2015/03/30


Po czterdziestym roku życia zmarszczki staja się tematem, który naprawdę czasem spędza sen z powiek:) Co jakis czas odkrywam nowe i wtedy na chwilę wpadam w panikę szukając goraczkowo czegoś, co zatrzyma czas. Jak wiadomo jest to walka skazana z góry na porażkę, poza tym człowiek jest w stanie sie do wszystkiego przyzwyczaić, więc po jakimś czasie po postu godzę się z nowym stanem rzeczy... Z drugiej strony jaka jest alternatywa? Tylko jedna: umrzeć młodo. Jednak ja kocham życie, jestem wdzęczna za każdy dzień i chcę się zestarzeć. Tylko, że  nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że to takie trudne...

Wracając do zmarszczek, staram się próbować przeróżnych kosmetyków, ponieważ niektóre z nich naprawdę robią różnicę (moje perełki to np: Neostrata Ultra Smoothing Cream, Alpa Derma CE czy Dermalogica Dynamic Skin Recovery). Czy tak będzie również w przypadku dzisiaj omawianych kosmetyków Indeed Laboratories?

Produkty firmy Indeed Labs pojawiły się w sklepach Boots około dwóch lat temu. Nie są to najtańsze kosmetyki, ale ponieważ posiadają bardzo dobre opinie, postanowiłam bliżej się im przyjrzeć.


Pierwszym produktem tej marki, na który się zdecydowałam, był polecany często na rożnych blogach oraz kanałach youtube Indeed Labs Retinol Reface. Stosowałam go co kilka dni na noc i muszę powiedzieć, że nie zrobił na mnie jakiegos super pozytywnego wrażenia, ale tez specjalnie mnie nie rozczarował. Od kosmetyków-treatmentów, które działaja na naszą skórę leczniczo i długoterminowo, nie oczekuję zresztą spektakularnych efektów, takich jakich w przypadku serum czy kremów na dzień. Kremy z retinolem nakładam na noc i idę spać. Wyznacznikiem mojej satysfakcji w tym przypadku jest przyjemność stosowania czyli zapach oraz konsystencja a także to, czy stan mojej cery został utrzymany w dobrej kondycji (czyli nie zauwazyłam nowych zmarszczek, które po 40-tce wyrastają jak grzyby po deszczu:)) W tym przypadku ani zapach, zbyt chemiczny, ani konsystencja mnie nie zachwyciły, dlatego po jego zuzyciu powrócę z przyjemnoścą do Neutrogeny (Healthy Skin Anti- Wrinkle cream lub Rapid Wrinkle Repair - oba kremy bardzo dobrze sie u mnie sprawdziły).

Ostatnio przechadzając się po Bootsie natknęłam się na promocje kosmetyków Indeed Labs. Spędziłam chwilę przy półce czytając etykiety produktów i nie mogąc się zdecydować (wszystkie wydawały mi się ciekawe, ponieważ cała linia jest przeciwzmarzsczkowa), Ostatecznie zdecydowałam się na zestaw trzech miniaturek, dzięki czemu za niewielką cenę mogę wyrobić sobie opinię na ich temat.


W skład zestawu wchodzą:
Indeed Labs Snoxin 5ml
Indeed Labs Hydraluron Moisture Boost 5ml
Indeed Labs Nanoblur 5ml

W takie właśnie kolejności według producenta należy je stosować. Jako pierwszy, zaraz po umyciu i stonizowaniu skóry, aplikujemy Snoxin. Jest to multipeptydowe serum zawierające najwyższe stężenie peptydów, jakie wolno stosować, efektywnie przeciwdziałające oznakom starzenia się skóry takim jak zmarszczki mimiczne czy głębokie linie. Moja opinia: niestety serum nie robi nic na mojej twarzy oprócz tego, że niezbyt przyjemnie ją oblepia, lekko matuje i jakby przyciemnia. Na pewno nie kupię go ponownie.


Serum Snoxin nie dostarcza skórze nawilżenia dlatego w następnej kolejności zalecane jest zastosowanie nawilżającego żelu Hydraluron. Produkt ten to nawilżający zastrzyk, jednoczesnie napinający i ujędniający skórę. Moja opinia: ten produkt jest najlepszy z całego trio, powoduje efekt lekkiego rozjaśnienia i napięcia, tzw efekt plump up, który faktycznie jest widoczny. Preparat w sposób wyraźny odmładza, więc myślę, że skuszę się na jego pełnowymiarowe opakowanie.


Jako ostatni etap naszej pielęgnacji przed nałożeniem makijażu stosujemy Nanoblur. Określany jako cudowny wynalazek odmładzający, który w ciągu 40 sekund odejmuje nam 10 lat. (http://www.dailymail.co.uk/femail/article-2047147/Nanoblur-new-wonder-balm-claims-blur-wrinkles-spots-But-does-work.html). Krem ma optycznie rozmywać zmarszczki,  powodować efekt airbrush, wygładzać i zmiękczać załamania oraz zmniejszać pory. Moja opinia: ten produkt przynosi więcej szkody niz pożytku. Jego działanie podobne jest do primerów, jednak zbyt mocno matuje twarz usuwając całe sebum i moim zdaniem wyraźnie podkreśla zmarszczki!  Może właśnie dlatego, że tak mocno zmatowiona twarz nie wygląda ani młodo ani świeżo.


Dodatkowo po zastosowaniu całej trójki nawet w niewielkich ilościach, twarz nieprzyjemnie się lepi i trudno jest wykonać makijaż. Daję tym kosmetykom szansę codziennie od wielu dni ale za każdym razem podkład się roluje i mam ochotę zmyć z siebie wszystko i zacząć od nowa!

To tyle na dziś z mojego kolejnego sprawozdania z bitwy ze zmarszczkami, tym razem prawie przegranej, choć Hydraluron jest moim zdaniem naprawde warty uwagi!
Pozdrawiam!


2015/03/09



Właśnie wróciłam od lekarza i pomyślałam, że muszę napisać choćby krótką notkę dla tych, którzy być może kiedyś, tak jak ja, po przejściu na weganizm, będą mieli podobne problemy. 

W moim wcześniejszym poście Weganizm? Byłam tam, wracam stamtąd..., pisałam, jak bardzo źle się czułam podczas moich siedmiu tygodni weganizmu. Ostatecznie poszłam do lekarza i dostałam skierowanie na wyniki. Pisałam Wam, że moje wyniki krwi były w normie. Jednak lekarz zauważył, że wśród tych badań nie ma wyniku z poziomu witaminy D, choć ponoć zlecił jego wykonanie. Powiedział, że podejrzewa, iż źródłem moich bólów w kościach jest właśnie niedobór witaminy D. Pobrał mi więc ponownie krew i własnie dziś poszłam po wynik, i okazało się, że miał rację! Nie spytałam go, jaki był to wynik liczbowy, więc Wam nie powiem, wiem tylko, że był niski. Dostałam receptę na kapsułki, które będę zażywała 2 miesiące (posiadałam w domu suplement witaminy D w wysokości 1000iu, jednak gdy wspomniałam o nim lekarzowi, tylko sie uśmiechnął i przepisał mi 20000iu witaminy D i mam przyjmować po dwie kapsułki na raz!)

Zaraz po wyjściu od lekarza zajrzałam do internetu, jakie jest najlepsze źródło witaminy D w naszym pożywieniu. To, co przeczytałam, wprawiło mnie w osłupienie. Źródłem witaminy D są: ryby, wątróbka, jajka, mleko i ser! Teraz rozumiem, co się działo ze mną po przejściu na weganizm. Być może, że osoby z dużym zapasem witaminy D nie będą miały tego samego problemu, jednak w moim przypadku, gdy 70% mojej diety pochodzilo właśnie z ryb, mięsa, jajek, mleka i sera, odstawienie tych produktów spowodowalo gwałtowny spadek witaminy D i stad bóle w kościach.

Zastanawiam się, w jaki sposób weganie moga zapewnić sobie odpowiedni poziom witaminy D w okresie zimowym, jeśli występuje ona tylko w produktach pochodzenia zwierzęcego. Tak, wiem, że jest dodawana do mleka roslinnego ale z pewnościa nie są to dostateczne dawki, ponieważ ja cały mój okres weganizmu piłam mnóstwo mleka roslinnego wzbogaconego o witaminę D i B12, a pomimo tego mój poziom witaminy D spadł. Chyba więc pozostaja tylko suplementy.

Jeśli chodzi o mnie, tak jak Wam pisałam, ok 10 dni temu rezygnowałam z weganizmu. Jednak tak naprawdę przez te ostatnie 10 dni zjadłam tylko: 2 jajka, kawałek łososia i kilka plasterków sera. W dalszym ciągu pozostawałam w 99% na weganiźmie. Większość moich dni jest w dalszym ciągu całkowicie wegańskich. Odrzuca mnie po prostu od produktów zwierzęcych.

Jednak dziś postanowiłam przygotować sałatkę pełną witaminy D! Jest pyszna, więc weganie niech żałują:) Najlepsza na świecie sałatka warstwowa o obłędnym smaku! Zapraszam po przepis na nią tutaj.

Pozdrawiam:)





Jak wszystkie sałatki z tuńczykiem, jest przepyszna. Skomponowana zgodnie z Dieta Diamondów, czyli z zachowaniem rozdzielności białek od węglowodanów. Tuńczyk oraz żółtka jajek dostarczają nam witaminy D, odpowiadającej za stan naszych kości. Wygląda reprezentacyjnie i nadaje się na imprezy. Polecam:)

Składniki:
7 jajek
200gr sera żółtego
2 puszki tuńczyka
4 ogórki konserwowe
1 cebula
pieprz, majonez


Przygotowanie:
1. Jajka gotujemy na twardo, oddzielamy białka od żółtek.
2. Białka ścieramy na tarce o grubych oczkach
3. Żółtka ścieramy na tarce o drobnych oczkach
4. Tuńczyka odcedzamy na sitku i rozdrabniamy widelcem
5. Ser  żółty ścieramy na tarce o drobnych oczkach
6. Cebulę i korniszony kroimy w drobna kostkę.

W przezroczystej misce układamy kolejno:
- białka
- ser żółty
- tuńczyk
- smarujemy delikatnie majonezem (staramy się nie zburzyć konstrukcji, choć nie jest to łatwe zadanie:))
- cebula
- ogórki korniszone
- posypujem y grubo zmielonym czarnym pieprzem
- smarujemy delikatnie majonezem
- żółtka.


Po przygotowaniu najlepiej wstawić ją do lodówki na przynajmniej godzinę. Smacznego:)




2015/03/08



Dermalogica to amerykańska marka eksluzywnych kosmetyków profesjonalnych. Na produktach Dermalogica pracuje w UK większość zakładów kosmetycznych. Będąc pewnego razu na zabiegu w jednym z takim zakładów zetknęłam się z nimi po raz pierwwszy- i od razu "wsiąkłam". Zapach kremu Dermalogica Sheer Moisture użyty podczas zabiegu rozłożył mnie na łopatki i musiałam go mieć. Poszperałam w internecie i okazało się, że wiele sklepów internetowych posiada kosmetyki Dermalogica w swojej ofercie, choć nie są to najtańsze kosmetyki. Najkorzystniej można zakupić je na ebay, równiez w postaci saszetek- próbek, jeżeli nie chcemy wydawać wysokiej kwoty na pełnowymiarowy produkt.

Dzisiejszy post będzie pierwszą częścią recenzji kosmetyków tej marki - podzieliłam całość na 2 części ze względu na zbyt dużą ilość produktów Dermalogica, o których muszę Wam opowiedzieć:)

Dermalogica Intensive Moisture Balance
Podczas wspomnianej przez mnie wyżej wizyty w gabinecie kosmetycznym, gdy zapytałam kosmetyczkę, który produkt Dermalogica poleciłaby mi najbardziej, odparła, że Intensive Moisture Balance. Kupowałam go od tamtej pory wielokrotnie i z ręką na sercu polecam każdemu! Jest to bogaty krem nawilżający do cery suchej, zniszczonej i dojrzałej. Zawiera w składzie witaminy E,C,A, miłorząb japoński, echinaceę oraz esktrakt roślinny z pestek winogron i pochrzynu dzikiego. Produkt bardzo komfortowy w używaniu, o pięknym zapachu i cudownej aksamitnej konsystencji. Daje uczucie głebokiego nawilżenia i ukojenia skóry. Ze strony sklepu: "preparat opracowany z myślą o skórze bardzo suchej, potrzebującej uderzeniowej dawki wilgoci i składników odżywczych. Ekskluzywna kompozycja restrukturyzujących elementów fitoodżywczych, przeciwutleniających witamin i składników wiążących i zatrzymujących wilgoć przywraca skórze opytymalny poziom nawilżenia, ujędrnia i niweluje płytkie zamraszczki oraz chroni skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, przyczyniając się do poprawy jej ogólnej kondycji."

Dermalogica Sheer Moisture
To właśnie za sprawą tego kosmetyku zakochałam się w Dermalogice. Wypróbujcie, a zrozumiecie o czym mówię, bo zapach tego kremu jest jedyny w swoim rodzaju. Żaden tam słodki, milutki, naperfumowany kosmetyk. Piękny, zniewalający, profesjonalny kosmetyczny zapach, chyba najlepszy zapach kremu, jaki kiedykolwiek próbowałam. Krem dermalogica Sheer Moisture dostępny jest w wersji bezbarwnej untinted lub w wersji koloryzującej tint (light, medium lub dark). Ja kupuję zawsze untinted. Jest to lekki krem nawilżający na dzień, z filtrem SPF15, zawiera bioflawonoidy z ziaren orzecha, tlenek cynku, kwas mlekowy, prowitaminę B5 oraz pantenol.

Dermalogica Precleanse
Pamietam jak dawno temu w moim rodzinnym mieście w sklepie Babor kupiłam olejek do mycia twarzy. Teraz, gdy sięgam pamięcią, wydaje mi się, że to był bardzo podobny produkt do Dermalogica Precleanse. Jest to zdecydowanie najlepszy produkt oczyszczający do twarzy z jakim miałam w swoim życiu do czynienia. Po pierwsze znów: zapach. Większość kosmetyków Dermalogica ma wspaniały i uzależniający zapach. Po drugie: działanie. Olejek ten zmywa twarz tak dokładnie, że nawet z niby czystej już skóry (wcześniej zmytej) po zastosowaniu Precleanse w dalszym ciągu spływa brudna woda!

Dermalogica Dynamic Skin Recovery
Jeżeli chodzi o ten krem to mój zdecydowany numer jeden spośród kremów Dermalogica. Dynamic Skin Recovery jest częścią linii Age Smart i jak sama nazwa mówi jest to produkt o działaniu odmładzającym. Producent określa go jako ochronny krem regenerujący z filtrem dla cery dojrzałej. Krem ten nie tylko nawilża ale również przepięknie rozświetla oraz liftinguje cerę. Muszę przyznać , że to jedyny krem, po którego użyciu nie tylko ja widzę różnicę, ale otrzymuję wiele komplementów. Dermalogica Dynamic Skin Recovery dotychczas był dostępny w wersji SPF30 ale ostatnio widziałam, że pojawił się również z filtrem SPF50. Jest świetny pod makijaż, jeden z produktów, które nazywam "zmieniającymi rysy twarzy".
"Wspaniały krem poprawiający jędroność i elastyczność. Doskonale nawilża skórę chroniąc ja przed szkodliwym działaniem promieniowania UVA i UVB. Odnawia skórę, zapobiega jej starzeniu. Redukuje widoczne przebarwienia. Zawarte w nim pochodne kwasu palmitynowego pobudzają produkcję kolagenu. Hamuje 3 główne procesy przyspieszające starzenie: wnikanie wolnych rodników, reaktywność matrycy metaloproteinazy oraz magazynowanie toksycznych produktów ubocznych metabolizmu cukrów."

Dermalogica Firming i Renewal Booster

Wśród kosmetyków Dermalogica możemy znaleźć kilka boosterów, moje ulubione to: firming i renewal. Oba są świetne choć znacznie różnia się od siebie. Firming booster jest bezbarwny, podczas gdy renewal ma postać białego lotionu. Firming booster wyraźnie napina, ujędrnia i wygładza cerę podczas gdy renewal regeneruje i nawilża. Oba spisuja się świetnie pod makijażem.

Ze strony wizaż.pl: "Dermalogica Firming Booster to bogaty superskoncentroany preparat wygładzający i poprawiający fakturę skóry. Składniki roslinne w nim zawarte ujędrniają i zmiękczaja skórę, podczas gdy witaminy i minerały wzmacniają strukturę wewnętrzną skóry. Ekstrakty z trawy morskiej i skrzypu polnego wygładzają skóre i poprawiają jej gospodarkę wodną. Proteiny i czerwona koniczyna pomagaja zatrzymać wilgoć wewnątrz komórek. Witamina C zapobiega przedwczesnemu starzeniu sie skóry i hamuje wchłanianie wolnych rodników." "Dermalogica Renewal Booster to aktywna kompozycja hydrokwasów i ekstarktów kwiatowych, która potęguje działanie produktu nawilżającego, stymulując proces odnowy komórkowej i poprawiając teksturę skóry. Wnika głęboko w skórę, usuwając martwe komórki. Skutecznie wzmacnia i regeneruje komórki skóry, pomaga skórze odzywskać zdrowy wygląd i blask."

Z boosterów Dermalogica próbowałam również Hydrating Booster oraz Soothing Booster, jednak nie widziałam żadnych efektów, natomiast firming i renewal są naprawdę doskonałe i zawsze do nich wracam. Można je dostać tanio na ebay w małych pojemnościach 7ml.

Dermalogica Thermafoliant

Bardzo silny scrub, jeśli chodzi o ilość drobinek przypomina mi Ziaję Peeling z mikrogranulkami Bardzo Mocny. Należy równiez do linii Age Smart i przeznaczony jest głównie do cer dojrzałych. "Dermalogica Thermafoliant to peeling mechaniczno- enzymatyczny o działaniu rozgrzewającym. Zastosowana technologia termiczna z niezwykle aktywnymi czynnikami chemicznymi i fizycznymi zapewnia skórze mocny efekt złuszczający. Retinol połączony z kwasem salicylowym doskonale rozpuszcza martwe komóki naskórka a zawarte w peelingu mikrogranulki pozwalają na ich usunięcie z powierzchni skóry. Biała herbata dodatkowo przyczynia się  do zahamowania degradacji kolagenu. Witaminy A,C,E rozjasniaja koloryt, zapewniają ochronę antyoksydacyjną, stymulują syntezę kolagenu. Kwas mlekowy stymuluje proces odnowy naskórka. W efekcie odsłania nową, gładką, świeżo wyglądającą skórę. Zaraz po zastosowaniu skóra staje się niezwykle rozjaśniona oraz rozświetlona, doskonale przygotowania do dalszej pielegnacji."
Przyznam się, że ostatnio ograniczam trochę jego stosowanie, ponieważ obawiam się, że moja dojrzała skóra nie powinna być już poddawana tak mocnemu tarciu. Jednak dla młodszych skór absolutnie polecam, bo jest to produkt naprawdę godny uwagi.

Na tym zakończę część pierwszą recenzji kosmetyków Dermalogica, które szczególnie polecam. Jeżeli nie próbowałyście dotąd kosmetyków tej firmy, namawiam gorąco. Na poczatek proponuję krem nawilżający Intensive Moisture Balance lub olejek Precleanse i gwarantuję, że będziecie zadowolone!


2015/03/06


Paletkę Urban Decay Naked Basics otrzymałam w tym roku w prezencie pod choinkę. I wszystkich tych, którzy zasugerowali się  moją opinią o paletce Naked 2 (link) przepraszam, ale zmieniłam o niej zdanie! Odkąd posiadam Naked Basics, tamta poszła w odstawkę i nie wiem, czy do niej wróce. A wszystko dlatego, że Naked 2 nie posiada matowych brązów! Według mnie one są po prostu niezbędne w makijażu. W Naked 2 mamy jeden matowy brązowo- fioletowy cień, ale to za mało, aby można było ładnie wymodelować oko - przynajmniej dla mnie. Cienie połyskujące są naprawdę piękne, ale ja używam ich tylko na ruchoma powiekę, a co z resztą oka?


Paletka Naked Basics to zestaw 6 neutralnych kolorów, wśród których pięć jest matowych i jeden satynowy. Jest to paleta idealna do codziennego użytku. Można przy jej pomocy stworzyć naprawdę piękny makijaż. W sumie to doszłam do wniosku, że z paletką 12 cieni jest tylko klopot, bo nie wiadomo, które wybrać. Tymczasem ta paletka jest tak skomponowana, że zawiera wszystko co potrzeba do stworzenia idealnego makijażu. Maty w wykonaniu Urban Decay są naprawdę piękne, kolory nasycone, a ich aplikacja jest czystą przyjemnością.


Venus- jasny beż, lekko polyskujący, świetny do rozświetlenia wewnętrznego kącika oraz obszaru pod brwiami.
Foxy- matowy cień o odcieniu cielistym, lekko żółtym, idealny jako cień bazowy.
Wos- jasny matowy beż, wpadający w kolor szampański, również świetny jako cień bazowy.
Naked 2- piękny jasny matowy brąz (takiego wlaśnie odcienia najbardziej mi brakuje w Naked 2). Nakładam go w załamaniu powieki i rozcieram w stronę brwi.
Faint- ciemniejszy matowy brąz, również o ciepłym odcieniu, którym podkreślam załamanie oka oraz wyciągam go lekko poza zewnętrzne kąciki tworząc tzw kocie oko. Można nim również zaznaczać brwi. Świetnie wygląda również na dolnej powiece tworząc piękne smoky eye.
Crave- bardzo mocno napigmentowana matowa czerń, idealna do zaznaczenia zewnętrznego kącika oka lub namalowania kresek.


Paletka jest bardzo przyjemna w użyciu, mała i poręczna. Cienie są tak dobrane, aby mozna było za ich pomocą stworzyć makijaż zarówno dzienny jak i wieczorowy. Posiada co prawda jeden mały minus, jakim jest brak choćby jednego połyskującego cienia (które lubię nakładać na środek powieki ruchomej), jednak nie jest to wielki problem. Bez błysku na oku, używając tylko cieni z Naked Basics, uzyskujemy i tak piękny efekt. Kluczem do sukcesu sa po prostu dwa przepiękne brązy: Naked 2 i Faint.

A co Wy sądzicie na temat paletek Urban Decay? Która jest Waszą ulubioną? Lub, być może, znacie jakieś inne ciekawe paletki cieni godne polecenia?



2015/03/01


To było siedem bardzo ciężkich tygodni. Chyba najtrudniejszych w moim życiu.
Siedem tygodni temu z dnia na dzień przeszłam na 100%-owy weganizm. Przez 7 tygodni walczyłam z własnym organizmem chcąc wytrwać w mym postanowieniu, ponieważ tak bardzo nie chciałam krzywdzić zwierząt. Mój organizm cierpiał i krzyczał, ale ja go nie chciałam słuchać. Nie jedząc produktów pochodzenia zwierzęcego czułam się lepszym człowiekiem, ponieważ nie przykładałam ręki do krzywdy niewinnych istot. Czułam, że mam silna wolę i mogę panować nad moim ciałem. Jednak ono mówiło co innego.

Ale cofnijmy sie do początku. Przez pierwszych kilka dni po przejściu na weganizm nie czułam żadnych zmian fizycznych, może oprócz częstszych wizyt w toalecie. 5-go dnia zaczęła sie ostra jazda bez trzymanki. Przez tydzień umierałam z bólu głowy. Po tygodniu ból głowy ustapił ale czułam się wciąż dziwnie, Mówiłam do mojego męża, że czuję, jakbym nie była w moim własnym ciele. Moje oczy były cały czas chore i szkliste. Ktokolwiek mnie spotkał, pytał czy jestem ok, bo jakoś dziwnie wyglądam:) Straciłam zupełnie siły. Wstając rano marzyłam o tym, kiedy z powrotem położę się do łózka. Jesli tylko mogłam sobie na to pozwolić, już o 19-tej leżałam, nie mając siły nawet chodzic po domu. Po obu stronach ust zrobiły mi się bolące zajady. Ciągle odczuwałam lekki bół żołądka. Wszystko to tłumaczyłam sobie detoxem, stanem przejściowym, po którym poczuję się cudownie. 

Jednak ten stan nie ustępował. Zaczęłam czytac różne artykuły, blogi, szukać osób, które czuły se tak samo po przejściu na weganizm. Zanazłam kilka takich osób ale był to naprawdę ułamek. Większość mówiła o tym. jak wspaniale czuła się  po przejściu na weganizm. Również dr Campbell w swojej książce "Nowoczesne metody uzdrawiania"  nic nie wspomina o przypadkach gdy detoks może trwać miesiącami i można czuć się strasznie chorym rzez wiele tygodni. Pisze tylko, że przez pierwszy tydzień można się spodziewać dolegliwości żołądkowych ale później mamy czuć się super.

W 4 tygodniu weganizmu dostałam bóli w kościach tak silnych, że nie dawałam rady bez tabletek przeciwbólowych. Miałam stan podgorączkowy 37,3, ale czułam się rozpalona jak żelazko. Zapisałam się do lekarza, dostałam skierowanie na wyniki, odebrałam je przedwczoraj Okazało się, że wyniki mam w normie. Zrozumiałam, że to dieta spowodowała to, jak się czuję. Zdecydowałam, że juz dłużej tak nie dam rady.


Przeszłam na weganizm z powodów etycznych a nie zdrowotnych i zdecydowałam sie postępować w myśłl zasady: jeżeli nie musimy krzywdzić zwierząt, nie róbmy tego. Jeżeli jedzenie ich nie jest dla nas koniecznością, nie róbmy tego. Jednak w moim przypadku okazało sie ono koniecznością.

Oczywiście nie myślcie, że teraz będę objadać się hamburgerami, cheeseburgerami i popijać je mlekiem. Te tygodnie na weganiźmie zmieniły mnie i nic juz nie będzie takie samo. Zamierzam dalej spożywać dietę opartą w wiekszości na pokarmach roslinnych, chcę jednak włączyc do niej organiczne jajka i dziko łowionego łososia.

Przedwczoraj kupiłam po raz pierwszy od wielu tygodni produkt pochodzenia zwierzęcego: paczkę jajek, organic free range. Usmażyłam jajecznicę z dwóch jajek i wiecie co? Poczułam coś w rodzaju wyzwolenia.

Bo jest jeszcze jeden aspekt weganizmu, o którym muszę wspomnieć: to ogromne poczucie restrykcyjności a wręcz jakiegoś chorobliwego lęku związanego z jedzeniem, ja w każdym razie czułam jakieś takie niezdrowe emocje przez te wszystkie tygodnie. Wchodząc do sklepu jedynym stoiskiem, na którym mogłam kupować bez strachu były warzywa i owoce, a pozostałe artykuły wyszukiwałam na jakichś dziwnych regałach z wynalazkami typu "udawacz" majonezu czy sera. Nawiasem mówiąc udawacz sera jest tak okropny (miałam wersję zarówno z soją jak i bez z firmy Violife), że wolałam zapomnieć o serze niż jeść coś takiego. Oczywiście każdy z nas jest inny i wierzę, że są osoby, którym on smakuje! Notabene ja nie jestem jakąś wielką fanką serów i mogą one dla nie istnieć, z wyjątkiem momentu, gdy mam ochotę na pizzę lub lasagne- i właśnie w takich chwilach lepiej dla mojego zdrowia psychicznego jest wiedzieć, że mogę zjeść ten kawałek sera i nie robię wtedy nic złego.

Paradoksalnie, gdy zdecydowałam zakończyć mój weganizm, przygotowywanie sałatek z surowych warzyw i owoców stało się wreszcie prawdziwą przyjemnością! Postanowiłam, że bedę dążyła do bycia weganką w 95% i wierzę w to, że lepiej być weganinem w 95%, niż wcale. W wymiarze zdrowotnym dr Campbell uważa, że wlaśnie te 5% białka zwierzęcego jest granicą, za którą zaczynają się niekorzystne procesy w naszym organiźmie. Podczas przeprowdzonych przez niego badaniach na szczurach narażonych na raka wątroby po podaniu alfatoksyny okazywalo się, że te karmione dietą składającą się z 20% białka zwierzęcego zachorowały na nowotwory, podczas gdy szczury, których dieta zawierała 5% białka pozostały zdrowe. Białko roślinne natomiast nie miało wpływu na rozwój nowotworów. Dr Campell stawia twierdzenie, że  mozna kontrolować rozwój nowotworu jak za pomocą przełącznika, zmieniając ilość spożywanego białka zwierzęcego. Myślę, że jest to dobra wiadomość dla tych, którzy tak jak ja nie moga być w 100% weganami. Te kilka procent produktów odzwierzęcych nie powinno stanowić problemu dla naszego zdrowia,

I ostatnia rzecz, o której chciałam wspomnieć: po początkowym spadku wagi, w kolejnych tygodniach przybierałam sukcesywnie i ostateczny bilans mojego 7- tygodniowego weganizmu wynosi 2,5 kg w góre:(  Nie zauważyłam też żadnych oznak odmłodzenia, o którym mówi wiele osób, a wręcz przeciwnie, czuję, że mój organizm bardzo na tym ucierpiał i moja skóra wygląda gorzej niż wcześniej. Ale to nie są  czynniki, które miały jakikolwiek wplyw na moją decycję.

Kocham zwierzęta i w dalszym ciągu będę orędowniczką respektowania ich praw oraz diety opartej na roślinach, które są wspaniałe. Jednak niektórzy z nas potrzebuja również innych składników odżywczych, aby ich ciało mogło poprawnie funkcjonować. Zaufajmy naszej wewnętrznej mądrości.

A na koniec coś wesołego:


Pozdrawiam wszystkich ciepło!