ale chyba nie takie jest ich zadanie. Celem meseczek peelingujących jest złuszczenie zrogowaciałego naskórka oraz usunięcie zanieczyszczeń i ten cel w każdym przypadku został zrealizowany. Czy którąkolwiek z nich bym wybrała lub jakoś szczególnie poleciła? Nie, ale też nie wskażę żadnej z nich jako bubla, ponieważ wszystkie 3 są dobre i warte polecenia jako alternatywa dla peelingów-zdzieraków.