Translate

2015/05/24



Musze się przyznać, że w chwili obecnej posiadam tylko własnie te produkty do brwi (choć oczywiście przewinęło się przez moja kosmetyczkę wiele innych). Wiem, że to mało, zwłaszcza, że na rynku jest mnóstwo przeróżnych ciekawych kosmetyków do makijazu brwi, jak np żele do wykończenia, ja jednak jako blondynka nie potrzebuję graficznych, perfekcyjnych brwi i jakoś jak dotąd nie czułam potrzeby kupowania tego typu produktów.

Ale wracając do tematu, chciałam dzis zrobić dla Was porównanie właśnie tych dwóch świetnych i popularnych kredek do brwi czyli Catrice 020 Date with Ash-ton oraz Soap&Glory Arch de Triump Sharpener.


Catrice  była przez długi czas moim absolutnym ulubieńcem i gdy się kończyła, kupowałam kolejną. Jest to naprawdę dobry produkt polecany przez wiele makeupowych youtuberek. Kredka posiada bardzo łądny naturalny brązowy kolor, bez rudawych tonów. (choć po wykonaniu zdjęć tej kredki w zestawieniu z Soap&Glory ta pierwsza ma jednak cieplejszy odcień). który na pewno nikomu nie zrobi krzywdy. Z drugiego końca zakończona jest grzebykiem do czesania włosków, który jest tak wykonany, że bardzo ładnie wyczesuje brwi a poza tym nie zbierają się na tym grzebyku żadne włoski jak np w kredkach Rimmela. Zreszta, porównując kredkę Catrice do Rimmel uważam, że to jest niebo a ziemia na korzyść Catrice. Naprawdę bardzo przyzwoicie się maluje tym produktem.


I być może byłabym mu wierna do końca życia, gdybym pewnego dnia nie odkryła Soap&Glory. Słuchajcie, ta kredka to po prostu hit. Po piersze jest pieknie wykonana i samo trzymanie jej w dłoniach juz sprawia przyjemność. Ale to nie jest najwżniejsze. Co powoduje, że przebija ona kredkę Catrice to fakt, że jest twardsza i daje zdecydowanie delikatniejszy efekt. Co nie znaczy, że nie możemy uzyskać nią efektu mocniejszego. Możemy nią narysować zarówno delikatne jak i ciemne brwi, jednak fakt, że możemy nią uzyskać tak piękny, naturalny efekt jest dla mnie ogromnym plusem. Kredka Catrice jest jednak dość miękka i dość łatwo przerysować nią brwi i uzyskac efekt jakby nawoskowanych brwi, kredka Soap & Glory tego nie robi, ponieważ jest twarda.


Niestety kredka Soap & Glory nie posiada grzebyka, ale za to na drugim jej końcu znajduje się przepiękna kredka do rozjaśniania obszaru pod brwiami o szampańskim kolorze. Możemy nią cudnie wyprofilować nasze brwi rysując linię wzdłuć dolnej ich granicy, co robi naprawdę ogromna różnicę! Brwi staja się bardziej wyeksponowane oraz uniesione. Możemy nią rozświetlić wewnętrzny kącik oka, gdzie równiez sprawdza sie świetnie lub rozjasnić linie wodną.


Jest to zdecydowanie najlepszy produkt do brwi, jaki kiedykolwiek posiadałam i jeżeli tylko macie mozliwość jej zakupienia, nie wahajcie się ani chwili!


Pozdrawiam!






2015/05/14


Dzis przychodzę z krótką notką na temat wspaniałego kremu do rąk, który ostatnio odkryłam i chciałam Wam serdecznie polecić.

Szczerze mówiąc nie jestem jakąś specjalną fanka kremów do rąk, i z reguły zakupione przez mnie kremy ląduja nieużywane gdzieś na półce aż pewnego dnia podczas porządków zauważam, że sa juz po terminie. Dzieje się tak głównie dlatego, że większość kremów do rąk paskudnie się lepi i długo wchłania a tego nie znoszę.


Oczywiście wiem, że o ręce należy dbać, że często one piersze zdradzają wiek, więc najczęściej wieczorem przed pójściem spać wcieram sobie w nie coś, co akurat mam pod ręką, np Ziaja Oliwkowa.

Jednak jest jeden krem do rąk, o którym słyszałam wiele dobrego ale jakoś tak się zlożyło, że nigdy dotąd nie miałam okazji go wypróbować. Dopiero kilka tygodni temu, będąc w The Body Shop, przypomniałam sobie o nim i zakupiłam na próbę 30ml.


I juz teraz wiem what the fuss is all about jak to Anglicy mówią:) Czyli jednym zdaniem: są kremy do rąk i jest TBS Hemp Hand Protector!

Pierwsza sprawa: wchłanianie. Nie wiem jak oni to zrobili ale krem wchłania sie błyskawicznie, nie pozostawia żadnej lepkiej warstwy a jednocześnie jest widoczny na dłoniach, które sa nawilżone, rozświetlone i wyraźnie odmłodzone! Druga sprawa: działanie. Krem robi czary mary ze skórą naszych rąk. Skóra po nim jest aksamitnie gładka i wyraźnie odmłodzona! No i zapach. Nietypowy, nie słodki, nie perfumowany, dający uczucie, że mamy na dłoniach produkt naprawdę z wysokiej półki. Bo tak jest- uważam, że TBS Hemp Hand Protector to zdecydowanie mercedes wśród kremów do rąk.

Pozdrawiam!



2015/05/06


Witajcie!
Dziś chciałam się z Wami podzielić moimi wrażeniami na temat Derma Wand- gadżetu, który podpatrzyłam u Alicji z kanału TheAlunia73. To mój pierwszy gadżet kosmetyczny o działaniu odmładzającym ( z gadżetów posiadam również szczoteczkę Olay oraz Philips Sonicare ) ale już wiem, że nie ostatni! Spodobało mi się urządzanie w domu własnego spa (jesli można to tak nazwać), poza tym na rynku jest tyle fantastycznych produktów o świetnych recenzjach, że trudno się oprzeć! Na przykład chciałabym również zakupić PMD lub myślałam też o dermarollerze, jednak w tym przypadku mam ciągle wątpliwości- nie wiem czy słyszałyście o możliwości wadliwej mutacji nakłuwanych komórek...

Co to jest Derma Wand?

Derma Wand jest to urządzenie elektryczne, które dzięki leczniczym mikroprądom Darsonvala wytwarza cząsteczki ozonu o silnym działaniu bakteriobójczym. Efektem jest usunięcie z powierzchni skóry wszystkich bakterii, skóra staje sie bardziej ukrwiona, pory zostaja ściagnięte a wydzielanie sebum zahamowane. Derma Wand zwieksza wchłanianie substancji aktywnych oraz ujędrnia skórę i redukuje zmarszczki.



Zalety stosowania Derma Wand (według producenta):

  • Ujędrnia i wygładza
  • Redukuje zmarszczki (efekt liftingu)
  • Poprawia ukrwienie skóry
  • Ściąga rozszerzone pory
  • Silnie bakteriobójczy (naturalna terapia ozonowa)
  • Hamuje wydzielanie sebum
  • Pobudza procesy regeneracji i odnowy skóry
  • Niezastąpiony przy zmianach trądzikowych
  • Stymuluje złuszczanie martwego naskórka
  • Przywraca zdrowy promienny wygląd cery
  •  
    W UK Derma Wand możemy kupić na stronie dermawand.co.uk lub amazon.co.uk za 75f. Ja zdecydowałam sie na zakup na ebayu od dostawcy z Danii, kupiłam za 45f, urządzenie bylo opisane jako nowe, jednak mam wątpliwości czy jest, ponieważ przyszło bez instrukcji, DVD i gwarancji. Jednak mimo tego jestem z niego bardzo zadowolona, w przypadku Derma Wand nie ma znaczenia, czy jest nowe, ważne żeby działało i sie nie zepsuło.










    Moja opinia o produkcie

    Derma Wand posiada na końcu żaróweczkę, która świeci na łososiowo i która w wyniku kontaktu ze skórą wysyła energię cieplną. W procesie tym wytwarzany jest tlen, który wchłonięty przez skórę poprawia jej wygląd. Urządzenie posiada moc: UK 220-240V 50Hz oraz wykonuje 178000 cyklów na sekundę. Na przyrządzie znajduje się pokrętło regulacji mocy od 1 do 9. Pod oczy zalecane jest stosowanie wyłącznie natężenia 1 a na pozostałych partiach twarzy tak wysokiego, przy którym wciąż jeszcze czujemy sie komfortowo. Ja dotychczas z reguły uzywam poziom natężenia 4-5 ale wkrótce chyba odważę się na większą moc. Uzywam Derma Wand rano i wieczorem po ok 10 minut.


    Urządzenie możemy uzywać zarówno na "gołą" skórę jak i na nasz ulubiony nawilżacz, dzięki czemu wzmocnimy jego działanie. Bardzo dobrze sprawdzają się w tym przypadku przeróżne ampułki. Na youtube mozna znaleźć DVD z instrukcją stosowania Derma Wand (jeżeli, podobnie jak ja, nie otrzymacie jej razem z urządzeniem). Zgodnie z nia stosujemy Derma Wand wykonując ruchy koliste jak i podłużne z przytrzymaniem poszczególnych mięsni przez kilka skund
    Stosuję Derma Wand dopiero od dówch tygodni ale co juz mogę powiedzieć, to że od razu po pierwszym zastosowaniu zauwazyłam widoczne zwężenie porów, przez co skóra stała się gładsza. Uważam też, że jest jaśniejsza. Ciekawym trikiem jest lifting brwi, które uniesione przy pomocy Derma Wand i przytrzymane przez kilka sekund w tej pozycji juz tak zostają- na jakiś czas oczywiście:)


    Juz samo wygładzenie cery i zmniejszenie widoczności porów jest dla mnie satysfakcjonującym efektem. Jeżeli chodzi o zmarszczki czy ujędrnienie twarzy to musze przyznać, że odkąd używam Derma Wand naprawdę lepiej się czuję ze sobą i wydaje mi się, że faktycznie przyrząd ten powoduje efekt napięcia i lekkiego liftingu twarzy ale na 100% będę mogła się wypowiedzieć dopiero za jakiś czas. Będąc spceptyczna w tych sprawach przyjmuję to z przymóżeniem oka i raczej stawiam na placebo lub po prostu zbieg okoliczości. Jeżeli jednak ten stan będzie sie utrzymywał, wtedy uwierzę w magiczną moc różdzki Derma Wand:)

    Przyrząd również podobno świetnie sobie radzi z wszelkimi "nieprzyjaciółmi" na twarzy, jednak ponieważ nie posiadam trądziku, tej informacji nie jestem w stanie zweryfikować:)

    Polecam Wam Derma Wand z czystym sumieniem, jest fantastycznym gadżetem i ja juz wiem, że zaprzyjaźnimy się na dłużej!

    Pozdrawiam ciepło!



    2015/04/28





    Poszukujecie przepisu na pyszną wegetariańską lasagne? Danie, które chciałam Wam dzisiaj przedstawić jest przepyszne, łatwe w przygotowaniu a także pełne witamin zawartych w liściach szpinaku: A, z grupy B, C, żelaza, fosforu i innych!

    Składniki:
    800gr-1kg mrożonego szpinaku (ja kupuje w tesco w paczkach po 900gr i zużywam jedną całą paczkę)
    800ml mleka
    5 łyżej maki pszennej
    300gr dojrzałego sera
    płaty lasagne
    pieprz, sól, vegeta, 
    gałka muszkatołowa (2 szt)











    Sposób przygotowania:
    1. Szpinak rozmrażamy na parze, odsączamy, drobno szatkujemy, mieszamy z pieprzem, solą, vegetą do smaku oraz startą 1 gałką muszkatołową
    2. Przygotowujemy beszamel z serem: w garnku umieszczamy 800ml mleka, dodjemy 5 łyżek mąki, mieszamy aż do uzyskania jednolitej konsystencji, dodajemy pieprz, sól, vegetę oraz startą 1 gałkę muszkatołową. Garnek umieszczamy na małym gazie i cały czas mieszając doprowadzamy do wrzenia, wyłączamy, dodajemy 200 gr startego żółtego sera.
    3. W naczyniu żaroodpornym umieszczamy warstwy szpinaku, beszamelu i suchych płatów lasagne (ja układam 3 warstwy ale jeżeli naczynie byłoby wieksze, moga wyjśc 2). Ostatnią wierzchnią wartwę płatów smarujemy dokładnie beszamelem i posypujemy resztką sera żółtego. Posypujemy papryką. Pieczemy w średnio nagrzanym piekarniku przez ok 30 min.

    Smacznego!



    2015/04/27

    Rok 2015 upływa u mnie pod znakiem chorób. Ciągle coś mi dolega, głównie bóle w kościach. W tej chwili czekam na wizytę u reumatologa. W poprzednim tygodniu miałam zapalenie pęcherza i musiałam brać antybiotyki. Dziwnym trafem moje problemy zdrowotne rozpoczeły się wraz z przejściem na diete wegańską. Oczywiście nie łączę tych dwóch spraw ze sobą, nie zrozumcie mnie źle. To musiał być zbieg okoliczności. W dalszym ciągu uważam, że dieta roslinna oparta na warzywach i owocach jest bardzo zdrowa. Jednak z drugiej strony dieta wegańska polecana często pacjentom chorym na reumatyzm, na pewno mi nie pomogła.  Zresztą, dochodzę do wniosku, że nabawiłam sie tego reumatyzmu od zapleśniałych angielskich domów ( a nie od diety) - kto mieszkał w UK, ten wie,  czym mówię:)

    Gdy tak zmagam się z problemami zdrowotnymi, zmarszczki i tym podobne sprawy jak się domyślacie przestały mieć dla mnie takie znaczenie. Choć nie jest też całkiem tak, że sobie odpuściłam! W dalszym ciągu co jakis czas (całkiem często:)) w mojej kosmetyczce pojawiają się nowe specyfiki mające pomóc mi zatrzymać czas:)

    Dziś o jednym z nich, czyli Freeze 24/7 Instant Targeted Wrinkle Treatment.


    Kupiłam go z myślą głównie o mojej lwiej zmarszczce, która od jakiegos czasu prosi sie wręcz o botoks:) Poszukuję więc produktów, które pomogłyby mi zatrzymac proces jej pogłębiania się, niestety jak dotąd bez sukcesów. Jedynym kosmetykiem, który niweluje ją choć troche optycznie jest Olay Regenerist 30 Second, jednak działa on tylko powierzchownie jakby wypełniając zmarszkę, a ja szukam czegoś co wpłynęłoby na moje mięśnie i przyniosło bardziej trwały efekt (nie oszukujmy sie, nic takiego nie istnieje:)). Lwia zmarszczka to jak wiadomo ściągniete mięśnie twarzy, które straciły zdolność rozkurczania się- efekt wieloletniego nawyku marszczenia "groźnie" brwi. Tak że dziewczyny te, które jeszcze nie dorobiłyście się zmarszczek na czole, zwracajcie uwagę na mimike twarzy!

    Dość skutecznym produktem utrzymującym w ryzach lwią zmaszczkę są plasterki Frownies, które nie pozwalają naszym mięsniom kurczyć się, tylko że po ich odklejeniu efekt utrzymuje sie może z godzinę... Automasaż czy masaż twarzy również może przynieść korzyści, jednak nie usunie już istniejących bruzd, ponadto żeby zapobiec ich dalszemu pogłębianiu sie musiałybysmy ciagle pamiętać, aby nie marszczyć czoła... Jednym słowem sytuacja jest raczej beznadziejna:)

    Z dwa miesiące temu "buszując" po półkach w TKMaxx natrafiłam na promocyjna cenę Freeze 24/7 Instant Targeted Wrinkle Treatment. Opisywany przez producenta jako "miracle in a jar" (który to już?) produkt ten ma za zadanie zredukować widoczność naszych zmarszczek o 50-90% w ciągu 10 min od aplikacji. Pamiętać należy, że nie jest to krem nawilżający a ukierunkowany na konkretne zmarszczki, dlatego nie należy go wmasowywać w całą twarz, a jedynie wklepywać w wybrane miejsca. 10 ml tego produktu kosztuje w regularnej cenie 40f (ja zapłaciłam 12,99f), po takiej cenie spodziewać się więc chyba można konkretnego działania? Jak jest naprawdę?


    Krem ma konsystencje bardzo bardzo gęstej śliskiej śmietany. Najlepiej wydostawać go ze słoiczka szpatułką, ponieważ wykonanie tego palcem jest prawie niemożliwe (krem jest tak gęsty, że ześlizguje się z palców). Zgodnie z instrukcją należy go nałożyć na zmarszczkę zaraz po umyciu twarzy, przed przystąpieniem do nakładania innych kosmetyków typu serum czy krem nawilżający. Próbowałam tak robić, stosując go właśnie na lwią zmarszczkę. Efekt jest faktycznie rewelacyjny, bezpośrednio po nałożeniu kremu na zmarszczkę zostaje ona (zgodnie z nazwą) jakby zamrożona, lub tak mocno ściągnięta, że staje się prawie niewidoczna. Niestety, jeżeli następnie nałożymy na te miejsca krem nawilżający, cały efekt zostaje zniwelowany. Zdecydowałam, że bardziej logiczne będzie nakładanie Freeze 24/7 jako ostatni etap pielęgnacji. Czyli nakładam serum, krem, wykonuję makijaż i na samym końcu nakładam niewielka ilość preparatu na zmarszczkę. Muszę przyznać, że kosmetyk ten spełnia swoje zadanie i faktycznie wygładza zmarszczkę.


    I naprawdę poleciłabym go z czystym sumieniem, gdyby nie fakt, że po dwóch miesiącach stosowania go na moją lwią zmarszczkę, nagle zauważyłam, że jej stan pogorszył się drastycznie::(  I nie wiem już czy to wina tego kosmetyku czy po prostu faktu, że się starzeję...

    Tak czy inaczej odstawiłam ten produkt i powróciłam do Olay 30 sekund, który znów miło mnie zaskoczył, bo jest to naprawdę świetny kosmetyk.

    A jak Wy radzicie sobie ze zmarszczkami? Czy miałyście może botoks na lwią zmarszczkę? Ja raczej nie planuję w tej chwili takiego zabiegu (musze najpierw uporać się z problemami zdrowotnymi) ale może kiedyś, kto wie? Byłabym wdzięczna za Wasze opinie, ponieważ słyszałam, że zabieg ten często powoduje opadnięcie powiek lub asymetrię brwi, a jeśli tak, to juz wolę swoje zmarszczki. Pozdrawiam ciepło:)

    2015/04/07


    Avene jest bez wątpienia jedną z moich najbardziej ulubionych marek kosmetycznych. Przez moją toaletkę przewija się mnóstwo różnych kosmetyków, z których 80% to jednorazowe podejścia, natomiast Avene jestem wierna od wielu lat i zawsze do nich wracam.

    Na pierwszym miejscu wśród kosmetyków tej marki na pewno postawiłabym regenerujący krem antybakteryjny Cicalfate - może nie najbardziej spektakularny ze wszystkich testowanych przez mnie kosmetyków tej firmy, jednak niezastapiony i o najbardziej wszechstronnym działaniu. Sprawdza sie przede wszystkim jako kompres nawilżający i ratunek dla wysuszonej skóry, nie tylko twarzy ale również innych części ciała, jak np łokcie czy kolana. Jest również po prostu doskonałym kremem nawilżającym. Twarz posmarowana nim na noc na drugi dzień wygląda po prostu bajecznie:) (uwaga: nałożony na niektóre produkty mocno piecze, np na Triacneal). Avene Cicalfate to po prostu mój kosmetyk must-have.( 40ml, £6,90)


    Avene Thermal Water- bez wody termalnej nie ma dla mnie pielęgnacji. Ewentualnym z zamiennikiem moga być hydrolaty, które umieszczam w buteleczce z atomizerem, jednak do moich ulubionych hydrolatów ze Zrób Sobie Krem mam z UK utrudniony dostęp. Nigdy nie stosowałam słynnej wody termalnej z Uriage, lecz spośród tych, które testowałam, czyli Vichy, Caudalie, La Roche Posay i  Avene, ta ostatnia wypada bardzo dobrze. (150ml, £7,00)


    Avene Soothing Moisture Mask- ta maska to prawdziwy wodospad nawilżenia. Zakupiłam ja  pod wpływem rekomendacji Lisy Eldridge. Stosowanie jej sprawia nam prawie że zmysłową rozkosz:) Ukaja, łagodzi i  nawilża. Przeznaczona do skóry odwodnionej, wrażliwej, zaczerwienionej. Przepieknie delikatnie pachnie. Pozostawia skórę mięciutką, nawilżoną i promienną. Zawsze do niej wracam zakupując kolejne opakowania.( 50ml, £12,00)


    Avene Eluage- oprócz kremów nawilżających marka Avene posiada w swojej ofercie kilka bardzo dobrych kosmetyków przeciwzmarszczkowych. Zawsze posiadam któryś z następujących: Triacneal, Eluage lub Yeasthal. Triacneal jest wśród nich najsilniejszy, będąc połączeniem retinaldehydu 0,1% oraz kwasu glikolowego 6%. Skóra po jego nałożeniu mocno piecze, zwłaszcza w miejscach podrażnionych. Eluage posiada o wiele bardziej łagodną i przyjemną konsystencję. w jego składzie znajdziemy retinaldehyd w stężeniu 0,05% oraz kwas hialuronowy 0,5%. Yesthal podobnie jak Eluage posiada retinaldehyd w stężeniu 0,05% i jest łagodniejszy od Triacnealu. Wszystkie trzy przeznaczone są do zwalczania utraty jędrności oraz zmarszczek. Gdybym miała wybrać jeden, byłby to Eluage. Za każdym razem, gdy nałożę go na noc, rano czuję się młodsza, więc nie może to byc przypadek:) ( 30ml, £26,00)


    Rozmawiając o kosmetykach Avene, nie sposób nie wspomnieć o Extremely Gentle Cleanser- delikatnym płynie myjącym do twarzy. Produkt ten ma konsystencje bezbarwnego rzadkiego żelu, za jego pomocą możemy usunąc makijaż bez użycia wody. Kosmetyk ten podobnie jak Smoothing Moisture Mask zakupiłam pod wpływem filmiku Lisy Eldridge. Muszę powiedzieć, że po wielu miesiącach uzywania płynu micelarnego Garnier, Avene Extremely Gentle Cleanser jest jak ulga dla mojej skóry. Płyn Garnier skutecznie usuwa makijaż, jednak bardzo przesusza moja twarz. Avene Gentle Cleanser nie tylko usuwa zanieczyszczenia ale równiez nawilża skórę. Jest to jeden z najlepszych kosmetyków myjących, jakie miałam okazję testować, stawiam go na drugim miejscu po Dermalogica Precleanse. (200ml, £8,00)

    Na koniec kosmetyk, o którym wspominałam juz kilkakrotnie na blogu (tutaj, i tutaj), do którego powracam niezmiennie od wielu lat, czyli Avene Very High Protection SPF50. Fantastyczny produkt, lekko wybielający skórę (co dla mnie akurat jest bardzo na plus), powodujący uczucie nawilżenia, odświeżenia i jakby zmiękczenia rysów naszej twarzy. Bardzo skutecznie chroniący przed promieniowaniem UVB i UVA.


    Produkty marki Avene możemy zakupić w UK w sklepach Boots lub w dobrych cenach w sklepach internetowych takich jak Lifeandlooks czy Feelunique. W Polsce sa dostepne w aptekach lub również wysyłkowo. Polecam!







    2015/04/01


    W mojej kuchni najważniejszą zasadą jest reguła prawidłowego łaczenia produktów żywnościowych (link,link). Komponując posiłki według diety rozdzielnej unikamy obciążania przewodu pokarmowego oraz wpływamy na ich szybszy czas trawienia a to pozwala na zachowanie dobrej sylwetki bez konieczności liczenia kalorii. Oczywiście nie każdy posiłek da się przygotować zgodnie z tą zasadą (np ciasta), jednak tam, gdzie mogę, tam staram się łączyć poprawnie.
    Dzisiejsza sałatka przygotowana jest zgodnie z dieta rozdzielną. Podstawowym jej składnikiem jest ryż. Uwielbiam sałatki z ryżem, jednak trzeba pamiętać, że zgodnie z Dietą Diamondów jeśli ryż, to nie kurczak, nie tuńczyk, ser czy jajka. Ryż łączymy tylko z innymi węglowodanami lub z warzywami. Tak też będzie skomponowana dzisiejsza potrawa.

                                                                              Składniki:
    1,5 szklanki ryżu basmati lub pełnoziarnistego (przed ugotowaniem)
    500 gr pieczarek
    2 duże cebule
    2 czerwone papryki
    1 puszka kukurydzy
    spora garść pokrojonej natki pietruszki
    sól, pieprz, majonez ( bezjajeczny w wersji wegańskiej)



    Przygotowanie:
    1. Ryż przygotowujemy zgodnie z intsrukcja na opakowaniu
    2. Pieczarki kroimy w plastry i podsmażamy. Nie musimy odparowywać całej powstałej wody z pieczarek, ja zostawiam odrobinę, ponieważ nawilży ona oraz doda smaku naszemu ryżowi
    3. Cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy
    4. Paprykę również kroimy w kostkę i chwilę podsmażamy
    5. Do ugotowanego ryżu dodajemy pieczarki, cebulę, paprykę, kukurydzę, natkę, mieszamy, doprawiamy pieprzem, solą oraz niewielka ilością majonezu.


    Sałatkę należy schłodzic w lodówce (choć ja nigdy nie mogę się oprzeć i pierwsza porcję zjadam od razu na gorąco!). Jak większość sałatek, najlepsza jest na drugi dzień, gdy smaki "przegryzą się" ze sobą. Sałatka jest przepyszna i nie ustępuje pod żadnym względem tym z kurczakiem czy tuńczykiem, spróbujcie!