2017/06/19

Obserwatorium na Śnieżce

Którym szlakiem na Śnieżkę?

Żeby nie skłamać, na Śnieżkę w swoim życiu wchodziłam przynajmniej z piętnaście razy. Tak się złożyło, że prawie zawsze było to w okresie zimowym, kiedy część szlaków jest zamknięta i pozostawały tylko te najłagodniejsze, np. szlak niebieski prowadzący od świątyni Wang przez Polanę, Samotnię, Strzechę Akademicką na Równię pod Śnieżką i stamtąd na szczyt. Schodzilismy wtedy przeważnie szlakiem czarnym, szybkim ale monotonnym i mało widokowym. Kilka razy zdarzyło mi się wjechać wyciągiem krzesełkowym na Kopę (mało honorowo ale za to jak wygodnie), wtedy schodziłam szlakiem niebieskim, aby obowiązkowo zaliczyć najpiękniejsze miejsce na ziemi czyli Samotnię w Kotle Małego Stawu.

Tak było kiedyś. Ostatni raz wędrowałam po zboczach Śnieżki kilkanaście lat temu. Od 11 lat mieszkam w UK i w tym czasie nie miałam ani razu okazji być w polskich górach. Nie jeździmy do Polski co roku, a gdy jechaliśmy, to wybieraliśmy jednak morze...Trudny wybor, bo kocham i morze i góry...

Planując trasę na Śnieżkę w tym roku pomyślałam, że szlak niebieski juz mi się znudził i chcę spróbować czegoś nowego. Przegladając mapki zauważyłam, że nigdy jeszcze nie szłam szlakiem czerwonym i właśnie nim postanowiliśmy iśc tym razem pod górę. Szlak ten nazywa się Głównym Szlakiem Sudeckim im. dra Mieczysława Orłowicza.

Szlaki na Śnieżkę

Rozpoczynamy naszą wędrówkę

Samochód zostawiliśmy na parkingu w Białym Jarze i o godzinie 10:40 wyruszyliśmy ulicą Olimpijską w stronę skoczni Orlinek. 

szlak czerwony na Śnieżkę

Mijamy restaurację "U ducha gór"
Skocznia narciarska Orlinek
Po około pół godziny doszlismy do miejsca, gdzie szlak czerwony prowadzi w las. Znajduje się tam punkt sprzedaży biletów KPN.

szlak czerwony na Śnieżkę


Etap I: ul Olimpijska - Schronisko Nad Łomniczką (szlak czerwony)

Stąd rozpoczeła się nasza właściwa wędrówka. Trasa na szczyt dzieli sie teraz jakby na dwie części: pierwsza bardzo łagodna, spacerowa prowadzi stąd do Schroniska nad Łomniczką. 





Pomiędzy drzewami widać obesrwatorium na Śnieżce


Przebycie tego odcinka zajęło nam niewiele ponad godzinę i o godz. 12:05 dotarlismy do schroniska.


schronisko nad łomniczką

Schronisko niestety zrobiło na mnie przygnębiające wrażenie, było w nim strasznie duszno i ciemno (później przeczytałam w necie, że do schroniska nie ma doprowadzonego prądu). Musiałam wyjść na zewnątrz i odpoczęliśmy chwilę na ławce przed dalszą drogą. Żałuję, że nie spróbowałam podobno pysznych serwowanych w schronisku naleśników.

Gdy sięgnęłam ręka do plecaka, skądś nagle pojawiły się i otoczyły mnie koty :)


Etap II: Schronisko nad Łomniczką - Dom Śląski (szlak czerwony)

Od tego momentu trasa zmienia się zupełnie. Przede wszystkim do tej pory szliśmy drogą po której mogą dojeżdżać samochody (np pracowników), a odtąd idzie się już tylko po kamieniach. Zmienia się też kąt nachylenia terenu, dotąd było prawie płasko, terez wznosił się tak łagodnie, że nie udało nam się nawet zmęczyć, a tymczasem od Schroniska nad Łomniczką zaczyna być coraz bardziej stromo.



Przez chwilę idziemy jeszcze lasem a za kilkanaście minut las się kończy a naszym oczom ukazuje się Kocioł Łomniczki





W tym miejscu brakuje mi zdjęć z kilkuminutowego odcinka, do którego nawiązuję w tytule tego posta... Tak, wiem, że zawodowcy czy mieszkańcy Karpacza będą się ze mnie teraz śmiać ale ja nie byłam przygotowana na takie wrażenia. Dla mnie to, co się zdarzyło później, było przerażające... Mianowicie na szlaku tym pojawia się bardzo stromy odcinek. Idziemy praktycznie po skarpie, po bardzo stromym zboczu, po pojedynczych, ruszających się kamieniach, a obok nas jest przepaść...Pomyśłałam, że wystarczy jeden zły krok, i spadnę. Maż mówi: nie patrz do tyłu. Spojrzałam i zrobiło mi sie słabo. Przysiadłam na tej ścianie, złapałam się dwoma rekami za trawę i wpadłam w panikę. Gdy spojrzałam w dół, wiedziałam, że nie dam rady zawrócić, a co mnie czeka idąc dalej pod górę nie miałam pojęcia. Na szczęście w ułamkach sekundy zdałam sobie sprawę, że nie mam wyjścia, muszę wziąść się w garść i po prostu iść. Ruszyłam w górę bardzo ostrożnie, prawie na czworakach i za dosłownie kilkanaście metrów od tego przerażającego dla mnie miejsca doszliśmy do cmentarzyka Ofiar Gór.... Brzmi nieźle no nie? Akurat w takim miejscu... Do tego ten napis: "Martwym ku pamięci, żywym ku przestrodze"...masakra...

Myślę, że na tym zdjęciu widać, jak stroma była ściana, po której wchodziliśmy...


Na szczęscie zaraz później zrobiło się już łagodniej, droga znów była szersza i nie biegła już po samym zboczu.


Naszym oczom ukazał się Dom Śląski. Dotarlismy do niego o godzinie 13:20. Znajdowaliśmy się teraz na Równi pod Śnieżką.



Uff. Przeżyłam. Niestety nie miałam już siły ani ochoty wchodzić na szczyt, a był tak blisko...


Weszlismy na chwilę do schroniska, pomyślałam, że zamówię jakąś potrawę do moich testów żywieniowych z Karpacza:) Zamówiłam kwaśnicę.



 Niestety nie polecam, zupa była ledwo ciepła, tłusta i ogólnie okropna. Podziubałam i zostawiłam.


Powrót, etap I: Dom Śląski - Strzecha Akademicka - Samotnia - Polana (szlak niebieski) 

Po chwili ruszyliśmy w drogę powrotną, w stronę Strzechy Akademickiej.



Po nieco ponad godzinnej wędrówce łagodną brukowaną drogą o 14.25 doszliśmy do schroniska.

Strzecha Akademicka


Stąd udaliśmy się w stronę najpiękniejszego miejsca w Karkonoszach, a może i na świecie, do Samotni - urokliwego domku zbudowanego nad brzegiem niewielkiego jeziorka w Kotle Małego Stawu.







Nigdy nie przestanie mnie zachwycać to miejsce... Miejsce mocy... Kocham je i zawsze tęsknie...



Weszlismy do środka. Mam wrażenie, że nic tu się nie zmieniło odkąd byłam tu pierwszy raz. Zawsze tak właśnie pamiętam Samotnię.



Zamówiłam pierogi ale nie będę ich oceniać, bo Samotnia jest poza konkurencją:)


Żal było opuszczać to miejsce ale mam nadzieję, że jeszcze tam wrócę....

Chcieliśmy tradycyjnie ruszyć w dól szlakiem niebieskim ale okazał się zamknięty z powodu ochrony zwierząt.


 Poszliśmy więc drogą widoczną na zdjęciu:




 O godzinie  16:20 znaleźliśmy się na Polanie.




Stąd poszliśmy szlakiem niebieskim w stronę Świątyni Wang.



Etap II: Dolina Pląsawy - ul. Strażacka (szlak zielony)

W tym miejscu następuje rozwidlenie dróg, droga prosto prowadzi do Świątyni Wang, natomiast jezli pójdziemy w prawo, dojdziemy szlakiem zielonym przez Dolinę Pląsawy do ulicy Strażackiej. Wybraliśmy drugą opcję, ponieważ nigdy wcześniej nie szłam tą drogą.






Zejście na ulicę Strażacką, stąd pół godziny do Białego Jaru

Droga w dół, jak to zwykle bywa, była bardziej męcząca niż pod górę, moje stopy były już bardzo zmęczone, zwłaszcza, że całą trasę pokonałam w tenisówkach:)


O 17.50 dotarlismy do Białego Jaru, gdzie zostawiliśmy samochód.  Przez kolejne kilka dni nie moglismy chodzić z powodu bólu w łydkach- myślałam, że jestem w lepszej kondycji :)

Podsumowanie

Cała trasa zajęła nam 7,5 godziny, przeszliśmy w tym czasie ponad 15 kilometrów (odcinek z Białego Jaru do Domu Śląskiego szlakiem czerwonym wynosi 6,6 km, natomiast powrót szlakiem niebieskim a potem zielonym 8,8 km). Jedno mogę powiedzieć: szlak czerwony nie dla osób z lękiem wysokości! A tak poważnie, gdy będę następnym razem w Karpaczu, pójdę na Śnieżkę dokładnie tą samą drogą. Wiem już, co mnie czeka i chcę sprawdzić czy za drugim razem też się będę bała:)

Pozdrawiam wszystkich miłośników górskich wędrówek:)




Categories: ,

10 komentarzy:

  1. Też się wspinałam :-)Super sprawa :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż trudno uwierzyć, że niektórzy nie lubia chodzić po górach:)

      Usuń
  2. Znam te rejony, chociaż byłam dawno. Piekne zdjęcia, super wyprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuję za odwiedzenie mojego bloga. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Raz wchodziłam na Śnieżkę, ale trasa zaczynała się przy Światyni Wang (o ile dobrze pamiętam...). Mąż nie chciał tyle iść i pojechał kolejką na Kopę, ja z dziećmi na piechotę - jak zobaczyłam tę kolejkę to powiedziałam, że za nic w świecie nie wsiądę na to chybotliwe krzesełko z moim lękiem wysokości. Ale z powrotem mąż też już nie chciał tym jechać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się boję tej kolejki a zwłaszcza przejeżdżania przez słupy:)

      Usuń
  5. Piękna wyprawa :-) Ja jednak preferuję morze ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też:) Z niewielką przewagą ale jednak morze kocham bardziej.

      Usuń